niedziela, 23 września 2012

Oktoberfest

Witajcie Kochani!

Dzisiaj chciałam zabrać Was na małą wycieczkę po największym festynie ludowym, jakim jest Oktoberfest. Wczoraj było oficjalne rozpoczęcie, więc pomyślałam, że warto o tej imprezie wspomnieć :)

Oktoberfest odbywa się w Monachium corocznie na przełomie września i października, trwa dwa tygodnie i zwany jest przez wielu bawarczyków "piątą porą roku" ;)  Ja bym od siebie dodała, że w Monachium panuje wtedy stan wyjątkowy, a jazda metrem czy wyjście na miasto może stać się w tym czasie wielką przygodą ;)

W tym roku Oktoberfest odbywa się już po raz 179, a swoje początki zawdzięcza księciu Ludwikowi, późniejszemu królowi bawarii, który to na cześć zaślubin z księżniczką Theresą von Sachsen postanowił zorganizować wyścigi konne pod murami Monachium, na łące nazwanej na cześć tejże Tereski, cyzli Theresienwiese. Impreza ta początkowo miała charakter czysto sportowy, ale z latami cieszyła się coraz większą popoluranością i stopniowo ewaluowała do formy festynu ludowego, na którym oprócz podziwiania wyścigów czy zakupu słodkości, można się było również napić lokalnego piwa. Warunek dotyczący sprzedaży tegoż piwa był jeden i pozostał do dziś - podczas Oktoberfestu piwo serwować mogą jedynie browary, które wytwarzają piwo zgodnie z bawarskim prawem czystości, tzw. "Reinheitsgebot", które wyraźnie mówi jakie składniki mogą być przy warzeniu piwa stosowane, a jakie absolutnie nie. Dzięki temu od lat cieszymy się specjalnym, oktoberfestowym piwem, które jest na prawdę jedyne w swoim rodzaju i smakuje całkiem inaczej niż znane nam Tyskie czy Żywiec. Jest tez mocniejsze (6,3%) i podawane jedynie w litrowych kuflach...

A teraz do rzeczy! Aby dowieźć beczki z tym jakże szlachetnym trunkiem pod mury miasta, browary musiały przemierzyć wiele monachijskich ulic. Dziś, choć granice miasta przesunęły się znacznie dalej, piękna tradycja pozostała i wszystkie browary zanim dotrą na Theresienwiese, przechodzą w pięknym pochodzie przez centrum miasta. Muszę przyznać, że wrażenie jest piorunujące, gdyż każdy browar oprócz beczek przewożonych na cudnie przystrojonych wozach posiada swoją osobistą orkiestrę, która najpierw towarzyszy paradzie, a później przygrywa ludziom w namiocie danego browaru. Jest więc kolorowo, wesoło, w rytmie końskich kopyt i orkiestr dętych.


  







Zapomniałam dodać, że oprócz piwa w pochodzie biorą również udział Ważni Ludzie na których mało kto zwraca uwagę, jednak na pewno miło jest posiedzieć w takiej dorożce :)


Pochód kończy się wjazdem na Theresienwiese, gdzie spragnione tłumy czekają na godzinę 12.00, kiedy to burmistrz miasta oficjalnie otworzy pierwszą beczkę i zakrzyknie: „O’zapft is!“ (odszpuntowane)


Teraz można zacząć wciskać się w dziki tłum i pójść z falą. Optymiści twierdzą, że istnieje szansa na wbicie się do namiotu z piwem już pierwszego dnia, ale ja jeszcze takich szczęśliwców nie spotkałam :) Znakomita większość musi zadowolić się innymi atrakcjami, czyli podziwianiem namiotów od zewnątrz, karuzelami, jedzeniem etc.


















 

Jednak prawda jest taka, że aby poczuć prawdziwy klimat tego święta należy udać się do namiotu. Namiotem nazywamy halę na 10.000 osób, gdzie piwo leje się strumieniami, orkiestra wesoło przygrywa, a my możemy wraz z innymi wskoczyć na ławki i pobujać się w rytm hiciorów zarówno bawarskich, jak i tych bardziej aktualnych. Namiotów na Oktoberfeście jest w sumie 14, każdy wygląda inaczej, a jednak w gruncie rzeczy wszystkie są do siebie podobne - hala pełna ludzi, na środku podeścik, na podeściku orkiestra :)



Niestety chętnych jest zawsze dwa razy więcej niż miejsc, więc swoje trzeba w kolejce odstać, ale jak już się nam uda, to dobra zabawa gwarantowana!


Myślę, że będąc w okolicy warto odwiedzić to miejsce! Ja miałam dodatkowo możliwość poznać Oktoberfest od kuchni (dosłownie i w przenośni, gdyż jako studentka dorabiałam sobie w kuchni jednego z namiotów) i zapewniam, że tej imprezy nie można prównać z żadną inną :))

13 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, że ten namiot naprawdę robi wrażenie. Nie przepadam co prawda za piwem, ale w tak pięknych 'okolicznościach przyrody' na pewno dałabym się skusić.

    Świetna relacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ciężko by Ci się było oprzeć! Mi się udało tylko raz - jak byłam w ciąży :)

      Ściskam i dziękuję za pochwałkę :D

      Usuń
  2. Przymierzam się do tych bawarskich krótkich spodenek na szelkach, zajebiaszcze są! A impreza bardzo fajna i do tego Bawaria... ech... kiedyś mi się marzyło zamieszkać w Monachium.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, na pewno fajnie byś wyglądał, a co do mieszkania tutaj, to faktycznie nie można narzekać :))

      Pozdrówki!

      Usuń
  3. Świetna relacja :-) Dziękuję bardzo :-)
    Raczej nic nie zapowiada, żebym miała kiedyś przyjemność uczestniczyć w tym święcie... Cieszę się, że mogłam zobaczyć je na Twoich zdjęciach :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - kto wie, kto wie... Życie pisze różne scenariusze :) Cieszę się, że mnie odwiedziłaś i chociaż wirtualnie pospacerowałaś ze mną po Oktoberfeście. Ściskam!

      Usuń
  4. Świetna impreza,już nie raz pisałam że w moim
    mieście lub choćby w pobliżu brakuje podobnych...brak jakis tradycji czy co?:-/
    Wspaniałe wszystko;)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, może jeszcze coś wymyślą :) Moje rodzinne miasto też się powoli rozkręcało i dopóki tam mieszkałam nie działo się nic, a teraz mają już 2-3 na prawdę fajne imprezy :) Ściskam!

      Usuń
  5. Poczułam się tak, jakbym była tam na miejscu!
    Świetne zdjęcia :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci dobra kobieto! Bardzo mi miło :)

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Może kiedyś zabiorę tam mojego męża;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ale super impreza, pięknie ją przybliżyłaś zdjęciami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. aja chcę na taką karuzelę !!
    fajna impreza ;-)

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.