środa, 20 czerwca 2012

DROPS po polsku!

Kochani, ostatnie dni miałam wycięte z życiorysu, ponieważ na starość mądrzeję i to wielkich bólach (wychodzą mi właśnie dwie ósemki, szumnie zwane "zębami mądrości"), więc nie mam się czym chwalić, bo robótek nawet nie tknęłam, ALE... Mam dobre wieści dla wszystkich dziergających i szydełkujących. Nareszcie doczekaliśmy się polskich tłumaczeń na mojej ukochanej stronie DROPSa! Co prawda nie przetłumaczono wszystkiego, ale i tak koniecznie TUTAJ zajrzyjcie, bo stronka na pewno będzie się rozkręcać! Jest ciekawie, kolorowo, a wszystkie wzory są bezpłatne. No i oczywiście dajcie znać czy znaleźliście coś dla siebie :)

Ściskam mocno!


czwartek, 14 czerwca 2012

Po kokardę :)

Aniam1009, Maryś, Justynka, dzięki za podpowiedzi! Idąc za Waszą radą postawiłam teraz na systematyczność, a co z tego wyjdzie - zobaczymy :)
Katalina, nie wierzę, że można jeszcze bardziej bałaganić niż na tym etapie :D

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Powiedzcie mi jak to jest, że kiedy człowiek może się wyspać, to o 8.00 rano zjawia się listonosz z paczką dla nieobecnego sąsiada, a kiedy wstaje się skoro świt i czeka na swoją przesyłkę, to listonoga raczy się zjawić tuż przed 18.00, o ile w ogóle... U mnie jest to regułą :)

Paczka, której tak wyczekiwałam, to nowe włóczkowe nabytki. Co prawda nie miałam w planie nic kupować, dopóki nie przerobię większej części zapasów, jednak przypadkiem trafiłam na DROPSową wyprzedaż i nie mogłam się oprzeć. Dla przykładu - jeden motek zwykłego akrylu kosztuje w Niemczech 1€, natomiast "Nepal" (65% wełny, 35% alpaki) kosztował na tej przecenie 1,65€. Kto by się nie skusił?! (mężu, pytanie nie jest skierowane do Ciebie :D)



Wszystkie włóczki przeznaczone są na wyroby dziecięce, ale o tym innym razem. Póki co pokażę Wam  co powstawało podczas wczorajszego meczu Niemcy - Holandia.



Kokardki :)


Widziałam takie na kilku blogach i zakochałam się w nich bez reszty, a że wczoraj Justynka szczegółowo opisała u siebie jak je wykonać, to odrazu zabrałam się do roboty. Blog (jeden z moich ulubionych) i tutorial Justyny TUTAJ. Dzięki, kochana!!! Kokardki będą wykorzystane w konkretnym celu i jak tylko się z tym uwinę, to zaprezentuję więcej :)

Miłego dnia Wam życzę!

czwartek, 7 czerwca 2012

"W ciemności" reż. Agnieszka Holland

 Jeśli nie interesują Cię historie zwykłych ludzi, za to oczekujesz bohaterstwa w iście amerykańskim stylu - nie oglądaj. Jeśli spodziewasz się wartkiej akcji i przegadanych dialogów - nie oglądaj. Jeśli interesujesz się filmem tylko dlatego, że dostał nominację do Oscara - nie oglądaj!!!

Jeśli tematyka Holokaustu jest Tobie jakkolwiek bliska - koniecznie obejrzyj. Jeśli lubisz kino realistyczne - koniecznie obejrzyj. Jeśli szukasz głębszych emocji i zastanawia Cię czasem złożoność ludzkiej natury w obliczu tak ekstremalnych sytuacji jak wojna - koniecznie obejrzyj!!!

Mnie, osobiście ten film zmiażdżył, przy czym ja akurat z gatunku tych, których ta tematyka zawsze mocno porusza.

Film "W ciemności" oparty jest na faktach i opowiada historię polskiego cwaniaczka ze Lwowa, Leopolda Sochy, który przez ponad rok pomagał  grupie dziesięciu  Żydów, chroniąc ich w kanale przed zagładą. Początkowo robił to z czystego wyrachowania i chęci zarobku, jednak z czasem pomiędzy kanalarzem, a uciekinierami zawiązuje się zwykła, prosta, ludzka emocjonalna więź i walka o życie "jego żydków" staję się dla Sochy największym priorytetem. Przemiana ta jednak następuje stopniowo i myli się ten kto myśli, że jest ona oczywista. Socha nie raz wątpi w sens tego co robi, zdaje sobie sprawę, że naraża siebie i swoją rodzinę, jednak fakt, iż Ci wszyscy ludzie bez jego pomocy sobie nie poradzą, przeważa i ich walka o przetrwanie, staje się również jego walką.

