niedziela, 2 grudnia 2012

Deep Purple

Hej, hej Kochani!

Widzę, że u większości z Was przygotowania do Świąt idą pełną parą i czasu na blogowanie jakby nieco mniej. My jak co roku pojedziemy do Polski, a do tego większość prezentów już zakupiliśmy, więc przedświąteczne szaleństwo nas omija i możemy oddać się innym przyjemnościom, jak choćby wyjście na koncert :)



Zespołu Deep Purple raczej nie trzeba nikomu przedstawiać, bo takie tytuły jak "Smoke on the water" czy "Strange kind of woman" zna lub choćby raz słyszał chyba każdy z nas. Jest to klasyka rocka i - co się potwierdziło podaczas koncertu -klasa sama w sobie.


Zacznę może od tego, że kupując bilety kilka miesięcy temu wzięłam pod wagę fakt, że mogę  już być w ciąży i postawiłam na miejsca siedzące. W związku z tym zamiast skakać pod sceną, jak to czyni większość zdrowych na ciele i umyśle trzydziestolatków podczas koncertu rokowego, my z małżonem udaliśmy się do loży rencistów i emerytów, czyt. szyderców, gdzie przytupując sobie nóżkami mogliśmy komentować każdy szczegół koncertu bez końca :)

Pierwsze bardzo pozytywne zaskoczenie, to brak naciąganych gadek, bo nie wiem jak wy, ale ja, osobiście, nie przepadam za pytaniem po dwadzieścia razy w ciągu godziny "Dobrze się bawicieeeee? Na prawdę dobrzeeee się bawicie? Jak dobrzeeeee się bawicieeeee?". Półtorej godziny świetnej muzyki, z fantastycznymi przejściami pomiędzy utworami i raczej sporadyczne,aczkolwiek bardzo sympatyczne komentarze, to jest to! W końcu przychodzimy posłuchać muzyki, a nie opowieści dziwnej treści o ostatnim śnie czy też posiłku wokalisty :) A propos wokalisty.... Na ogół jest tak, że znajduje się on w centrum uwagi, a reszta zespołu stanowi jedynie skromne tło. Tutaj, ku naszemu wielkiemu, aczkolwiek bardzo pozytywnemu zaskoczeniu, wszyscy byli na równi i każdy z członków miał swoje pięć minut, czyli czas na "solówkę", podczas której publika mogła zobaczyć kto się kryje za danym instrumentem i co mu w duszy gra. Perkusista odstwił takie show, że trampki spadały, klawiszowiec rozbawił swoją interpretacją kilku znanych utworów, gitarzysta zabawił się w Santanę, natomiast basista był tak uroczy, że mimo tego, iż najstarszy (dokładnie w tym dniu kończył 67 lat) oczarował mnie swoim graniem i sposobem bycia najmocniej. A, co tam! Pokażę Wam kto to taki :) Roger Glover we własnej osobie:

źródło

Końcówka koncertu również potwierdziła klasę artystów. Wbrew pozorom, to że zespół wyjdzie na bis nie zawsze jest oczywiste (Red Hots Chili Peppers, którzy grali w Monachium 5 lat temu nie mieli na przykład takiej potrzeby), a do tego czasem zdarza się że nawet jak zespół wyjdzie, to odegra coś na "odwal się" (jak to miało miejsce podczas jednego z koncertów Kultu) i choćby koncert był nie wiem jak fajny, to czasem taki końcowy niesmak pozostaje najsilniejszym wrażeniem. Zespół Deep Purple natomiast bardzo miło się pożegnał i to nie tylko słowem, ale i uczynkiem ;) Najpierw pięknie podziękowali i rozrzucili po publice kilka kompletów pałeczek, gitarowych piórek, jakieś koszulki itd., po czym wyszli i nakłonieni owacjami wrócili z rewelacyjnym bisem (wesoła mieszanki bluesa, rock&rolla i rocka) oraz kolejną porcją rozrzuconych gadżetów. Szacunkiem do publiczności zyskali jeszcze większy szacunek do siebie.


Reasumując, koncert Deep Purple okazał jednym z najlepszych na jakich byłam. Kawał dobrego rocka i półtorej godziny obcowania z tak sympatyczną muzyczną legendą były niesamowicie przyjemnym doświadczeniem! Oby więcej takich :)

P.S. Wybaczie jakość zdjęć, ale wnoszenie aparatów było zakazane i zdjęcia cyknęłam tak pro forma, moim komórczakiem.

10 komentarzy:

  1. gratuluje tak mile spedzonego czasu w lozy szydercow ;)))) ha,ha,ha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy, bawiliśmy się przednie :D

      Usuń
  2. Ale Ci zazdroszczę! Uwielbiam takie koncerty. To musiało być wspaniałe widowisko, wcale się nie dziwię, że jesteś tak zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było na prawdę fajnie! Mam nadzieję, że jeszcze wiele takich koncertów przed nami :)

      Usuń
  3. Zazdroszczę naprawdę! Nawet tego, że sobie spokojnie podziwialiście wszystko z loży emerytów ;) Chętnie wybrałabym się na dobre, rockowe widowisko. Szkoda, że mój Mar raczej mało chętny na takie wypady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też stwierdziłam, że to wcale nie takie głupie z tą lożą? Skupiasz się wtedy na całkiem innych rzeczach. Myślę, że jeszcze nie jeden raz wybiorę tę opcję :)

      Usuń
  4. Moja siostra również była na ich koncercie, tylko troszkę wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem czy jej się również podobało :)

      Usuń
  5. Oj super, za zespołem może nie przepadam, nie moje klimaty, ale na zywo chętnie bym zobaczyła;)
    Ściskam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ukrywam, że i u mnie zespół Deep Purple nie jest w ścisłej czołówce ulubionych zespołów, ale jakoś tak darzę go sentymentem, a i po części z ciekawości poszłam :) Na pewno nie żałuję!

      Usuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.