środa, 25 lipca 2012

Inspiracje {1}

Kochani, pięknie Wam dziękuję za te wszystkie przemiłe komentarze pod poprzednim postem. Nawet nie wiecie jak mi miło!

Dziś garstka inspiracji wyszperanych na niezastąpionych stronkach craftgawker i pinterest. Może i Wam coś wpadnie w oko? :)

Craftgawker.com
























 
Pinterest.com
 





Ściskam!


poniedziałek, 23 lipca 2012

Siatka plażowa

Justyna, Maryś, co fakt, to fakt, ale ja właśnie po cichu liczę na to, że ta akcja pomoże mi trochę uporządkować mój fotograficzny chaos. Ja również robię sporo zdjęć, ale bardzo bym chciała nauczyć się dobrego sortu i na koniec każdego tygodnia wybrać dajmy na to 5 najlepszych, a z resztą się pożegnać. A czy to będzie poranna kawa, polny kwiatek czy koncert Deep Purple, to już najmniej istotne. Tylko mały jest poza konkurencją i tworzy osobną kategorię :D

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

O szydełkowej torbie myślałam już od jakiegoś czasu, więc wpis Truscaveczki spadł mi jak z nieba. Początkowo chciałam zrobić torbę na zakupy, ale ostatecznie padło na siatkę plażową, bo chyba kiedyś to lato nadejdzie?! Dobrze, że optymiści żyją dłużej :)



Wzorek, a raczej schemat ten sam co u Truscaveczki, jednak u mnie zgodność z oryginałem kończy się na anaskach. Dalej siatkę poszerzyłam zgodnie ze swoimi potrzebami, a dwie małe rączki zastąpiłam jednym, konkretnym paskiem, wykonanym półsłupkami oraz dodałam sznurek, tworzący prowizoryczne zamknięcie.
















Na siatkę poszły 3 motki pomarańczowej "Sonaty" Aniluxu, przerabiałam szydełkiem nr 5 i podwójną nitką.


 A skoro już Truskaveczka zaproponowała wspólne dzerganie tej torby, to podpinam się pod zabawę i zgłaszam swoje torbiszcze :)


POZDRAWIAM!

wtorek, 17 lipca 2012

"Życie przed sobą" Émile Ajar

Kochane, bardzo, ale to bardzo Wam dziękuję za tak miłe przyjęcie sukieneczki! Powstało jeszcze kilka takich dziecięcych drobiazgów, ale mam drobne problemy z aparatem, więc nie mogę ich jeszcze pokazać, a komórczakiem fotek nie lubię cykać...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Audiobooki, to wciąż gorący temat wśród miłośników książek. Wielu z nich twierdzi, że słuchanie książek nijak ma się do bezpośredniego kontaktu z drukiem i choć w zasadzie mają rację, to nie ma co ukrywać, że są sytuacje, kiedy trzeba machnąć na to ręką i pozwolić sobie na odrobinę wytchnienia lub też inaczej mówiąc - pozowolić aby ktoś Cię w czytaniu wyręczył :D

Moje dziecię jest od jakiegoś czasu niesamowicie mobilne. Skończyły się słodkie czasy, kiedy młody siedział na dywaniku, słodko gaworzył i podziwiał pluszaki czy też błogo usypiał na spacerku, a ja zasiadałam na ławeczce z książką/szydełkiem w łapie. Odkąd odkrył, że nogi służą nie tylko do kopania mamy czy podgryzania stopy, ale również do chodzenia biegania, mogę zapomnieć o czytaniu czy robótkowaniu w ciągu dnia. Zostają tylko wieczory, a i to nie zawsze, bo tu ząbkowanie, tam goście, a jeszcze gdzie indziej takie zmęczenie, że nawet powiekami ciężko ruszać :) Audiobook staje się wtedy wielkim przyjacielem, bo nie tylko umila zabawy z maluchem czy też sprawia, że sprzątanie nie jest tylko pustą czynnością, ale przede wszystkim daje tę odrobinę satysfakcji, że kolejny dzień nie przeleciał ot tak sobie, bez żadnego, choćby minimalnego kontaktu z tzw. kulturą :)

O "Życiu przed sobą" Ajara przeczytałam w jednym z felietonów Pana Mariusza Szczygła i zaciekawił mnie on na tyle, że szybko po tę pozycję sięgnęłam. Nie wiem jak teraz, ale wtedy była ona dostępna jedynie w formie audio, więc w zasadzie to od niej zaczęła się moja przygoda z taką formą lektury i stąd też opiszę ją jako pierwszą.