Mnie w tym filmie najbardziej ujęły trzy rzeczy:

1.Realizm. Miotający się w sprzecznych uczuciach bohater, Żydzi przedstawieni nie tylko jako stłamszone ofiary, ale jako ludzie z krwi i kości, którzy oprócz chęci przetrwania mają również swoje potrzeby czy też wielkie chwile zwątpienia oraz oczywiście kanały tak mroczne, że po skończonym filmie człowiek nie może nacieszyć się światłem.

2. Dialogi prowadzone nie po angielsku, a w języku polskim, niemieckim, ukraińskim i jidysz. Niby drobiazg, a nadaje całoście niesamowitego smaczku .

3. Potężny ładunek emocjonalny. Dużo niejasności, zawoalowane emocje i gra aktorska najwyższych lotów. Być może dla jednych jest to męczące i nudne, ale dla mnie było to prawdziwą kinową ucztą.


I na koniec. Wcale nie dziwi mnie fakt, że film "W ciemności" nie zdobył Oskara. Jest bardzo dobry, jednak jakby nie patrzeć nasza (wschodnio)europejska wrażliwość mocno odbiega od tej amerykańskiej, a że Pani Holland nie podkręca dodatkowo tej emocjonalnej śruby w typowo hollywoodzkim stylu, za to wręcz przeciwnie, zmusza oglądającego do własnych przemyśleń, to ciężko oczekiwać zrozumienia od ludzi, którym temat jest zupełnie obcy, znany co najwyżej z małej wzmianki na lekcji historii.

Chleb orkiszowy

W związku z tym, że najmłodszy w rodzinie jest uczulony na tradycyją mąkę pszenną, szukam chlebowych alternatyw.  Niestety niemiecki wydanie chleba razowego do nas nie przemówiło, trzeba więc było zakasać rękawy i wyczarować coś pomiędzy chlebem zwykłym, który my lubimy, a chlebem, który będzie zjadliwy również dla małego.Tym razem padło na orkisz :)




Mój przepis na chleb jest modyfikacją kilku innych znalezionych w sieci i podaję składniki na 2 bochenki (chlebek baaaardzo szybko znika, więc robię z zapasem :))

800 g mąki orkiszowej
200 g mąki pszennej razowej
600 ml letniej wody
10 g suchych drożdży 
3 łyżeczki soli
opcjonalnie zakwas
oliwa do wysmarowania blachy
sezam i mak do posypania (ja również dodałam do ciasta)


Drożdże zalewam małą ilością letniej wody, dodaję szyptę cukru i odstawiam na 10 minut

Mąkę mieszam z solą, dodaję drożdże, zalewam wodą i zagniatam ciasto

Odstawiam na 15 minut, po czym przekładam do wysmarowanej oliwą i posypaną sezamem formy

Znowu odkładam, tym razem na jakieś 2-3 godziny, aż ciasto podwoi swoją objętość.

Wstawiam do piekarnika. Najpierw zapiekam chlebek przez 15 min. w temp. 220 stopni, po czym zmniejszam ją na 180 stopni i dopiekam przez kolejne 45 min., delektując się boskim aromatem :D

Voila!



Serdecznie Wam polecam wypróbowanie tego przepisu, bo roboty niewiele, a chlebek przepyszny!


Na koniec jeszcze kilka słów o sezamie & co. Jeśli zdarza Wam się wypiekać chleb, bułki czy paszteciki, to polecam Wam zebranie ziaren, które najbardziej lubicie i wymieszanie ich w jednym słoiczku. Banalne, ale niesamowicie praktycznie, bo nic się nie wysyspuje z woreczków, jest zawsze pod ręką, a przede wszystkim zajmuje dużo mniej miejsca :) Ja posiadam takich mieszanek kilka, ale najbardziej lubię właśnie tą sezamową - makową (w tym wydaniu dodatkowo niejaka czarnuszka)