poniedziałek, 12 marca 2012

Niezłe ziółko

Przyznaję bez bicia, że kwiatowa to ja raczej nie jestem i nasze domowe rośliny nie mają ze mną lekko... Lubię rośliny praktyczne - zioła,  proste w obsłudze typu kaktus czy bambus, bez problemu dogaduję się z naszą juką i benjaminem, natomiast te bardziej kapryśne typu storczyk czy bonsai doprowadzają mnie czasem do szału i przeżyły u nas chyba jedynie dzięki samozaparciu męża :)

W związku z powyższym miałam ostatnio spory dylemat jak zagospodarować w tym roku nasz balkon. Nie chcę kwiatów jako takich, ale pustego też sobie nie wyobrażam (jest dość spory, słoneczny i aż się prosi o coś zielonego!) Wpadłam więc na pomysł, aby urządzić tam sobie "małą prowansję", a więc duuuużo ziół, odrobina lawendy, a wszystko to w sielsko-wiejskiej oprawie. Na oprawę przyjdzie czas później, a póki co wzięłam się za wysiew zieleninki.





Kupiłam 2 opakowania lawendy i jestem strasznie ciekawa czy wyrośnie. Długo wahałam się czy brać nasionka czy sadzonki i ostatecznie stwierdziłam, że spróbuję najpierw z nasionkami, a jak nie wyjdzie, to dokupię sadzonki.


Co do ziół, to postawiłam na to, czego w naszej kuchni najwięcej używamy a więc: tymianek, majeranek, rozmaryn, bazylię, szczypior ozdobny, pietruszkę i koperek. Część z nich wylądowała w prowizorycznej szklarni, a część wysiałam bezpośrednio do donic i w kwietniu/maju powędrują na balkon.



Zasadziłam również trochę cebulki na zwykły, prawdziwy szczypior. Doniczki cieszą oko na parapecie kuchennym i puściły już nawet pierwsze kiełki. Cebulki, nie doniczki :)



...co najwidoczniej zmotywowało do roboty ich sąsiada,  hiacynta. Wyjątkowo leniwy trafił się w tym roku, ale pachnie obłędnie!




A z innej beczki, czyli z frontu robótkowego - falowany kocyk od piątku skończony, ale chowanie nitek pewnie chwilkę potrwa. Prezentacja niebawem.

4 komentarze:

  1. Z roślinkami mam dokładnie tak samo;), ale za to do tych, które przeżywają pod moją ręką (a czasem nawet kwitną!) niezmiernie się przywiązuję i nie waham się użyć stwierdzenia, ze nawet kocham:) Wzrusza mnie ich cierpliwość, wyrozumiałość i wola przetrwania (wiem, wiem, personifikuję, ale jakby nie było, roślinki to istoty żyjące, no nie?;))

    A z tą lawendą na balkonie, to bardzo fajny pomysł jest. Poczekam na efekty u Ciebie i może sama spróbuję wysiać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak! Ja mama taką teorię, że kwiaty czują czy właściciel je lubi czy nie :) Podam przykład: mamy w domu dwie wielgachne juki. Jedną ukochaną, od lat do której się ciągle uśmiechamy i drugą, podrzuconą, której od początku nie chcieliśmy, a która po prostu została nam wciśnięta. Obydwie chowają się w tych samych warunkach i ta pierwsza szaleńczo się rozwija, druga natomiast zaczęła padać - podgnity korzeń, plamy na liściach...ona chyba wie, że nie była chciana ;)

      Co do lawendy natomiast, to sama jestem okropnie ciekawa co z tego wyjdzie. Na pewno dam znać!

      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  2. Zazdroszczę że już masz sianie za sobą...ja się zbieram i będzie zapewne jak co roku że jak się zbiorę to będzie już za późno...ech ten mój słomiany zapał...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak miło,że nie jestem sama. Ja posiałam petunie, i już widzę jak wyszły spod ziemi. Są takie delikatne i nie wiem czy przeżyją. Posiałam także groszek kwitnący, malwę i bardzo szybko mi wzeszły i wyglądaja na proste w uprawie. Bazylia, pietruszka i szczypior posiałam niedawno, wiec nie wiem jak będzie. Ja również jestem ciekawa,czy uda Ci się lawendę wyhodować z nasion. Chętnie też bym spróbowała:)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.