wtorek, 28 lutego 2012

Zakupy

Kolorowe i pachnące :)


 Przyznaję, że niesamowicie rzadko zdarza mi się wypad do miasta za włóczkami. Ich ceny w niemieckich pasmanteriach  są niestety tak wysokie, że na podziwianiu i wzdychaniu się kończy, a później trzeba szukać tańszych odpowiedników w sieci i tylko się człowiek denerwuje... Czasem jednak nie da rady inaczej. Trzeba sobie pomacać na żywoi tyle :) Tak też było w sobotę, a to co udało mi się  upolować wygląda tak:


Piękna i szalenie mięciutka Gedifra  
Extra Soft Merino Fine 
150m/50
szydełko, druty 4,5-5 

 Cudowna włóczka, która była przeceniona o połowę, ze względu na zmianę nazwy. Miałam szczęście, że udało mi się jeszcze dorwać po 3 ostatnie moteczki łososia i delikatnego fioletu, bo reszta kolorów była...hmm... odrobinę specyficzna (chyba, że ktoś lubi wściekły żółty czy żarówiasty pomarańcz). Kobitki dosłownie wyrywały ją sobie z rąk :O

W planie wiosenne ponczo dla małej damy



Mikrofaza "Micro Brillant" Schewe
120m/50
szydełko, druty 3-4

 Bardzo fajna włóczka. Mięciuka, połyskująca, praktycznie sama ślizga się po szydełku. To właśnie z niej powstała SZARAńcza i wiem, że do tej pory mimo częstego  noszenia nie zmechaciła się ani odrobinę. Tym razem również wybrałam szarości, a dokładniej rzecz ujmując kolor stalowy w dwóch odcieniach. Będzie z tego malutki kocyk i czapeczka do sesji fotograficznej noworodków.


Bravo fimy Schachenmayr, 100% akryl
133m/50
szydełko, druty 3-4

Najlepszy akryl, jaki do tej pory miałam w ręku! Włóczka idealna do kocyków - gruba, mięsista, duży wybór kolorów, nie skrzypi przy robocie, nie mechaci się... Kolorki wybrałam specjalnie z myślą o falowanym kocyku, który jak widać już zaczęłam robić :)


Materiały wygrzebane na stoisku z resztkami, przeznaczone na podszewki i drobne aplikacje. Często szkoda mi niszczyć większe kawałki materiału na drobnicę, więc te szmatki będą jak znalazł! Materiał czerwony, to piękna, grubo tkana bawełna, beżowy - plusz, a to czarne to coś filcopodobnego :)



Ostatnie już nabytki, to najnowsze gazetki:


oraz cuuuuuudownie pachnące masełka do ciała z The Body Shop - truskawkowe, oliwkowe i kokosowe (w końcu nie samymi włóczkami człowiek żyje :) )


Braki uzupełnione, humor poprawiony, więc może jednak jakoś wytrzymam do tej wiosny! :)

piątek, 24 lutego 2012

Kocyk z kapturkiem

Witajcie Kochani!

Na wstępie pięknie dziękuję za tak liczne odwiedziny i komentarze. Bardzo mi miło, że do mnie zaglądacie! Witam również nowych obserwatarów: Aga-ckę, Goochę, Czarownicę, Nitki A nitki, Futbolową i Reni.

Odnośnie komentarzy:

Ichigol, Czarownica, Ren-ya, Reni, Aulik, Goocha - niesamowicie się cieszę, że komplecik tak się wam podoba. Szczerze mówiąc musiałam się trochę przełamać, żeby go zrobić, bo mając syna obce mi są dziewczyńskie kwiatki, falbanki i inne takie :) Ale przyznać muszę, że bardzo mi się ta zabawa spodobała, więc pewnie powstanie coś jeszcze w tym klimacie.

Ichigol, Ren-ya - długo się przed umieszczenie fotki broniłam, ale myślę, że to był jednak dobry pomysł. Miło czytać waszego blogi i móc przypisać je do konkretnej twarzy, więc należał się rewanż :)

Aulik, Futbolowa, Bergmasco - ojjj, jak miło wiedzieć, że jest tylu sympatyków muzyki, którą lubię :) Ren-ya - Twoje typy również często goszczą w moim domu, bo Druga Połowa uwielbia Depeche Mode, Ciechowskiego czy Metallicę :)

Futbolowa - z Allenem faktycznie jest tak jak piszesz. Na weekend planuję obejrzeć "Vicky Cristina Barcelona" i jestem strasznie ciekawa czy tym razem wrażenia będą nieco lepsze...

A teraz do rzeczy, czyli słów kilka o kocyku, który właśnie ześlizgnął się z szydła.




Zakup włóczkowy pt.: "Kochanie-patrz-jakie-tanie-wezmę-więcej-i-na pewno-coś-fajnego-wymyślę". Taaa...trzy lata wpatrywałam się tępo w te 10 motków i jakoś nie wymyśliłam :) Ostatnio w ramach desperacji porządków chwyciłam w końcu za nie i stwierdziłam, że jak teraz nie przerobię, to się z nimi pożegnam w inny, bardziej brutalny sposób. Na szczęście nie było takiej potrzeby, bo nagle narodził się pomysł i w ten oto sposób powstało kocydło.