Głównym bohaterem, a zarazem narratorem książki jest Momo, arabski chłopiec, który nic o sobie nie wie, bo "nikt mu nic nie powiedział". Na początku historii wiemy jedynie, że Momo jest wychowywany przez niejaką Panią Rosę, starą Żydówkę, która po trudnych przejściach w obozie koncentracyjnym dociera do Paryża i latami wykonuje tam "najstarszy zawód świata". Kiedy stan zdrowia i wiek nie pozwalają jej już na pracę, otwiera przytułek dla "dzieci kurw" i choć początkowo wydaje się, że robi to tylko dla zarobku, to z czasem przekonujemy się, że jest i drugie dno. W ten sposób chce uchronić koleżanki po fachu przed utratą praw rodzicielskich, a ich dzieci przed tułaczką. Większość dzieci pozostaje tam więc tylko na jakiś czas i po kilku latach jest odbierana przez matki, ale Momo jest wyjątkiem. Nikt się nim nie interesuje, nikt go nie odwiedza, nikt po niego nie wraca. W pewnym momencie zostają tylko on - zagubiony jedenastolatek i niesamowicie schorowana Pani Rosa... 


Tutaj zaczyna się historia właściwa, tyleż samo smutna, co i złożona. Historia o dorastaniu, dojrzewaniu i odkrywaniu siebie w miejscu, gdzie żadne dziecko nie powinno przebywać nawet przez chwilę. Momo nie ma jednak wyboru i opowiada nam swoją historię w sposób jakby życie wśród prostytutek, transwestytów, złodziei i dziwadeł było czymś najbardziej naturalnym pod słońcem. Dla niego przecież jest.


"Życie przed sobą" nie jest jednak książką smutną. Przygnębiającą, owszem, ale dużo też w niej pięknych, choć niełatwych emocji. Zażyłość jaka się tworzy między Panią Rosą, a Momo jest na swój sposób niesamowita i piękna. Daje chłopcu siłę, pozwala poznać siebie, a przede wszystkim uświadamia mu, że mimo wszystko warto kochać. A czy nie to jest w życiu (nawet tak ciężkim) najważniejsze?


Książka Emile Ajara wywarła na mnie bardzo duże wrażenie i szczerze ją polecam. Nie jest to lektura lekka i przyjemna, ale dająca wiele do myślenia i na długo zapadająca w pamięć. Myślę, że jeszcze nie raz do niej powróce, tym bardziej, że głosu Romy Gąsiorowskiej mogłabym słuchać bez końca :) 


Moja ocena: 6/6


"Życie przed sobą" Émile Ajar
Czyta: Roma Gąsiorowska 
Format mp3
1 CD 
Czas nagrania: 7 godz 13 min.

