czwartek, 30 maja 2013

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthewe Quick

O książce tej zrobiło się głośno w okolicach przyznawania Oscarów, kiedy to jej adaptacja filmowa zdobyła aż 9 nominacji do tej nagrody. Choć na ogół taka rekomendacja wcale mnie nie rusza, tak tym razem coś mnie w tej historii zaintrygowało.

"Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, biegać ubrany w worek na śmieci, żeby zgubić ostatnie zbędne kilogramy, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. (Fakt, że Pat spędził kilka lat w zakładzie dla psychicznie chorych nie jest chyba wielkim zaskoczeniem). Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Nikt nie chce rozmawiać z nim o Nikki, jego ukochane Orły przegrywają kolejne mecze, a ojciec twierdzi, że Pat przyniósł pecha drużynie. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie stuknięta jak on Tiffany, prześladuje go Kenny G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?"  
Opis i zdjęcie z portalu lubimy czytać.

Muszę przyznać, że mocno rozbawiła mnie ta książka. W pozytywnym sensie. Nie zmieniła ona mojego życia, nie zapadnie dożywotnio w pamięć, a jednak ma to "coś", dzięki czemu uśmiecham się za każdym razem na wspomnienie lektury. I nie do końca wiem na czym polega jej urok. Czy to za sprawą przeogromnej wiary głównego bohatera w szczęśliwe zakończenia? Czy na nietuzinkowości głównych bohaterów? A może na problemie, który autor porusza, a więc cienkiej linii pomiędzy tym co uznajemy za normalne, a co już za chore? W każdym razie trochę się przy tej książce zadumałam i myślę, że jakkolwiek zmieniła ona trochę moje nastawienie do ludzi patrzących na pewne kwestie inaczej niż ja.

Druga sprawa, to fakt, że niezmiernie rzadko mam ochotę sięgnąć po filmową adaptację przeczytanej książki (za dużo rozczarowań), jednak tym razem mam nie mam nic przeciwko. Patrząć na twarze aktorów zerkających na mnie z okładki, oraz czytając opinię innych, wydaje mi się, że jest to jedna i ta sama historia, opowiedziana na dwa różne sposoby i jestem strasznie ciekawa tego drugiego spojrzenia.

Czy ktoś z Was widział już ten film?

Uściski!

poniedziałek, 27 maja 2013

Chusta majowa zimowa ;)

Witam wieczorową porą!

Czy u Was też taka paskudna pogoda? Tutaj od tygodni zimnica (5 do 8 stopni), deszczysko i nastroje średnio radosne, że o braku zapału do czegokolwiek nie wspomnę... Gdzie się podziała w tym roku wiosna? Podobno ma być bezpośredni przeskok z zimy do lata, tyle tylko, że tego lata też jakoś nie widać. Prognoza dla Monachium na najbliższe dni: deszcz!

Tym sposobem zamiast myśleć o letnich bluzeczkach, lnach czy bawełnach, ja zakopałam się znowu pod ciepłą włóczką:


Nie, to nie kocyk (choć i takie obecnie powstają), ale chusta.


Wzór prosty i doskonale znany (granny), ale nic innego mi do tej włóczki nie pasowało :)


Włóczka: "Mercan Batik 59508" Himalaya (3 motki), szydełko: 3,5


Muszę przyznać, że całkiem miło się z niej robiło i pewnie jeszcze kiedyś do niej wrócę, ale teraz rozglądam się za czymś nieco bardziej szlachetnym, gdyż wpadło bardzo miłe, a zarazem zobowiązujące zamówienie.

Tymczasem zmykam jednak porozglądać się po waszych blogach, bo mam już małe zaległości lub mówiąc wprost: tworzycie tyle pięknych rzeczy, że przestaję ogarniać :))

Ściskam Was Kochani i życzę miłego tygodnia!

niedziela, 12 maja 2013

Bransoletki

Co tu dużo pisać... strasznie mnie wzięło na bransoletki :) Przez większość mojego życia omijałam je szerokim łukiem, bo większą miłością darzyłam wyraziste kolczyki, bądź też wisiorki, ale od jakiegoś czasu nie mogę przejść obojętnie obok błyskotek na ręce, w związku z czym zadziałałam i powstało kilka nowych sztuk. Mam nadzieję, że Wam również przypadną do gustu!

Cudowny agat fasetowany na żyłce oraz elementy metalowe


Duże kule agatu z elementami miedzianymi


 Rzemyk, sznurek bawełniany, guziczek i lawa wulkaniczna

 

Howlith i elementy metalowe

 

Ceramika, którą kocham miłością wielką.


