poniedziałek, 15 lipca 2013

Ślub z polskim akcentem, czyli landshuckie wesele!

Za nami bardzo intensywny, a zarazem przepiękny weekend! Jedną z atrakcji był niedzielny wypad do Landshutu na największy historyczny festyn w Europie,czyli Landshuter Hochzeit 1475.

Impreza na której byliśmy odbywa się raz na cztery lata i stanowi wielkie święto nie tylko dla mieszkańców tego miasta, ale i dla całej Bawarii. Festyn organizowany jest na pamiątkę zaślubin Jadwigi, córki Kazimierza Jagiellończyka z bawarskim księciem, Jerzym Bogatym. Dwumiesięczna wędrówka18-letniej wówczas Jadwigi z Krakowa do Landshutu oraz cała otoczka towarzysząca zaślubinom tak zachwyciła mieszkańców tego miasta, że od 110 lat odtwarzają ją oni na nowo z coraz większym rozmachem.


Na jednej ze stron wyczytałam, że na podstawie dokumentów pochodzących z tamtej epoki obliczono, iż dziś  wesele to kosztowałoby co najmniej 12,5 milona euro. Bawiły się na nim największe światowe znakomitości, gości liczono w tysiącach, a obrazy przedstawiające orszak ślubny po dziś dzień przyprawiają o zawrót głowy. Nie inaczej jest teraz. Replika zaślubin ściąga do Landshutu tysiące turystów z całego świata, a czynny udział bierze w niej ponad 2000 mieszkańców tego miasta, którzy przebrani w średniowieczne stroje całym sercem przybliżają nam całe to wydarzenie. 

Choć na całość tej imprezy składa się wiele różnorakich atrakcji, to największą popularnością bez wątpienia cieszy się parada ukazująca orszak ślubny oraz głównych bohaterów, czyli Jadwigę i Jerzego.
Przyznać trzeba, że zarówno organizatorzy, jak i uczestnicy dają z siebie wszystko.To niesamowite jak bardzo upodobnili się oni do odtwarzanych przez siebie postaci. Uwierzycie, że większość z nich już na dwa lata przed występem zaczyna się przygotowywać, zapuszczać włosy, brody itd.?!

























Było hucznie, klimatycznie i kolorowo, a widok panny młodej zapierał dech w piersiach!



Piękny jest również ten orzełek, prawda? :)





A na koniec okrzyk, który będzie śnił się nam po nocach :) HALOOOO wykrzykiwane w odpowiedni sposób (w tym konkretnym przypadku znaczy zarówno powitanie, wielbienie Boga jak i pochwałę miasta) padało średnio co 2 minuty i oczywiście równie głośno trzeba było odkrzykiwać, a do tego energicznie machać ręką. Dodam, że parada trwała dwie godziny.... :)


Szalenie sympatyczna impreza, której jedynym minusem było to, że wszelkie dodatkowe atrakcje były już płatne i to każda z osobna, więc jeśli chciałoby się w pełni przeżyć to święto, a więc podziwiać turnieje ryceskie, tańce przy ognisku czy też życie obozowe, to trzeba by tam zostawić niemałą sumkę. My na szczęście nie czuliśmy takiej potrzeby, gdyż w zeszyłym roku byliśmy na niesamowitym jarmarku średniowiecznym (pisałam o tym tutaj), który w pełni zaspokoił naszą ciekawość, więc po paradzie udaliśmy się jedynie na spacer po mieście, spróbowaliśmy lokalnego piwa, po czym obraliśmy kierunek powrotny na Monachium. Nie mniej jednak polecam, choćby dla samej parady. Naprawdę warto!

7 komentarzy:

  1. Jaka świetna impreza!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super i te wszystkie detale, łał ;))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszcze! To musial byc przepiekny dzien. Z przyjemnoscia przeczytalam i pogladalam zdjecia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały reportaż - widać, że impreza zorganizowana z wielkim rozmachem, a ludzie wspaniale się bawią. No i polski akcent, to też przyjemność:) Zazdroszczę wrażeń:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow...super....widzieć to na własne oczy to musi być cudowne przeżycie;)
    Wspaniała impreza i wspaniały jej klimat!!!
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajna imprezka aż zazdroszczę bo lubię takie parady:)
    pozdrawiam, Marlena

    OdpowiedzUsuń
  7. Super impreza!!! Piękne zdjecia :)

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.