środa, 14 marca 2012

Andechs

Czarownica, jestem bardziej niż pewna, że nie takie skarby jeszcze przed Tobą :)
Reni, koniecznie się pochwal jak już ruszysz z ogródkiem. Będę czekała!
Isia511, bardzo się cieszę i serdecznie zapraszam. Ja również lubię do Ciebie zaglądać, choć czasem mam problemy z dodawaniem komentarzy :(
Justyna, jedno wysiać, drugie dopilnować tak, żeby ładnie rosło, więc zobaczymy na ile mi tego zapału wystarczy ;)
Agusia, widzę, że ambitna bestia z Ciebie :D Melduj jak tam postępy! U mnie póki co sałata ruszyła jak szalona, majeranek ładnie powschodził i lawenda nieśmiało puszcza pędy, więc nie jest źle!

~~~~~

Dni tygodnia mijają jak szalone, mi na zajmowaniu się małym, mężowi na pracy. Mało jest chwil kiedy możemy spędzić czas we trójkę i nie mam tu na myśli wspólnego wypadu do marketu ;) Tym bardziej cieszą takie chwile jak poprzednia niedziela, kiedy to nie mając żadnych zaległych zadań do wykonania (lub też mając, ale je olewając), spotkań ze znajomymi czy też mocno niesprzyjającej pogody, mogliśmy wybrać się na rodzinną wycieczkę do pobliskiego klasztoru. Czemu akurat klasztor? Pewnie nie uwierzycie, ale... ze względu na piwo :) Pyszne, ciemne, warzone tam według starej receptury mnichów benedyktyńskich od 1455 roku! Zwrot "niebo w gębie" nabiera dosłownego znaczenia.

Klasztor Andechs oprócz wspomnianego już piwa ma wiele do zaoferowania, w związku z czym przynajmniej raz w roku odwiedzamy to miejsce. Cudny rokokokowy ołtarz, relikwie (m.in. kości czaszki św. Jadwigi) czy też grób kompozytora Carla Offa (na pewno znacie utwór "O Fortuna" ze zbioru pieśni Carmina Burana) to ciekawostki, które z całą pewnością warto obejrzeć! Tutaj można poczytać więcej na ten temat, a tymczasem mała fotorelacja:










































5 komentarzy:

  1. Zazdroszcze wycieczki,tez mi sie marzy.Ale ostatnio niedzielne wyjazdy to nadrabianie zaległości towarzyskich ;)
    Z komentarzami u mnie to jakies fatum-dlatego prowadze równolegle dwa blogi

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie...zazdroszczę wspólnej wycieczki...brakuje mi takich chwil, bo mąż wiecznie w pracy, a jak jest w domu to chciałby wypocząć i tak o! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie zauroczyły okiennice... cudne są!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj jak dawno już tam nie byłam :) Najwyższy czas żeby znowu odwiedzić to miejsce :)A ty Małgosiu kiedy sie w końcu do mnie wybierzesz?? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Carla Orfa :)))
    A malowana okiennica mnie zrzuciła z krzesła - ups - wyda się, że niesystematycznie nadrabiam moje wobec Ciebie blogowe zaległości ;))) hihihi
    Całus :)*

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.