środa, 11 lipca 2012

Różalia

Gwinoic, u nas było MOCNO za gorąco :) Lubię lato, ale raczej nad morzem, a nie w bloku :))
Justynko, pięknie jest, to fakt, ale nie zazdroszczę im tej roboty :) Tobie również miłego tygodnia!
Aniam1009, też racja :)
Ren-ya, skąd ja to znam z tymi poniedziałkami :)))
Katalina, masz zupełną rację! Całkiem inne powietrze i bardzo miła odmiana po naszym pełnym spalin Monachium :) A co do książek, to nawet nie wiesz jak się cieszę!!! Nie jestem sama :D Niecierpliwie czekam na pierwsze wrażenia i recenzje, bo ja moje skarby zobaczę dopiero pod koniec sierpnia :(
Poczta Polska, no co kto lubi - jedni zbierają znaczki lub szydełkują, inni hodują krówki, a jeszcze inni są fanami Justina Bibera :))

~~~~~~~~~~~~~~~~

Sukienka, którą dziś pokazuję powstała już jakiś czas temu, ale przy tych upałach robiło mi się gorąco już na sam widok wełny, więc sesja i prezentacja odbyły się dopiero dziś (pierwszy dzień ochłodzenia) :)

Włóczka, oczywiście DROPSowa. Bardzo miła w robocie "Karisma" (2 motki brudnego różu i ćwierć kremowego), szydełko nr 4


W zasadzie, to plan na tą włóczkę był zupełnie inny, jednak poniosło mnie trochę przy robieniu próbki i jakoś tak wyszło, że zamiast poncza powstała właśnie ta sukienka, którą roboczo nazwałam "Różalia" :)) Jej właścicielką zostanie mniej-więcej półroczna pannica.

Niestety nie jestem w stanie podać wzoru, bo robiłam z głowy i na "czuja", ale myślę, że dosyć dobrze widać co i jak. W razie czego, pytajcie :) Kilka zbliżeń:


















Kokardy nadal rządzą :D

Sukienka, choć w 100% wełniana, nie gryzie. Jest oczywiście nieco bardziej szorstka niż akryl, ale wszystko w granicach normy, nawet tej dziecięcej :)



Mocno ściskam!

wtorek, 3 lipca 2012

"Trup ze złożonymi skrzydłami; Sobowtór zięcia Tołstoja" Jerzy Pilch

Pilch ma magiczną moc. Po którą jego książkę nie sięgnę, nie oderwę się, dopóki nie skończę i chodzi tu nie tyle o treść, co o styl pisania. Czasem mam wrażenie, że instrukcja obsługi kosiarki w jego wykonaniu mogłaby stanowić fascynującą lekturę. Mało dziś takich pisarzy...

Książka, którą ostatnio przeczytałam, to "dwa dłuższe opowiadania - barwne obrazki rodzinne - wywiedzione z biografii autora, rozgrywające się w jego rodzinnej Wiśle w latach 50. i 60. Nostalgia, ciepły humor, galeria malowniczych postaci. Wzruszający hołd złożony ludziom i czasom, których już nie ma." Taka jest nota wydawcy.

 Styl pisania, to jednak nie wszystko. Choć oba opowiadania bardzo mi się podobały, to miałam wrażenie, że książka została wydana trochę na siłę. Było sympatycznie, nieco nostalgicznie, ale zabrakło pewnej spójności i ciągłości. Owszem, obie historie dotyczą wspomnień z dzieciństwa autora, co na pewno stanowi wspólny mianownik, jednak są dość mocno zróżnicowane i zanim czytelnik na dobre wsiąknie w klimat, opowiadania się kończą i pozostaje duży, a nawet bardzo duży niedosyt.

 Tyle z minusów. Do plusów, poza wspomnianym już stylem, z całą pewnością można zaliczyć sposób w jaki Pilch postrzega i komentuje świat. Tu już obyło się bez niespodzianek - jest jak zawsze ciekawie i zabawnie, a  momentami nawet "straszno" (wątek pogrzebu jednego z braci bliźniaków, widziany oczami dziecka, rozłożył mnie na łopatki :)). Jak dla mnie, największym atutem książki jest jednak coś innego. Lektura ta już od pierwszych stron prowokuje do własnych wspomnień i przemyśleń odnośnie "inności" naszych dziadków czy też dawnych (jakże odmiennych od dzisiejszych) relacji z rówieśnikami i choćby dlatego warto przeczytać tę niepozorną książeczkę! 

Moja ocena: 4/6
 

Milion książek

Czołem! Mało mnie tu ostatnio było, ale to wcale nie znaczy, że już Was nie kocham :D Po prostu życie w "realu" obfitowało w masę różnych (na szczęście bardzo pozytywnych) wydarzeń i przesympatycznych spotkań, więc czasu na blogosferę było nieco mniej, ale powoli wszystko wraca do normy i na dniach możecie spodziewać się sporej porcji włóczkowo-książkowych nowości oraz pilnego prześledzenia Waszych blogowych zakątków :)

Tymczasem jednak kolejny link, tym razem dla wszystkich moli książkowych. Być może słyszeliście już o akcji sklepu weltbild.pl "Na lato, milion książek po 9,90zł"? Jeśli nie, to koniecznie tam zajrzyjcie, bo oferta rewelacyjna. KLIK



GORĄCO POLECAM!!! Do mnie już leci trzecia paczuszka :D