środa, 13 listopada 2013

"Więzień nieba" Carlos Ruiz Zafon


Już po raz trzeci dałam się porwać Zafonowi i podążyłam za nim do mrocznej Barcelony, aby zgłębiać tajemnice rodziny Sempere i choć nie było już tego dreszczyku emocji, co przy części pierwszej lub drugiej, to letura ta  i tak okazała się całkiem przyjemna.


źródło

 "Rok 1957. Interesy rodzinnej księgarni Sempere i Synowie idą tak marnie jak nigdy dotąd. Daniel Sempere, bohater Cienia wiatru, wiedzie stateczny żywot jako mąż pięknej Bei i ojciec małego Juliana. Następny w kolejce do porzucenia stanu kawalerskiego jest przyjaciel Daniela, Fermín Romero de Torres, osobnik tyleż barwny, co zagadkowy: jego dawne losy wciąż pozostają owiane mgłą tajemnicy. Ni stąd, ni zowąd przeszłość Fermina puka do drzwi księgarni pod postacią pewnego odrażającego starucha. Daniel od dawna podejrzewał, że skoro przyjaciel nie chce mu opowiedzieć swej historii, to musi mieć ważny powód. Ale gdy Fermín wreszcie zdecyduje się wyjawić mroczne fakty, Daniel dowie się "rzeczy, o których Barcelona wolałaby zapomnieć".


Zafon jest niewątpliwie bardzo utalentowanym pisarzem i ujmującego stylu pisania nie można mu odmówić. Dlatego też bez wahania sięgnęłam po "Więźnia nieba", choć już przy "Grze Anioła" czułam, że nie ma tej magii co w "Cieniu wiatru" i liczyłam się z tym, że kolejna część będzie już tylko rozczarowaniem. Na szczęście nie była. Wartka akcja i ciekawa historia sprawiły, że książkę przeczytałam jednym tchem, jednak nie ma co ukrywać - ta część była już ewidentnie pisana pod publikę.

Czegoś tu zbarakło. Niby wiemy co, kto, jak i dlaczego, niby mamy ten sam klimat tajemniczej Barcelony, ale wszystko jest jakieś takie spłycone i pozbawione blasku. Mam nieodparte wrażenie, że autor nie skupił się na tej powieści tak jak powinien, a do tego pozostawił wiele spraw niedopowiedzianych z wyraźnym zamiarem rozwinięcia ich w kolejnej części, jednak do mnie takie rozwiązanie absolutnie nie przemawia. Lubię lekki niedosyt, ale nie lubię wodzenia za nos i po kolejną część na pewno nie sięgnę. Oczywiście, nie jest to równoznaczne z tym, że żadnej książki Zafona więcej nie przeczytam. Po prostu ta konkretna historia jak dla mnie dobiegła końca.

8 komentarzy:

  1. Jeszcze tej nie przeczytalam, chociaz czeka na swoja kolej w mojej biblioteczce. Zgadzam sie jednak z Toba pierwsza byla najlepsza, druga juz mnie tak nie wciagnela , a nawet powiedzialabym ze nudzila momentami:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kami, co by nie mówić, to styl pisania Zafona jest naprawdę urzekający, więc myślę, że "Więzień nieba" mimo wszystko dostarczy Ci miłych wrażeń :)

      Usuń
  2. A mnie urzekla ta czesc trylogii najbardziej i wlasnie ona uzupelnila pewne niedopowiedzenia z poprzednich. Moze dlatego, ze sama lubie i stosuje w zyciu odwrotna logike:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wandzior... uwielbiam Cię! :D I za odwrotną logikę i za to, że zawsze jesteś szczera. Wielki buziak!

      Usuń
  3. Ja też jestem wielką fanką "Cienia wiatru" - uważam, że przekład jest świetny! Żeby nie zepsuć sobie wrażenia, zostanę przy pierwszym tomie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo rozsądne podejście, choć ja bym nie wytrzymała :D

      Usuń
    2. A ja osobiście polecam przeczytanie wszystkich 3 :)
      Pierwszy jest bardzo tajemniczy, ale na koniec udaje się wszystko "dosyć" racjonalnie wytłumaczyć. Drugi tom już nie jest tak racjonalny i pojawiają się w nim rzeczy nie do końca dające się wytłumaczyć. A trzeci tom wyjaśnia wszystko :) I kiedy przeczytasz już trzeci, na usta ciśnie się: "Ahaaaaa, a więc to o to chodziło!". Moim zdaniem każda z trzech książek, mimo, że powiązanych ze sobą, stanowi zupełnie inną i odrębną historię i dopiero po przeczytaniu wszystkich trzech składają się one w całość :) Polko w Monachium - nie bój się przeczytać wszystkich tomów - naprawdę warto :)

      Usuń
  4. Jeżeli chodzi o Zafona, mam spore zaległości. Nie udało mi się nawet jeszcze sięgnąć po tak uwielbiany przez wszystkich "Cień wiatru". Póki co spotkałam się z jego historią jedynie raz w "Marinie", ale ta książka nie powaliła mnie na kolana, więc i potrzeba przeczytania kolejnych nie jest aż tak silna.

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.