wtorek, 3 lipca 2012

"Trup ze złożonymi skrzydłami; Sobowtór zięcia Tołstoja" Jerzy Pilch

Pilch ma magiczną moc. Po którą jego książkę nie sięgnę, nie oderwę się, dopóki nie skończę i chodzi tu nie tyle o treść, co o styl pisania. Czasem mam wrażenie, że instrukcja obsługi kosiarki w jego wykonaniu mogłaby stanowić fascynującą lekturę. Mało dziś takich pisarzy...

Książka, którą ostatnio przeczytałam, to "dwa dłuższe opowiadania - barwne obrazki rodzinne - wywiedzione z biografii autora, rozgrywające się w jego rodzinnej Wiśle w latach 50. i 60. Nostalgia, ciepły humor, galeria malowniczych postaci. Wzruszający hołd złożony ludziom i czasom, których już nie ma." Taka jest nota wydawcy.

 Styl pisania, to jednak nie wszystko. Choć oba opowiadania bardzo mi się podobały, to miałam wrażenie, że książka została wydana trochę na siłę. Było sympatycznie, nieco nostalgicznie, ale zabrakło pewnej spójności i ciągłości. Owszem, obie historie dotyczą wspomnień z dzieciństwa autora, co na pewno stanowi wspólny mianownik, jednak są dość mocno zróżnicowane i zanim czytelnik na dobre wsiąknie w klimat, opowiadania się kończą i pozostaje duży, a nawet bardzo duży niedosyt.

 Tyle z minusów. Do plusów, poza wspomnianym już stylem, z całą pewnością można zaliczyć sposób w jaki Pilch postrzega i komentuje świat. Tu już obyło się bez niespodzianek - jest jak zawsze ciekawie i zabawnie, a  momentami nawet "straszno" (wątek pogrzebu jednego z braci bliźniaków, widziany oczami dziecka, rozłożył mnie na łopatki :)). Jak dla mnie, największym atutem książki jest jednak coś innego. Lektura ta już od pierwszych stron prowokuje do własnych wspomnień i przemyśleń odnośnie "inności" naszych dziadków czy też dawnych (jakże odmiennych od dzisiejszych) relacji z rówieśnikami i choćby dlatego warto przeczytać tę niepozorną książeczkę! 

Moja ocena: 4/6
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.