piątek, 7 września 2012

"Marzenia i tajemnice" Danuta Wałęsa

Przyznam, że nie planowałam czytać żadnej książki na tym wyjeździe, bo generalnie zaliczam się do grupy, która jadąc na urlop odpoczywa nie tylko od dnia codziennego, ale również od robótek, książek i komputera. Taki całkowity reset sobie urządzam :) Tym razem jednak w moje ręce wpadła książka autorstwa pani Danuty, którą mama akurat pożyczyła od znajomej i nie mogłam się powstrzymać od rzucenia na nią okiem.

Nota i zdjęcie wydawcy:

"Bardzo osobista, szczera opowieść o życiu, miłości, rodzinie i politycznych przemianach. Z wspomnień wyłania się portret odważnej i mądrej kobiety, która pragnęła miłości i rodzinnego szczęścia, a znalazła się w centrum rewolucyjnych wydarzeń, które przetaczały się przez Polskę i jej małą kuchnię na gdańskim blokowisku. Często ponad siły zmęczona, pod nieobecność męża, który tworzył ruch Solidarności, Danuta była podporą rodziny. Śmiała, otwarta na ludzi, teraz, kiedy spełniła się jako matka i żona, znalazła czas dla siebie i dała światu opowieść o wielkiej historii i własnej rodzinie."  

Moje odczucia po tej lekturze są bardzo mieszane. Z jednej strony wzbudza ona ogromny szacunek dla autorki jako matki i kobiety, z drugiej pozostawia delikatny niesmak i pytanie: jaki był cel tych wynurzeń? Ja odebrałam tę książkę jako swego rodzaju atak na Lecha Wałęsę i udwodnienie światu, że ani on taki dobry, ani szlachetny, jak się niektórym wydaje.

Początek książki nie zachwyca oryginalnością, bo zaczyna się nieco oklepaną metaforą o drzewie, które zasadzone we właściwym gruncie wypuszcza listki, zapuszcza korzenie i walczy z przeciwnościami losu. Autorka dokładnie tak widzi swoje życie i tak też je na dalszych stronach opisuje. Rodzinna wieś okazała się bardzo słabym podłożem do rozkwitu, więc szybko z niej uciekła, pierwsze nieśmiałe listki wypuściła po przeprowadzce do Gdańska, natomiast po ślubie z Lechem, zakorzeniła się na dobre, wypuszczając coraz to nowe gałązki w postaci kolejnych dzieci. Wszystko byłoby dobrze, gdyby autorka na takich ogólnikach poprzestała.


Pani Danuta jest kobietą niesamowicie szczerą, co jest cechą wspaniałą, jednak moim zdaniem pewne rzeczy powinna zachować dla siebie. O ile stwierdzenie, że męża, odkąd zajął się polityką, ciągle nie było w domu jest czymś naturalnym, o tyle publiczne pranie brudów jest już nieco nie na miejscu, a takich wątków w książce nie brakuje. Ponad to uderzająca jest ignorancja autorki odnośnie polityki. Pani Danuta wydaje książkę jako żona prezydenta, a zarazem na każdym kroku podkreśla i udowania, że politykę miała i ma w głębokim poważaniu i, że dla niej liczy się jedynie rodzina.


Rodzina, a w zasadzie dzieci były i są całym życiem pani Danuty. Tutaj nic nie można autorce zarzucić, a nawet wręcz przeciwnie - można jedynie wyrazić największy podziw, że w tak ciężkich czasach i warunkach w jakich przyszło jej żyć, urodziła i praktycznie sama wychowała ósemkę. Mąż ciągle na celowniku SB, niekończące się przesłuchania, podsłuchy, spiski, aresztowania - to na pewno nie są warunki sprzyjające rodzinie, jednak Pani Danuta podołała. Działy temu poświęcone są na prawdę fascynujące!

To co mnie w tej książce urzekło, to jej autentyczność. Pani Danuta nie kreuje się na kogoś kim nie jest. Często podkreśla, że jest osobą prostą, niewykształconą i jej punkt widzenia może komuś nieodpowiadać, ale to już problem tego kogoś, nie jej. Dzięki takiej postawie i językowi, który idealnie oddaje sposób bycia autorki, książkę czyta się bardzo przyjemnie, a dodatkowym atutem są liczne fotografie.

