niedziela, 5 sierpnia 2012

"Studnie przodków" Joanna Chmielewska

Co prawda miałam dziś pisać o Osieckiej i jej "Czytadłach", ale zerkając do mojego notesu zauważyłam, że mam jeszcze 3 recenzyjne zaległości, więc najpierw uporam się z nimi, a później będzie już na bieżąco.

"Studnie przodków" to, jak właśnie wyczytałam, jedna z najstarszych książek autorstwa Pani Chmielewskiej. Zdziwiłam się szczerze, bo jak dla mnie nie ma ona nawet w połowie tego uroku jaki posiadał  "Lesio", "Romans wszechczasów" czy "Klin" i pewna byłam, że to jedna z jej ostatnich powieści. Inna sprawa, że w Chmielewskiej zaczytywałam się lata temu, więc istnieje spora szansa, że mój gust się nieco zmienił i to co bawiło kiedyś, niekoniecznie musi bawić teraz.


Opis z biblionetki:

Książka zaczyna się fragmentem życiorysu rodziny Bolnickich. Głównym kłopotem były w niej uciekające z domu córki. Najstarsza z rodu, pani Zofia Bolnicka, za ucieczkę swojej córki do wiejskiego chłopa wydziedziczyła ją. Cały swój majątek, w tym drogocenne przedmioty (czyt. skarb), zapisała swojej najstarszej wnuczce. Skarb, ukryty w depozycie, przetrwawszy dwie rewolucje i jedną wojnę, zapada w niepamięć... Aż do czasu, kiedy rodzina Dudków odkrywa w swojej piwnicy skrzynkę z dokumentami, między innymi opatrzony pieczęciami testament pani Zofii - nieotwarty. Historyk sztuki, któremu dokumenty zostały oddane, rozpoczyna poszukiwania potomków Pauliny Włókniewskiej (najstarszej wnuczki pani Zofii). Okazuje się jednak, że nie on jeden... 

Jak widać, wątków w tej lekturze nie brakuje. Dla niektórych będzie to plusem, ja jednak zaliczam się do tej drugiej kategorii, którą nadmiar akcji wymęczył i co rusz odkładałam Studnie, żeby trochę odpocząć. Fabuła, nawet jak na Panią Chmielewską, wyjątkowo zawiła :)

Nie znaczy to jednak, że książka jest zła. Dużo w niej dowcipu, jak to u Chmielewskiej, barwnych postaci czy też przesympatycznego tła obyczajowego, więc niejednemu z Was książka przypadnie do gustu. Ja chyba tym razem oczekiwałam czegoś innego, stąd brak zachwytu.

Ciężko mi ocenić tę pozycję. Nie polecam, nie odradzam i daję notę 2/6

4 komentarze:

  1. Chmielewską przeczytałem prawie całą. Im nowsza książka tym słabsza, niestety. A ze starych to lubię wszystkie z Janeczką i Pawełkiem i jeszcze "Boczne drogi" są fajne i na prawdę śmieszne :)
    Co do "Studni..." to mam podobne wrażenie. Nie jest najgorzej, ale jakoś tak nie porywa...

    OdpowiedzUsuń
  2. mam kilka egzemplarzy Chmielewskiej, ale jakoś nie mogę się do nich zabrać ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobno Chmielewska albo czytelnika zachwyci, albo... nie. Ja już po pierwszej próbie zapoznania się z twórczością tej pisarki (Upiorny legat), wpadłam akurat do tej drugiej kategorii... Jej styl i humor, to zupełnie nie moje klimaty, choć mój mąż, który z rzadka w ogóle cokolwiek czyta, był akurat zachwycony...

    OdpowiedzUsuń
  4. Po kilkuletniej przerwie chciałam wrócić do Chmielewskej, bo kiedyś czytałam wszystko, ale już nie daję rady, zupełnie mi się nie podobają:)

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.