środa, 22 października 2014

Niebieskości oraz środa z Maknetą

Kolejna środa za nami i chyba nie będę oryginalna, jak napiszę, że nie wiem kiedy zleciał mi ten tydzień :) W każdym razie, czas na zabawę z Maknetą!

Jeśli chodzi o zeszły tydzień, to skończyłam czytać "Wyspę na prerii" Cejrowskiego i napisałam o niej TUTAJ. Co do robótek, to doszło kilka kwadratów, ale głównie skupiłam się na jesiennym komplecie do syna, o którym napisałam TUTAJ.



A w tym tygodniu nadal pozostałam w reportażu i niebieskościach :)



Obecnie czytam książkę o Chinach, którą dostałam w prezencie od Taty i która  po pierwszych stronach zapowiada się bardzo przyjemnie! Na drutach natomiast (już w ramach świątecznych przentów) Baktus i czapka do kompletu z włóczki boucle, bodajże z Aniluxu. Trzeba powykańczać trochę zapasów, zanim zrobią to mole ;)

I to tyle u mnie na dzień dzisiejszy. Jestem bardzo ciekawa, co się dzieje u Was!

Pozdrawiam!
Magota

wtorek, 21 października 2014

Jesienny komplet dla trzylatka


Wraz z nadejściem pierwszych, jesiennych chłodów, powstał prosty komplecik dla mojego trzylatka.



Jako, że większość posiadanych przez niego czapek jest z pomponem, to tym razem z niego zrezygnowałam i postawiłam na małą aplikację. Ostatecznie syn wybrał autko, co mnie bardzo cieszy, bo były spore szanse, że "dizonaur maaamoooo...taki stigimoloch, cooo?!" ;)


Szalik najprostszy z możliwych, robiony w poprzek półsłupkami. Jakoś nic innego mi tutaj nie pasowało...




Włóczka, to mieszanka akrylu z wełną z Lidla (pisałam o niej tutaj), szydełko nr 6.

A teraz czeka mnie powtórka z rozrywki w nieco mniejszym rozmiarze. Ciekawe, co Junior wybierze na aplikację. Już się boję, biorąc pod uwagę jego ostatnie zainteresowania... :)

Cieplutko pozdrawiam!

środa, 15 października 2014

Emocje, książki i WDiC z Maknetą

Ach, co to był za tydzień! Zupełnie nie miałam głowy do dziergania, bo wydarzyło się tyle cudownych rzeczy... najpierw jedni przyjaciele zaskoczyli nas informacją, że podczas urlopu w Stanach pobrali się w Las Vegas, a dziś odwiedziły nas inne bliskie nam osoby z informacją o zaręczynach i zaproszeniem na wiosenny ślub. Dodam, że obydwie pary nie są  już nastolatkami, mają swoje przejścia i gorąco im kibicowaliśmy w tych związkach, a więc szczęscie podwójne, że nastąpił taki happy end!!! Tak więć wybaczcie, ale dziś będzie krótko i na temat, bo ciągle świętujemy :).

Jeśli chodzi o zeszły tydzień, to książkę "Jeżynowa zima" skończyłam i opisałam TUTAJ. Natomiast co do sweterka, to jego również skończyłam, ale choć efekt końcowy było ok, to miałam za dużo ale i poszedł on do sprucia. Po prostu początkowa koncepcja rozminęła się z tym, co chciałabym teraz i wolę przeznaczyć włóczkę na coś innego. Jeden z niewielu razów, kiedy prułam bez żalu :)



Natomiast to, co teraz jest na tapecie, to nie jest projekt właściwy, taki na teraz. Jest to plan długoterminowy, który powstaje w tzw. międzyczasie, aby był gotowy na wiosnę. Będzie to pastelowy pled na pierwsze, wiosenne pikniki, a między szydełkowymi kwadracikami testuję włóczki i wzory na świąteczne prezenty. O tym jednak będzie w następym tygodniu. Dziś w roli głównej pled.



Pled i Wojciech Cejrowski. Bardzo lubię tego autora, choć w wielu poglądach się z nim nie zgadzam. Niemniej jednak czytam go chętnie, a "Wyspa na prerii" jest póki co bardzo ciekawa i wciągająca.

Na koniec dodam jeszcze, że synowy szyjogrzej z poprzedniego wpisu jest już gotowy i właśnie się suszy, więć w okolicach weekendu powinny pojawić się nowe zdjęcia. O ile pogoda na focenie dopisze, bo choć całość szara, to neonowe wstawki sprawiają, że aparat po prostu szaleje...