I mój ulubiony zestaw, który pasuje praktycznie do wszystkiego :) Amazonit i labradoryt.



Najlepsze jest to, że to jeszcze nie koniec! :D




Miłego tygodnia Kochani!!!



piątek, 3 maja 2013

"Nasze rozstania" David Foenkinos

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem*, jednak pierwsze, które mnie do niego przekonało. Powiem więcej - już dawno nie czytałam książki z taką przyjemnością!

źródło zdjęcia i opisu
"Fritz i Alice nie mogą bez siebie żyć. Z sobą tym bardziej. Schodzą się i rozchodzą i choć przeciwieństwa się przyciągają, to brak podobieństw wszystko komplikuje. W zasadzie nie powinni mieć z sobą nic wspólnego, nie powinni się nawet spotkać. On jest synem niepoprawnych hipisów, ona córką wielbicieli trzydaniowych obiadów.

Kiedy od wspólnego szczęścia dzielą ich już tylko słowa małżeńskiej przysięgi, wszystko nagle rozsypuje się jak domek z kart. Fritz chciałby naprawić swój błąd, ale na to jest już za późno. Wsiada do pierwszego lepszego pociągu i rozpoczyna podróż, która całkowicie zmienia jego życie. Zostaje obwoźnym sprzedawcą krawatów, poznaje kobietę, żeni się, płodzi syna i zanim zasadzi drzewo, znów spotyka Alice. Wszystko zaczyna się od początku.

David Foenkinos, z właściwą sobie czułością i ironią, miesza namiętność i zdradę, rozstania i powroty. Z takich składników powstaje jedyna w swoim rodzaju słodko-gorzka opowieść o miłości.
"


Wydawałoby się, że o miłości i rozstaniach było już wszystko. Od lat zastępy autorów przeganiają się w rozkładaniu wszelkich możliwych aspektów związku dwojga ludzi na czynniki pierwsze i jakby nie patrzeć, ciężko wnieść tu coś nowego. Czy Foenkinosowi się to udało? Myślę, że tak. Jeśli nie fabułą, to na pewno klimatem i stylem.


O tym, że relacje damsko - męskie bywają trudne, wiemy wszyscy. Nie ważne ile mamy lat, każdy z nas dobrze pamięta pierwsze miłosne wzruszenia i porażki. A co jeśli kładą się one cieniem na całe nasze przyszłe życie? O tym właśnie traktuje powieść "Nasze rozstania". O związkach niejednoznacznych, takich  które choć należą już do przeszłości, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Ale nie tylko o tym pisze Foenkinos. W książce nie brakuje też dygresji odnośnie życia samego w sobie i tego jak je przeżywamy, o  tym co wynosimy z domu i jak sobie radzimy z bagażem doświadczeń zdobytych później. Jednak nie to jest siłą napędową powieści. Tę stanowią detale - magia słowa, przypadkowo napotkani ludzie i zdarzenia z pozoru banalne, które w efekcie końcowym wywierają jednak wpływ jeśli nie na życie nasze, to na życie naszych bliskich.

Wszystko to pod dachami Paryża, okraszone sporą dawką ironiczego humoru w stylu Woodego Allena, a zarazem subtelności rodem z "Amelii". Mieszanka wybuchowa, czyniąca powieść lekką w odbiorze, choć traktującą o sprawach jak najbardziej poważnych.

Gorąco polecam na leniwe, wiosenne popołudnie. Moja ocena: 6/6

* Pierwszą powieścią Foenkinosa z którą miałam styczność była książka pt: "Größter anzunehmender Glücksfall". Nie wiem czy to kwestia zróżnicowanego warsztatu autora, języka niemieckiego, czy też tłumacza bez polotu, ale nawet w połowie nie odebrałam jej tak ciepło jak "Naszych rozstań". Przede mną jeszcze "Delikatność" oraz "Das erotische Potential meiner Frau", więc wtedy napiszę więcej.

środa, 1 maja 2013

DROPS. Supersale

Witam majową porą :) Na dniach będzie normalny post,a tymczasem uprzejmie donoszę, że właśnie wyczytałam na stronie DROPSa, iż przez cały maj włóczki są tańsze o 35%! Oferta jest ważna w sklepach stacjonarnych i internetowych, a więcej szczegółów znajdziecie tutaj. http://garnstudio.com/lang/pl/post.php?id=1262

Cennik prezentuje się tak: