piątek, 3 maja 2013

"Nasze rozstania" David Foenkinos

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem*, jednak pierwsze, które mnie do niego przekonało. Powiem więcej - już dawno nie czytałam książki z taką przyjemnością!

źródło zdjęcia i opisu
"Fritz i Alice nie mogą bez siebie żyć. Z sobą tym bardziej. Schodzą się i rozchodzą i choć przeciwieństwa się przyciągają, to brak podobieństw wszystko komplikuje. W zasadzie nie powinni mieć z sobą nic wspólnego, nie powinni się nawet spotkać. On jest synem niepoprawnych hipisów, ona córką wielbicieli trzydaniowych obiadów.

Kiedy od wspólnego szczęścia dzielą ich już tylko słowa małżeńskiej przysięgi, wszystko nagle rozsypuje się jak domek z kart. Fritz chciałby naprawić swój błąd, ale na to jest już za późno. Wsiada do pierwszego lepszego pociągu i rozpoczyna podróż, która całkowicie zmienia jego życie. Zostaje obwoźnym sprzedawcą krawatów, poznaje kobietę, żeni się, płodzi syna i zanim zasadzi drzewo, znów spotyka Alice. Wszystko zaczyna się od początku.

David Foenkinos, z właściwą sobie czułością i ironią, miesza namiętność i zdradę, rozstania i powroty. Z takich składników powstaje jedyna w swoim rodzaju słodko-gorzka opowieść o miłości.
"


Wydawałoby się, że o miłości i rozstaniach było już wszystko. Od lat zastępy autorów przeganiają się w rozkładaniu wszelkich możliwych aspektów związku dwojga ludzi na czynniki pierwsze i jakby nie patrzeć, ciężko wnieść tu coś nowego. Czy Foenkinosowi się to udało? Myślę, że tak. Jeśli nie fabułą, to na pewno klimatem i stylem.


O tym, że relacje damsko - męskie bywają trudne, wiemy wszyscy. Nie ważne ile mamy lat, każdy z nas dobrze pamięta pierwsze miłosne wzruszenia i porażki. A co jeśli kładą się one cieniem na całe nasze przyszłe życie? O tym właśnie traktuje powieść "Nasze rozstania". O związkach niejednoznacznych, takich  które choć należą już do przeszłości, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Ale nie tylko o tym pisze Foenkinos. W książce nie brakuje też dygresji odnośnie życia samego w sobie i tego jak je przeżywamy, o  tym co wynosimy z domu i jak sobie radzimy z bagażem doświadczeń zdobytych później. Jednak nie to jest siłą napędową powieści. Tę stanowią detale - magia słowa, przypadkowo napotkani ludzie i zdarzenia z pozoru banalne, które w efekcie końcowym wywierają jednak wpływ jeśli nie na życie nasze, to na życie naszych bliskich.

Wszystko to pod dachami Paryża, okraszone sporą dawką ironiczego humoru w stylu Woodego Allena, a zarazem subtelności rodem z "Amelii". Mieszanka wybuchowa, czyniąca powieść lekką w odbiorze, choć traktującą o sprawach jak najbardziej poważnych.

Gorąco polecam na leniwe, wiosenne popołudnie. Moja ocena: 6/6

* Pierwszą powieścią Foenkinosa z którą miałam styczność była książka pt: "Größter anzunehmender Glücksfall". Nie wiem czy to kwestia zróżnicowanego warsztatu autora, języka niemieckiego, czy też tłumacza bez polotu, ale nawet w połowie nie odebrałam jej tak ciepło jak "Naszych rozstań". Przede mną jeszcze "Delikatność" oraz "Das erotische Potential meiner Frau", więc wtedy napiszę więcej.

2 komentarze:

  1. podoba mi się okładka, ale nie czytałam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta okładka również zauroczyła :)

      Usuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.