piątek, 17 sierpnia 2012

Różności

Nie wiem jak wy, ale ja nie grzeszę ostatnio nadmiarem weny. Coś tam niby robię, coś tam podczytuję, ale raczej siłą rozpędu niż z potrzeby serca, a to już jasny sygnał, że stanowczo potrzebuję wypoczynku! Dobrze, że druga część urlopu przed nami, jednak zanim zacznę się pakować, pokażę Wam najnowsze (wy)twory, coby byczyć się z czystym sumieniem :)

Na froncie dzianinowym szybka i już jesienna robótka, w postaci szydełkowego Abrazo. Model chyba wszystkim znany, a jeśli ktoś jeszcze nie zna, a chce poznać, to proszę o info i schemcik będzie wrzucony :)



Włóczka: Gucio NATURA (natura jedynie z nazwy, bo jest to akryl w czystej postaci)
Zużycie: trochę ponad pół motka
Szydełko: 4,5

Pamięta ktoś jeszcze Emilkowy kocyk? Znalazłam ostatnio kilka motków, które pozostały mi po jego wykonaniu i postanowiłam zrobić z nich kolejny dziewczyński pledzik, tym razem w klimacie granny square.


W zasadzie, to kocyk ten mógł być skończony już jakiś czas temu, ale po bliskim spotkaniu trzeciego stopnia palca wskazującego z nożem kuchennym nawijanie włóczki stało się niemożliwe, w związku z czym praca ta poszła w chwilową odstawkę, a ja zasiadłam do maszyny i poszyłam w końcu woreczki na dawno już ususzone zioła.



A skoro już przy ziołach jesteśmy, to w tym roku postanowiłam zbierać nie tylko liście, ale i kwiaty, ponieważ jak tylko zobaczyłam przepis na ciasteczka z kwiatami oregano, wiedziałam, że będę musiała go przetestować :D



Tyle z pamiętnika młodej zielarki i rękodzielniczki :)) Teraz zamykam mój warsztat, blog i dom na kilka(naście) dni i wybywam do domku rodzinnego, aby podładować nieco akumulatory i wrócić do Was ze zdwojoną energią. W końcu wszędzie dobrze, ale u Mamy najlepiej :))))

Ściskam Was mocno i do usłyszenia!

niedziela, 5 sierpnia 2012

"Studnie przodków" Joanna Chmielewska

Co prawda miałam dziś pisać o Osieckiej i jej "Czytadłach", ale zerkając do mojego notesu zauważyłam, że mam jeszcze 3 recenzyjne zaległości, więc najpierw uporam się z nimi, a później będzie już na bieżąco.

"Studnie przodków" to, jak właśnie wyczytałam, jedna z najstarszych książek autorstwa Pani Chmielewskiej. Zdziwiłam się szczerze, bo jak dla mnie nie ma ona nawet w połowie tego uroku jaki posiadał  "Lesio", "Romans wszechczasów" czy "Klin" i pewna byłam, że to jedna z jej ostatnich powieści. Inna sprawa, że w Chmielewskiej zaczytywałam się lata temu, więc istnieje spora szansa, że mój gust się nieco zmienił i to co bawiło kiedyś, niekoniecznie musi bawić teraz.


Opis z biblionetki:

Książka zaczyna się fragmentem życiorysu rodziny Bolnickich. Głównym kłopotem były w niej uciekające z domu córki. Najstarsza z rodu, pani Zofia Bolnicka, za ucieczkę swojej córki do wiejskiego chłopa wydziedziczyła ją. Cały swój majątek, w tym drogocenne przedmioty (czyt. skarb), zapisała swojej najstarszej wnuczce. Skarb, ukryty w depozycie, przetrwawszy dwie rewolucje i jedną wojnę, zapada w niepamięć... Aż do czasu, kiedy rodzina Dudków odkrywa w swojej piwnicy skrzynkę z dokumentami, między innymi opatrzony pieczęciami testament pani Zofii - nieotwarty. Historyk sztuki, któremu dokumenty zostały oddane, rozpoczyna poszukiwania potomków Pauliny Włókniewskiej (najstarszej wnuczki pani Zofii). Okazuje się jednak, że nie on jeden... 

Jak widać, wątków w tej lekturze nie brakuje. Dla niektórych będzie to plusem, ja jednak zaliczam się do tej drugiej kategorii, którą nadmiar akcji wymęczył i co rusz odkładałam Studnie, żeby trochę odpocząć. Fabuła, nawet jak na Panią Chmielewską, wyjątkowo zawiła :)

Nie znaczy to jednak, że książka jest zła. Dużo w niej dowcipu, jak to u Chmielewskiej, barwnych postaci czy też przesympatycznego tła obyczajowego, więc niejednemu z Was książka przypadnie do gustu. Ja chyba tym razem oczekiwałam czegoś innego, stąd brak zachwytu.

Ciężko mi ocenić tę pozycję. Nie polecam, nie odradzam i daję notę 2/6