niedziela, 28 października 2012

Targi Minerałów 2012 w Monachium

Kochani, zanim przejdę do tematu właściwego, chciałam Wam gorąco podziękować za te wszystkie miłe słowa pozostawione pod poprzednim postem oraz w mailach. DZIĘKUJĘ z całego serca! Niesamowicie mi miło i nie ukrywam, że się wzruszyłam... Ściskam Was z całych sił, wszystkich razem i każdego z osobna :)

~~~~~~~~~~~~~

Dzisiejszy dzień był spełnieniem jednego z moich malutkich marzeń, więc ostrzegam, że ilość zdjęć raczej nieskromna :)

Targi Minerałów i Skamieniałości kusiły mnie od bardzo dawna, jednak złośliwie zawsze wypadały na początku listopada, czyli akurat wtedy, kiedy przebywaliśmy w Polsce z okazji wiadomego dnia. Praktycznie co roku sprawdzałam daty z nadzieją, że tym razem się uda, bo coś zmienili i nareszcie się doczekałam!



Tak więc dziś w samo południe wyruszyliśmy w przemiłym towarzystwie małżonka mego osobistego oraz dziecka, póki co jedynego, w śnieżne zaspy na podbój targów!

Już od progu można było sycić oczy wszystkimi kolorami tęczy...


 

Cudo, mówię Wam! Ale najlepsze dopiero przed nami...





















 Małżon (zapewne z racji swojego wieku :D) z największą ciekawością zerkał w stronę skamieniałości...

















... a ja korali przecudnej urody. Nie ukrywam, że to był główny cel mojej wyprawy, ale tutaj, jak to zwykle w życiu bywa, nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością. To co mi się na prawdę spodobało było poza moimi możliwościami finansowymi, a to co było w moim zasięgu jakoś nie powalało na kolana. Owszem, ładne, ale dosyć przeciętne kamyczki...




 Jeszcze kilka zdjęć futurystycznych....

























... i przechodzimy do podsumowania.

Targi okazały się być niesamowicie ciekawe, jednak nieco inne niż je sobie wyobrażałam. Na przykład naiwnie myślałam, że wrócę do domu obładowana koralami, a wróciłam ze świąteczną szopką w agacie, jajem dinozaura, chińskimi woreczkami oraz parmezanem, tudzież włoską kiełbachą... No dobra, kupiłam też sobie kilka rzemyczków i korale koloru koralowego. Żeby nie było :D



Niemniej jednak dzień spędzony bardzo miło, a ciekawość zaspokojona :)

6 komentarzy:

  1. jak możesz mi to robić?! no jak? i pokazywać takie śliczne rzeczy, podczas gdy u mnie i w mojej okolicy targów minerałów ni chuchu :((

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie też zdarzają się Targi Minerałów, ale ani nie ma tam takiego wyboru, ani takich cudnych rzeczy. Sama bym pewnie obłowiła się w trochę korali, rzemyków i kamyków pomocnych przy robieniu biżuterii.

    Cieszę się, że udało Ci się nareszcie dostać na Targi. I że ktoś pisze nie tylko o Krakowie i książkach, ale i o innych rejonach i wydarzeniach :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krakowem i Targami Książek też bym nie pogardziła :)

      Usuń
  3. Ależ piękne cuda, ta sowa, ten różowy i fioletowy na drugiej od góry fotografii ...
    Ja się tak wybieram na targi książek, teraz były we Wrocławiu, ale niestety musiałam obejść się smakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Targi książek też mi się marzą, zwłaszcza te o których wspomina Futbolowa, czyli w Krakowie. Uwielbiam to miasto i mam nadzieję, że kiedyś uda się połączyć przyjemne z pożytecznym :) Ściskam!

      Usuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.