Czy żałuję, że sięgnęłam po tę książkę? W żadnym wypadku. Owszem, pozostał mały niesmak, o czym wspomniałam we wstępie, jednak mimo wszystko książka stanowi wspaniały obraz tamtych lat i choćby z tego względu warto po nią sięgnąć.

Moja ocena: 4/6

11 komentarzy:

  1. O proszę... Tego się obawiałam, tego niesmaku właśnie... Mimo wszystko, cokolwiek by o swoim życiu nie mówiła - to takie wybrała takim żyła i dzięki mężowi miała szansę te dzieci ubrać, opiekować się nimi, wyprawić do szkół, wychować...
    Ktoś na ten dom pracował, niezależnie od wszystkiego przez taki pryzmat nie wierzę, że zasłużył na jej "szczere słowa" o nim, domu jaki był... Czemu to miało służyć? Forma podziękowania? Okrutna...
    Przepraszam Cię Magotko, że ja tak, tu... Ale jakoś mnie to zawsze uwiera niewdzięczność, przecież każdy człowiek przeżywa jakieś swoje plusy i minusy rodzin, związków, i czasem nawet najlepszej przyjaciółce o pewnych rzeczach się nie mówi, z takiej ludzkiej przyzwoitości chociażby :)
    Ahhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maryś, ależ nie masz za co przepraszać! Ja się z Tobą zgadzam w 120%. To jest właśnie to co mnie tak zabolało w tej książce - taki swego rodzaju brak lojalności.
      Mocno ściskam!

      Usuń
    2. właśnie brak lojalności - szukałam tego słowa... Coś mu obiecywała przed Bogiem, wiem życie wiele weryfikuje, ale publiczne pranie brudów zawsze mną wzdrygało, to populistyczne, ludzie lubią, ciekawość i połyka, ale mimo wszystko. Mimo, że jest prostą kobietą, to KOBIETĄ, a samo bycie kobietą zobowiązuje do bycia z klasą tak po prostu - wykształcenia i obycia do tego nie trzeba wiele, by być uczciwym i lojalnym człowiekiem :)))
      No to UFFF - bo ja tak od serca wylałam swój sąd, ale tak napisałaś tę recenzję... Ze nie mogłam, a jarmark OBŁĘDNY, wrócę do niego i popodziwiam raz jeszcze!

      Usuń
  2. Moja mama ją posiada, ale odpuszczę sobie jej lekturą jeszcze na jakiś czas ;)Ogólnie świetna recenzja!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję! Niesamowicie mi miło, że moja skromna recenzja przypadła Tobie do gustu :)

      Usuń
  3. Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tą książką, po tym co u Ciebie przeczytałam, pewnie jeszcze długo będę nad nią myśleć, zamiast ją przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ja mimo tego marudzenia i tak zachęcam do przeczytania. Może nie warto jej kupować i zmuszać się teraz do czytania, ale jak kiedyś przypadkiem wpadnie w ręce... Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  4. Ja odniosłam podobne wrażenie.I jeszcze takie ,że jest to opowieść bardzo samotnej kobiety w tłumie ludzi.Książka z serii -trzeba przeczytać ,ale nic nie wniesie w Twoje życie:))pozdrawiam cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, zapomniałam wspomnieć o tym aspekcie, a i mnie ta samotność uderzyła. Poza tym jest dokładnie tak jak piszesz - książka miła, ale szału nie ma :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Lech Wałęsa, to człowiek-legenda... Wszyscy znają jego publiczny wizerunek, ale jaki był prywatnie? jak wygląda codzienne życie z legendą? Myślę sobie, że głównie z tej perspektywy książka pani Danuty może być ciekawa. Jednak, jeśli o mnie chodzi, to nie są to moje klimaty, choć skądinąd przecież bardzo lubię biografie...
    Przy okazji: czytałam opinie złośliwców, którzy twierdzą, że wszelkie działania pod marką "Wałęsa" są obecnie już tylko czystą komercją...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to jest właśnie to, czego mi zabrakło w tym wszystkim - nie ma tu Lecha jako mężczyzny, którego pani Danuta wybrała sobie na męża,a jest tylko Lech pod którego kątem rzucane są oskarżenia. Brak mi ciepła, miłości, takiej choć trochę cieplejszej nuty. Być może pani Danuta nie potrafi pisać o takich emocjach? Nie wiem co o tym myśleć...

      Mocno ściskam!

      Usuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.