Serdecznie Was pozdrawiam i nie mogę się doczekać obejrzenia Waszych środowych wpisów!!!



środa, 8 października 2014

Wspólne dzierganie i czytanie oraz Sylwia Chutnik

Kolejna środa, a więc akcja z Maknetą WDiC.


W zasadzie spokojnie mogłabym dodać zdjęcie z poprzedniego tygodnia, bo ani w robótce ani w książce nie posunęłam się na przód na tyle, aby rozpoczynać coś nowego, ale mam przynajmniej dobrą wymówkę ;). W miniony poniedziałek Monachium odwiedziła jedna z moich ulubionych pisarek, Sylwia Chutnik i przed tym spotkaniem postanowiłam nieco się przygotować, a więc jeszcze raz sięgnąć po jej książki. Tak więc mój cały wolny czas poświęciłam na czytanie "Kieszonkowego atlasu kobiet" i "Mama ma zawsze rację".


Jeśli ktoś jest ciekawy jak wyglądało moje spotkanie z Sylwią Chutnik, zapraszam na drugiego bloga --> KLIK <--


A wracając do akcji, to na drutach ciągle złoty, oversizowy sweterek oraz rozpoczęty dziś rano golf - szyjogrzej dla syna, który będzie mu zastępował szalik. Właśnie zaliczamy pierwsze zbiorowe chorowanie w sezonie jesień/zima 2014, więc chyba każdemu z nas wydziergam po pięc takich, żeby uniknąć podobnych atrakcji w przyszłości ;) "Jeżynowa zima"- jak już wspomniałam - musiała pójść na chwilę w odstawkę, ale myślę, że do przyszłej środy już ją skończę.


Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego wpisu!

środa, 1 października 2014

Wspólne czytanie i dzierganie, zakupy i jesienny komin

W związku z tym, że ostatnio druty powróciły do łask, mogę na nowo podpiąć się pod akcję u Maknety o wdzięcznej nazwie "Wspólne czytanie i dzierganie", co też z przyjemnością czynię :)


Książkowo obecnie pochłaniam "Jeżynową zimę" Sary Jio i zapowiada się świetnie. Robótkowo natomiast, wykańczam UFOka rozpoczętego bodajże wiosną, a jest to oversizowy sweterek (lub bezrękawnik, w zależności od tego na ile mi starczy włóczki) w pięknym złotym kolorze. Bardzo lubię wdzianka tego typu, że o kolorze nie wspomnę :)



Jeśli chodzi o włóczkowe zakupy, to ostatnio trochę zaszałam. Nie w sensie ilości czy jakości, ale faktury i koloru. Do tej pory omijałam wszelkie wynalazki szerokim łukiem, ale cóż zrobić, kiedy zapotrzebowanie takie, a nie inne...


Neonki zakupione na wyraźne życzenie Syna Starszego. Nie wiem czemu, ale oszalał na ich punkcie i pojawiła się długa lista życzeń, co mam z nich wydziergać. Obecnie jesteśmy po fazie czapkowej, a na etapie poszewek na poduszki. Mam nadzieję, że do kocyka nie dojdziemy ;)


Natomiast druga część zakupów, to zeszłotygodniowy wrzut w niemieckim Lidlu.


Uzupełniłam trochę drutowo - szydełowych akcesoriów oraz upolowałam (w sensie dosłownym, bo tłumy przy tych koszach były wyjątkowo duże) włóczkę z myślą o prezentach gwiazdkowych. Na górze widać mieszankę akrylu z wełną na dziecięce czapki i szaliki oraz komin dla mnie, natomiast te dwie fantazyjne włóczki na dole, to takie śmieszny siateczkowo - bąbelkowy wynalazek, który w efekcie końcowym prezentuje się tak (tu w innym kolorze, dokupionym dzień później):



Komin robiłam wzdłuż, na drutach z żyłką numer 9. Najpierw nabrałam na druty 80 - 90 oczek (a raczej krateczek), a później przerabiałam do końca oczkami prawymi i po prawej i po lewej stronie. Falbanki powstawały automatycznie. Na końcu zszyłam.


I to tyle, co mogę pokazać na dzień dzisiejszy. Co prawda mam jeszcze kilka ukończonych drobiazgów, ale coś nie mogę sobie poradzić z dobrymi zdjęciami przy tej pogodzie (zwłaszcza udziergów neonowych...), więc czekam aż główny domowy fotograf mnie wspomoże i może na weekend uda mi się pokazać coś więcej.

Ściskam!