środa, 22 lutego 2012

Top 10: muzyczni idole

Temat, który Kreatywa wyznaczyła na ten i poprzedni tydzień sprawił mi niemałą frajdę! Ja dzisiaj łączę 2w1 :)



Muzykę uwielbiam, słucham kiedy tylko mogę i tak na prawdę życia sobie bez niej nie wyobrażam. Jak chyba większość ludzi przechodziłam różne muzyczne fascynacje i wybranie tych dziesięciu the best of the best do łatwych nie należało...Generalnie bawię się muzyką ile wlezie i zawsze dostosowuję ją do nastroju lub też tego co akurat robię. W praktyce wygląda to tak, że np. puszczam Rammsteina do sprzątania, wzciszam Małego przed spaniem Turanauem czy Osiecką, po czym zasiadam do czytania/robótkowania przy Kaziku lub puszczam Buena Vistę. Nie mam jednego, ulubionego gatunku, bo za dużo ciekawach nurtów dookoła. Zapraszam na moje nieco pokręcone zestawienie :)

1. Kult, Kazik

Bezapelacyjnie numero uno. Muzyka Kazika Staszewskiego towarzyszy mi od wielu, wielu lat i jak dla mnie nie ma sobie równych. Przeszła ze mną okres buntu w liceum, szaleństwa na studiach i wszelkie zawirowania po. Jedyna różnica leżała w nośnikach, bo najpierw słuchałam kaset, później piratów, a odkąd pracuję, muzyczną półkę wypełniają oryginalne CD.

Druga sprawa - koncerty. Póki co byłam na czterech i każdy był na swój sposób niezapomniany. Najwięcej szału było chyba w Zielonej Górze, kiedy to przyjechałam do przyjaciół na Juwenalia. Ojjjj, działo się wtedy  :))) 

2. Dżem

Dżem jest zespołem, który podobnie jak i Kazik towarzyszy mi od wielu lat, tyle, że wraz ze śmiercią ich pierwszego solisty - Ryśka Riedla przestałam się interesować ich dalszą drogą. Tzn. było kilka podejść do muzyki w nowym składzie, byłam nawet na jakimś koncercie, jednak nigdy już nie było tych wrażeń i emocji co wcześniej, więc odpuściłam i pozostałam przy płytach wydanych jeszcze za życia Ryśka.
 
 3. Happysad
 
Happysad, to odkrycie stosunkowo nowe, bo sprzed około 2 lat. Ich płyt słuchaliśmy non stop, podmieniając co jakiś czas muzyką zespołu Strachy na Lachy (również bardzo lubiany przez nas zespół), a w zeszłym roku udało nam się nawet załapać na przesympatyczny kocert chłopaków.





4. Piosenki Osieckiej

Fascynująca osoba, niesamowita autorka tekstów. Jej piosenki towarzyszą mi od niepamiętnych już czasów i bardzo często do nich wracam. Nie mam tu ulubionego piosenkarza, bo słucham przeróżnych wykonań, a najczęściej puszczam po prostu jedną z płyt z serii "5 oceanów" i odpływam.

5. Seweryn Krajewski

Zarówno w wersji solo, jak i z Czerwonymi Gitarami zachwyca. Klasa sama w sobie, ciepłe brzmienie głosu i ta niesamowita wrażliwość rozczulają mnie do granic możliwości. W tym miejscu przyznam, że bez jego płyty w aucie nawet nie ruszam w drogę do Polski :D

6. Mieczysław Fogg

Odkrycie ostatnich miesięcy. Tzn. wcześniej oczywiście znałam jego utwory, jednak odkąd w moje ręce trafił dwupak "Fogg Cafe", a więc nowoczesne aranżacje tychże utworów, oszalałam na ich punkcie i cały czas sobie podśpiewuję. Posłuchajcie z resztą sami!


7. Buena Vista Social Club

Klasyk do którego chętnie wracam. Zazwyczaj leci jako tło muzyczne podczas wizyt znajomych, kiedy to przy lampce wina wymieniamy sobie nowinki :)


8. Maciek Maleńczuk

Kiedyś nie mogłam nawet na niego patrzeć, tak mnie drażnił swoim sposobem bycia, jednak z czasem bardzo zaprzyjaźniłam się z jego muzyką. Ma ona w sobie coś, co mnie bardzo przyciąga. Nie wiem jak to określić... jest taka słodko-gorzka, często ironiczna, czasem bezczelna... Zmusza do myślenia. Ostatnio zasłuchuję się w duecie Waglewski - Maleńczuk i mam wielką nadzieję, że ci dwaj panowie na tych kilku utworach współpracy nie skończą!

9. Rammstein

Nieco cięższy kaliber :) Za co lubię? Głównie za teksty - z jednej strony proste, z drugiej często z podwójnym dnem. Ich muzyka daje mi na prawdę dobrego kopa, kiedy nic się nie chce, a robić trzeba :)

2 lata temu gościli w Monachium, więc udało nam się załapać na ich koncert. Rewelacja przez duże R!


10.  Fatboy slim
I znowóż całkiem inny gatunek muzyczny :) Fatboya po raz pierwszy usłyszałam 10 lat temu i od tej pory nie ma party bez jego muzyki. Potrafi ruszyć każdego, o czym przekonałam się na koncercie w 2005 roku. Był to Heineken Opener Festival (zdjęcie pochodzi ze strony organizatora) i popis jaki tam dał sprawia, że do tej pory uśmiecham się pod nosem na samo wspomnienie. Wspaniały kontakt z publiką, świetne mixy i szaleństwo do białego rana. Snoop Dogg wypadł przy nim bardzo blado :)




Co nie zmieściło się na liście?

Z polskich: T.love, Elektryczne Gitary, Myslovitz, Kaliber 44, Grechuta, E. Geppert, Mozil...
Z niemieckich: Die fantastischen Vier, die Ärzte, Wir sind Helden, Xavier Naidoo...
Z innych: Queen, Leonard Cohen, Ray Charles, The Beatles, Lilly Alen, Gogol Bordello,, ..

4 komentarze:

  1. Och, muzyka raczej mnie nie kręci, bo ja jestem z tych, co najbardziej lubią ciszę:)
    Ale jeśli już, to lubię krótko i intensywnie, dlatego moje sympatie związane są z takimi zespołami, jak: Linkin Park, Limp Bizkit i Muse - ich muzyka jest świetna do jazdy na rowerze!
    Do dziś mam też wiele sentymentu i sympatii do moich idoli z lat młodości. Słuchałam wówczas głównie Depeche Mode, ale też Grzegorza Ciechowskiego (solo i w Republice), The Cure oraz Metallicę.
    Biernie słucham też hip-hopu (moja córka jest fanką:)) i z zaskoczeniem stwierdzam, że mi się podoba, a Kaliber 44 ma naprawdę fajne teksty:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ale lista!
    wiele pozycji z tej listy znam i cenię, fajne zestawienie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zacna lista + dodatek pod nią (widzę sporo moich ulubieńców). Podzielam Twój zachwyt Kultem, Maleńczukiem i happysad - również i ja pałam do nich sporą sympatią. Rammsteina też czasem posłucham, ale wielką fanką nie jestem.

    Widzę, że do Dżemu i Krajewskiego mamy podobne podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W dodatku także sporo moich ulubieńców Cohen, Gogol, Piiosenki Osieckiej baaaardzo lubię!!!

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.