wtorek, 28 lutego 2012

Zakupy

Kolorowe i pachnące :)


 Przyznaję, że niesamowicie rzadko zdarza mi się wypad do miasta za włóczkami. Ich ceny w niemieckich pasmanteriach  są niestety tak wysokie, że na podziwianiu i wzdychaniu się kończy, a później trzeba szukać tańszych odpowiedników w sieci i tylko się człowiek denerwuje... Czasem jednak nie da rady inaczej. Trzeba sobie pomacać na żywoi tyle :) Tak też było w sobotę, a to co udało mi się  upolować wygląda tak:


Piękna i szalenie mięciutka Gedifra  
Extra Soft Merino Fine 
150m/50
szydełko, druty 4,5-5 

 Cudowna włóczka, która była przeceniona o połowę, ze względu na zmianę nazwy. Miałam szczęście, że udało mi się jeszcze dorwać po 3 ostatnie moteczki łososia i delikatnego fioletu, bo reszta kolorów była...hmm... odrobinę specyficzna (chyba, że ktoś lubi wściekły żółty czy żarówiasty pomarańcz). Kobitki dosłownie wyrywały ją sobie z rąk :O

W planie wiosenne ponczo dla małej damy



Mikrofaza "Micro Brillant" Schewe
120m/50
szydełko, druty 3-4

 Bardzo fajna włóczka. Mięciuka, połyskująca, praktycznie sama ślizga się po szydełku. To właśnie z niej powstała SZARAńcza i wiem, że do tej pory mimo częstego  noszenia nie zmechaciła się ani odrobinę. Tym razem również wybrałam szarości, a dokładniej rzecz ujmując kolor stalowy w dwóch odcieniach. Będzie z tego malutki kocyk i czapeczka do sesji fotograficznej noworodków.


Bravo fimy Schachenmayr, 100% akryl
133m/50
szydełko, druty 3-4

Najlepszy akryl, jaki do tej pory miałam w ręku! Włóczka idealna do kocyków - gruba, mięsista, duży wybór kolorów, nie skrzypi przy robocie, nie mechaci się... Kolorki wybrałam specjalnie z myślą o falowanym kocyku, który jak widać już zaczęłam robić :)


Materiały wygrzebane na stoisku z resztkami, przeznaczone na podszewki i drobne aplikacje. Często szkoda mi niszczyć większe kawałki materiału na drobnicę, więc te szmatki będą jak znalazł! Materiał czerwony, to piękna, grubo tkana bawełna, beżowy - plusz, a to czarne to coś filcopodobnego :)



Ostatnie już nabytki, to najnowsze gazetki:


oraz cuuuuuudownie pachnące masełka do ciała z The Body Shop - truskawkowe, oliwkowe i kokosowe (w końcu nie samymi włóczkami człowiek żyje :) )


Braki uzupełnione, humor poprawiony, więc może jednak jakoś wytrzymam do tej wiosny! :)

4 komentarze:

  1. Powolutku przymierzam sie rowniez dowloczkowych zakupow bo stare, babcine juz sie koncza:( ale przynajmniej bede mogla wybrac takie kolory jakie wpadna mi w oczko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem bardzo fajnie i mądrze zrobiłaś, stawiając pierwsze kroki w szydełkowaniu na babcinych włóczkach, bo nawet jak coś nie wyjdzie, to można spruć lub wyrzucić bez stresu. Ja niestety na początku żadnych włóczkowych zapasów nie miałam i troszkę pieniążków wyrzuciłam w błoto razem ze splątaną i wymiętoloną włóczką po pierwszych krzywulcach :)
      Co do zakupów, to aż Ci zazdroszczę! W Polsce jest jednak dużo większy wybór i rozpiętość jeśli chodzi o cenę, jakość czy też rodzaj włóczki. Oczywiście daj znać jak już coś kupisz :) Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  2. Pozazdrościłam takich zdobyczy i chyba wkrótce, po męża wypłacie;) udam się do pasmanterii tym bardziej że kilka projektów siedzi w mojej głowie...Tobie też życzę udanego dziergania z tak wspaniałych włóczek...a czasopisma świetne w Polsce ciężko znaleźć coś dobrego...Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre z tą wypłatą :D Mój mąż, chociaż już widział co kupiłam, pewnie walił dzisiaj głową w biurko, czytając tego posta, bo słów to już mu z pewnością brak na te moje wszystkie zapasy :)))
      Jeśli chodzi o gazetki, to tu również nie ma szału i rzadko je kupuję, bo wzory praktycznie ciągle te same - podobnie jak i w Polsce. Wyjątkiem jest Verena. Piękne, niezbyt skomplikowane modele i za każdym razem coś nowego. Pewnie dlatego, że wydawana jest tylko 4 razy do roku, a nie co 2 tygodnie... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.