Wymyśliłam sobie, że zrobię je na kształt popularnych od jakiegoś czasu ręczników dla dzieci z kapturkiem, więc motywem granny square wyszydełkowałam kwadrat o wymiarach 78cm, później nieco mniejszy trójkąt, połączyłam i obrobiłam całość półsłupkami i wzorem muszelkowym.Całość ma wymiary 80x80cm




Efekt końcowy bardzo mi się podoba! Wyszło tak trochę w stylu retro - brakuje tylko dzieciaczka w batystowej czapusi i galotach z falbanami :)))




Kocyk prawdopodobnie powędruje na sprzedaż, gdyż aby moje dziecko poleżało w czymś takim spokojnie, musiałabym jeszcze wydziergać kaftanik bezpieczeństwa :)))

Na koniec detale techniczne:
Włóczka: Mayfair Color firmy Austermann
Szydełko: nr3
Zużycie: 500gram
Wzór: opisany wyżej

czwartek, 23 lutego 2012

Filmowo

Dziś nadrabiam zaległości kinowe, czyli kilka słów o ostatnio obejrzanych filmach.


Koniec z Hollywood reż. Woody Allen

Allen  jest postacią dość kontrowersyjną, co oczywiście znajduje odbicie w jego filmach. Nie są one banalne, przez co oglądam je chętnie, jednak o ile te starsze produkcje typu "Wszyscy mówią: kocham Cię", "Drobne cwaniaczki" czy "Przejrzeć Harry'ego" bardzo mi się podobały, o tyle "Koniec z Hollywood" rozczarował na całej linii.

Zdając sobie sprawę, że ciężko wgryźć się w świat Allena tak z marszu, zawsze daję sobie margines poprawki na rozkręcenie akcji i na ogół w okolicach dwudziestej, trzydziestej minuty film wciąga mnie bez reszty. Tym razem czekałam, czekałam, ale nie doczekałam się absolutnie niczego poza mocno przegadanymi dialogami, nudną akcją i zakończeniem zupełnie bez polotu.

Opis i zdjęcie z filmwebu.

"Val Waxman to reżyser filmowy, który największe sukcesy odnosił w latach 70-tych i 80-tych, a dziś został zredukowany do kręcenia reklamówek telewizyjnych. Wreszcie dostaję ofertę nakręcenia dużego filmu. Niestety spotyka go katastrofa, gdyż Val czasowo traci wzrok, co doprowadza go do paranoi. Jednak ma przy sobie kilkoro przyjaciół, którzy pomagają mu nie przerywać pracy i zachować jego problem w tajemnicy przed producentami filmu."

Moja ocena: 1/6


Gran Torino reż. Clint Eastwood

O tym filmie było głośno ze 2-3 lata temu za sprawą licznych nominacji do Oscara i Złotych Globów, jednak ja obejrzałam go dopiero teraz, bo wcześniej nie było jakoś okazji. Film dobry, nawet bardzo dobry, choć przyznaję, że spodziewałam się czegoś innego. Na pewno największą zaletą Gran Torino jest kreacja Clinta Eastwooda. Klasa sama w sobie i wprost genialne aktorstwo! I tutaj niektóre dialogi były moim zdaniem nieco naciągane i przegadane, jednak całość mimo wszystko robi bardzo dobre wrażenie, a zakończenie na długo zapada w pamięć.

Opis i zdjęcie ponownie z filmwebu.

"Walt Kowalski, weteran wojny w Korei i zapiekły rasista z krwi i kości o stalowej woli, żyjący w świecie, który nieustannie ulega zmianom, zostaje zmuszony przez sąsiadów-imigrantów, którzy wraz ze swoją rodziną wprowadzili się po sąsiedzku, do trudnej konfrontacji z własnymi zadawnionymi uprzedzeniami. A wszystko zacznie się od klasycznego samochodu Kowalskiego - Gran Torino z 1972 roku."

Moja ocena: 5/6

Trylogia Millenium na podstawie książki Stiega Larssona (adaptacja szwedzka)


zdjęcie zapożyczone z amazon.de

Moja Druga Połowa sprawiła mi ostatnio wspaniały prezent w postaci świetnego wydania Larssonowskiej trylogii na DVD. Książki bardzo mi podobały, wersja amerykańska również (o "Dziewczynie z tatuażem" już pisałąm) i myślałam, że nic już tego nie przebije, a jednak... Jestem pod ogromnym wrażeniem dzieła panów Opleva i Alfredsona. Nie spodziewałam się aż tak dobrej adaptacji! To co na początku nieco drażniło (pominięcie niektórych wątków, aktor wybrany do roli Mikaela Blomkvista), z czasem zaczęło działać na plus i całość obejrzałam z wielką, ale to wielką przyjemnością.

