niedziela, 6 stycznia 2013

Obejrzane: Little Miss Sunshine, Za jakie grzechy

Little Miss Sunshine ("Mała Miss")

reżyseria: Jonathan Dayton, Valerie Faris
czas: 1 godz. 41 min.

Ciepła, obsypana licznymi nagrodami opowieść o dysfunkcyjnej rodzinie, która zmuszona do wspólnej wyprawy, odkrywa siebie na nowo.

Kiedy mała Olive (w tej roli Abigail Breslin) dostaje się do finału konkursu piękności "Little Miss Sunshine" nie posiada się z radości. Jej rodzina - wręcz przeciwnie, bo nie dość, że właśnie przeżywa kryzys, to jeszcze osoby z którymi Olive powinna udać się na ten konkurs rezygnują z wyjazdu i pojawia się pytanie kto odwiezie Olive na drugi koniec kraju. Ostatecznie jadą wszyscy, łącznie z szalonym dziadkiem i depresyjnym wujkiem, a co z tego wyniknie, przekonajcie się sami :)

Obejrzałam z wielką przyjemnością i gorąco polecam!

Moja ocena: 5/6


 
Za jakie grzechy (New in town)

reż. Jonas Elmer
czas: 1 godz. 36 min.

Lucy Hill to atrakcyjna i diabelnie ambitna pracownica pewnego koncernu, która na pierwszym miejscu stawia luksus i wygodę. Kiedy pojawia się możliwość kolejnego awansu, bez namysłu podejmuje wyzwanie, nie do końca wiedząc na co się pisze i w  ten oto sposób ląduje w Minessocie, gdzie atrakcyjne z pozoru praca, okazuje się być zwykłą reaorganizacją małej fabryki. Odwrotu jednak nie ma i Lucy postanawia doprowadzić zadanie do końca, co wcale nie jest takie łatwe, biorąc pod uwagę jej przyzwyczajenia, a sposób myślenia i podejście do życia mieszkańców małego miasteczka....

Lekka i sympatyczna, choć mocno przewidywalna komedia z Rene Zellweger w roli głównej. Polecam na leniwy, odprężający wieczór z kubkiem herbaty/lampką wina w tle.

Moja ocena: 3/6

6 komentarzy:

  1. oba filmy chetnie obejrze...no jak tylko znajde czas:)
    pozdrawiam cirplutko:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj, z tym czasem to u każdego jakoś teraz krucho... Ściskam kochana!

      Usuń
  2. W pierwszym momencie, jak przeczytałam tytuł posta, to pomyślałam, że pierwszy film to jakaś chała, bo za jakie grzechy musiałaś go oglądać ;) To się nazywa czytanie ze zrozumieniem ;).
    Oba wpisuję na listę do oglądnięcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, przez Ciebie znowu monitor do czyszczenia, bo parsknęłam herbatką :))))

      Usuń
  3. Little Miss Sunshine już za mną, więc mogę tylko dołączyć się do polecenia tego filmu. Za jakie grzechy to kino może nie do końca w moim guście, ale i na lekkie komedie ma się przecież czasami ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak jest ze wszystkim - filmem, książkami, ludźmi, jedzeniem... Czasem ma się ochotę na banał, a czasem na coś mocno wymagającego. Dopóki druga opcja w silnej przewadze, to jest dobrze :D

      Usuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.