poniedziałek, 11 lutego 2013

"Chanel i Strawiński"

Jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać książkę Cristiny Sanchez - Andrade pt. "Coco" i muszę przyznać, że słynna Chanel zafascynowała mnie na tyle, że z wielką chęcią sięgam po kolejne książki lub filmy opowiadające o tej niesamowitej kobiecie. Tym razem mój wybór padł na:

"Chanel i Strawiński"
Reż. Jan Kounen
Czas trwania: 114 min.


Akcja filmu rozpoczyna się w roku 1913, kiedy to Chanel zjawia się na premierze libretta autorstwa wschodzącj rosyjskiej gwiazdy, Igora Strawińskiego. Przedstawienie okazuje się wielką klapą, gdyż jest zbyt innowacyjne, jednak Coco jako jedna z nielicznych wysłuchuje muzyki do końca i pozostając pod wielkim wrażeniem artysty, proponuje mu  pomoc. Pomoc ta polega na tym, że zaprasza Strawińskiego wraz z rodziną do swojej nowej willi pod Paryżem, aby tam pozbierał się po porażce i na nowo odnalazł sens komponowania. Z czasem między Coco, a Igorem zawiązuje się coraz bardziej intymna więź, która wprowadza w ich życie wiele zamieszania, bo z jednej strony ta szaleńcza miłość sprawia, że zarówno on jak i ona zaczynają tworzyć niesamowite rzeczy, z drugiej jednak doprowadza ich do kryzysu moralno - emocjonalnego i prowadzi w ślepy zaułek...

Nie wiem ile prawdy jest w tej historii, ale jeśli faktycznie tak było, to właśnie Strawińskiemu zawdzięczamy słynne perfumy No.5 :)

Historia sama w sobie szalenie intrygująca, jednak sposób w jaki Kounen ją zaprezentował pozostawia wiele do życzenia. Przerost formy nad treścią, efektem czego są mdłe dialogi, schematyczne przedstawienie relacji między bohaterami i emocje ukryte tak głęboko, że nie sposób ich dostrzec ;) Jedyne co mnie na prawdę zaciekowiło, to Anna Mouglalis, aktorka odgrywająca Coco, gdyż miałam wrażenie, że drzemie w niej duży (niestety w tym filmie w ogóle niewykorzystany) potencjał. Filmu poza tym nie polecam, bo jest nudny, aż do bólu.

Moja ocena: 1/6 (ta jedynka za Annę, właśnie)

2 komentarze:

  1. Ogromnie lubię biografie, a już szczególnie biografie ciekawych kobiet... Zawsze podchodzę do nich z ogromną ciekawością. Po takiej ciekawości tym bardziej odczuwa się gorycz rozczarowania... Dlatego rozumiem Twoje odczucia, choć filmu nie oglądałam. Ale pewnie i tak kiedyś obejrzę, przy robótce i bez żadnych oczekiwań:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renya, masz rację - do robótki film jest idealny. Od tej strony na niego nie patrzyłam :)

      Usuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.