poniedziałek, 24 września 2012

Sławni i zabawni

Kto powiedział, że poeta musi być nudny i poważny? Dlaczego w szkołach pokazują nam dumne portrety i każą wkuwać, że taki Słowacki wielkim poetą był, a nikt już nie doda, że nigdy nie pracował fizycznie, uwielbiał hazard, a do tego był zapalonym mistykiem? O ileż przyjemniej myśli się wtedy o takim wieszczu, który - jak my wszyscy - posiada swoje małe dziwactwa i słabości...

Dziś chciałam polecić Wam trzy przezabawne książeczki, które pokazują, że można być wielkim, a zarazem zabawnym autorem. O ile w przypadku K.I. Gałczyńskiego humor nie dziwi, o tyle Julian Tuwim czy Antoni Słonimski stanowią już pewną nowość. Celowo zebrałam wszystkie trzy pozycje w jedną całość, a dlaczego? O tym przekonacie się później :)

źródło
W przypadku Słonimskiego zaintrygował mnie tytuł książki: "O dzieciach, wariatach i grafomanach".  Do tej pory autor kojarzył mi się głównie z poezją i dramatem, więc tak przewrotny tytuł musiał wzbudzić moją ciekawość.

Książka ta jest zbiorem przezabawnych felietonów, a raczej pełnych ironii anegdot i dowcipnych komentarzy dotyczących otaczającego nas świata. Znajdziemy w niej teksty dotyczące zarówno wspomnianych już w tytule dzieci czy grafomanów, ale też wielkich osobistości dwudziestolecia międzywojennego czy też tak przyziemnych spraw jak kłamstewka, które lubią wychodzić na światło dzienne w najmniej oczekiwanym momencie, reklama, która czasem nie trzyma się kupy, a jednak potrafi nas otumanić, sport, który nie zawsze wychodzi na zdrowie czy też najczęstsze przyjęciowe faux pas. Długo by wymieniać...

Tuwim wpadł w moje ręce niespodziewanie. Umówiłam się z pewnym zaprzyjaźnionym molem książkowym na ploteczki zupełnie niezwiązane z czytaniem i nastąpiła całkiem spontaniczna wymiana Słonimskiego na Tuwima. Bardzo miły zbieg okoliczności, że podczytywałyśmy w tym czasie książki tak bardzo do siebie podobne  :)

źródło
"Cicer cum caule czyli groch z kapustą" jest nieco inne niż pozycja wyżej wspomniana, jednak nie mniej zabawne. Autor już we wstępie zaznacza, że odkąd pamięta zawsze interesowały go wszelkie curiosa i nie szczędził sił ani czasu na podróże po Polsce i świecie, w celu wyszukiwania wszelkich ciekawostek i dziwadeł. Pisze nawet, że gdyby istniała katedra dziwologii mógłby tam być dziekanem :)

Książka jest wyjątkową mieszanką różnorakich form i tekstów, więc tutuł jak najbardziej adekwatny do treści. Znaleźć tu można m.in. urocze opowieści o roztargnionych uczonych lub dziwakach i ich nietypowych wynalazkach, wierszyki, aforyzmy oraz teksty piosenek, które autora bawiły, zasady dawnej ortografii, przykłady chochlików drukarskich czy też żarty z (momentami bardzo nieporadnego) nazewnictwa naukowego. Mamy też wiele cytatów z poradników czy czasopism,  które z biegiem czasu nabrały nieco innego, bardzo zabawnego znaczenia, więc na pewno nie będziemy się nudzić podczas lektury.

Ostatnią już pozycją w tym klimacie są "Listy z fiołkiem" Gałczyńskiego. Kolejna perełka, która na długo zapada w pamięć, bo jak można nie zakochać się w autorze, który na przykład serce wróbelka nazywa malutenietycipitukociułapciluśne? No jak?! :)


źródło
"Listy z fiołkiem" to klasa sama w sobie. Na książę składa się około stu dość przewrotnych felietonów, ujętych w formę listów do redakcji pewnego bliżej nieokreślonego czaspisma. Autor wciela się zarówno w rolę pełnego pretensji czytelnika - Karakuliambro, jak i spokojnego redaktora, który nie szczędząc humoru na te listy odpowiada.

Tak jak i w poprzednich tytułach mamy tu spostrzeżenia dotyczące otaczającego nas świata, jednak Gałczyński dużo bardziej skupia się na wyśmiewaniu bylejakości, pseudointeligencji czy też upolitycznianiu kultury. Książkę czyta się lekko i przyjemnie, jednak na pewno nie można jej zaliczyć do banalnych czytadeł.

Słonimski, Tuwim i Gałczyński - trzy wielkie nazwiska, obdarzone nie tylko ogromnym talentem, ale też celnym okiem i wybornym poczuciem humoru. Na tym wspólne cechy się nie kończą, bo należy jeszcze wspomnieć o nieprzeciętnej inteligencji oraz wpaniałej polszczyźnie, jaką cała trójka się posługuje. Wszystko to sprawia, że lektura książek o których Wam dzisiaj opowiadam jest nie tylko wspaniałą rozrywką, ale również obcowaniem z kulturą, której ze świecą szukać w książkach współczesnych - to już nie ta sama lekkość pióra, przewrotność i subtelność w wyrażaniu poglądów. Tak więc gorąco Was zachęcam do zapoznania się z choćby jedną z wyżej wspomnianych książek. Szkoda, żeby takie perełki odeszły w zapomnienie...

P.S. Słonimskiego i Gałczyńskiego dorzucam do wyzwania "Z półki"



4 komentarze:

  1. Tuwim wcale mnie nie zdziwił w tym zestawieniu - to pisarz, który z dziecięcą pasją i radością zawsze bawił się językiem, w jego twórczości widać zresztą, jak bardzo był on zafascynowany słowami. Uwielbiam jego aforyzmy i gry słowne...
    A wiesz, że zupełnie na nowo odkryłam go po lekturach Magdaleny Samozwaniec? W swoich książkach przedstawiała go nie tylko jako wybitnie utalentowanego poetę, ale właśnie jako człowieka z pasją władającego słowem, badacza słów i ich twórcę.
    Naprawdę bardzo ciekawa postać i mam nadzieję, że kiedyś trafię na poleconą przez Ciebie tutaj pozycję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że i ja po lekturze Magdaleny Samozwaniec całkiem inaczej spojrzałam na Tuwima? :)

      Co do kolejnej nietypowej książki Tuwima, to na mojej półeczce od jakiegoś już czasu stoi "Czary i czarty polskie oraz Wypisy czarnoksięskie i Czarna msza". To dopiero zapowada się ciekawie!

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. no dobrze przyznaję się - czuję się zachęcona, spisałam tytuły i idę do biblioteki, bo mam szlaban na zakupy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to się ucieszysz z mojego dzisiejszego wpisu :D

      Usuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.