To co najbardziej mnie w tym wydaniu urzekło, to autentyczność bohaterów. Wszyscy oni są z krwi i kości, zupełnie normalni, tacy jak my. Mam tu na myśli takie detale jak niedoskonałości cery, nie zawsze idealnie ułożone włosy, zmarszczki itd. itd... Znaczna różnica w stosunku do wersji amerykańskiej, która sprawia, że bohaterowie stają się nam jeszcze bliźsi, a ich losy wciągają bez reszty, nawet jeśli już z książki wiemy jak się one potoczą. Generalnie muszę stwierdzić, że całość jest tu dużo bardziej przekonująca niż w "Dziewczynie z tatuażem" - ludzie, sceneria, rozwinięcie akcji... Nie, nie uważam nagle, że produkcja Finchera była zła. Ona jest po prostu inna i również bardzo mi się podobała, jednak znając obydwie wersje, muszę przyznać, że bardziej przemówiła do mnie ta szwedzka. Bez dwóch zdań dużo lepiej oddaje larssonowski klimat, ale raczej nie ma w tym nic dziwnego skoro on stamtąd pochodził :) Na koniec jeszcze dwa słowa o roli Noomi Rapace jako Lisbeth Salander. Przyznaję - w stosunku do Ronnay Mara wypada o niebo lepiej i to jest właśnie Lisbeth, którą widziałam oczami wyobraźni, czytając książkę. Ren-ya - już wiem co miałaś na myśli :)

Reasumując, trylogia Millenium, to kawał dobrego, mocnego kina. Gorąco polecam!

Moja ocena: 6/6

środa, 22 lutego 2012

Top 10: muzyczni idole

Temat, który Kreatywa wyznaczyła na ten i poprzedni tydzień sprawił mi niemałą frajdę! Ja dzisiaj łączę 2w1 :)



Muzykę uwielbiam, słucham kiedy tylko mogę i tak na prawdę życia sobie bez niej nie wyobrażam. Jak chyba większość ludzi przechodziłam różne muzyczne fascynacje i wybranie tych dziesięciu the best of the best do łatwych nie należało...Generalnie bawię się muzyką ile wlezie i zawsze dostosowuję ją do nastroju lub też tego co akurat robię. W praktyce wygląda to tak, że np. puszczam Rammsteina do sprzątania, wzciszam Małego przed spaniem Turanauem czy Osiecką, po czym zasiadam do czytania/robótkowania przy Kaziku lub puszczam Buena Vistę. Nie mam jednego, ulubionego gatunku, bo za dużo ciekawach nurtów dookoła. Zapraszam na moje nieco pokręcone zestawienie :)

1. Kult, Kazik

Bezapelacyjnie numero uno. Muzyka Kazika Staszewskiego towarzyszy mi od wielu, wielu lat i jak dla mnie nie ma sobie równych. Przeszła ze mną okres buntu w liceum, szaleństwa na studiach i wszelkie zawirowania po. Jedyna różnica leżała w nośnikach, bo najpierw słuchałam kaset, później piratów, a odkąd pracuję, muzyczną półkę wypełniają oryginalne CD.

Druga sprawa - koncerty. Póki co byłam na czterech i każdy był na swój sposób niezapomniany. Najwięcej szału było chyba w Zielonej Górze, kiedy to przyjechałam do przyjaciół na Juwenalia. Ojjjj, działo się wtedy  :))) 

2. Dżem

Dżem jest zespołem, który podobnie jak i Kazik towarzyszy mi od wielu lat, tyle, że wraz ze śmiercią ich pierwszego solisty - Ryśka Riedla przestałam się interesować ich dalszą drogą. Tzn. było kilka podejść do muzyki w nowym składzie, byłam nawet na jakimś koncercie, jednak nigdy już nie było tych wrażeń i emocji co wcześniej, więc odpuściłam i pozostałam przy płytach wydanych jeszcze za życia Ryśka.
 
 3. Happysad
 
Happysad, to odkrycie stosunkowo nowe, bo sprzed około 2 lat. Ich płyt słuchaliśmy non stop, podmieniając co jakiś czas muzyką zespołu Strachy na Lachy (również bardzo lubiany przez nas zespół), a w zeszłym roku udało nam się nawet załapać na przesympatyczny kocert chłopaków.





4. Piosenki Osieckiej

Fascynująca osoba, niesamowita autorka tekstów. Jej piosenki towarzyszą mi od niepamiętnych już czasów i bardzo często do nich wracam. Nie mam tu ulubionego piosenkarza, bo słucham przeróżnych wykonań, a najczęściej puszczam po prostu jedną z płyt z serii "5 oceanów" i odpływam.

5. Seweryn Krajewski

Zarówno w wersji solo, jak i z Czerwonymi Gitarami zachwyca. Klasa sama w sobie, ciepłe brzmienie głosu i ta niesamowita wrażliwość rozczulają mnie do granic możliwości. W tym miejscu przyznam, że bez jego płyty w aucie nawet nie ruszam w drogę do Polski :D

6. Mieczysław Fogg

Odkrycie ostatnich miesięcy. Tzn. wcześniej oczywiście znałam jego utwory, jednak odkąd w moje ręce trafił dwupak "Fogg Cafe", a więc nowoczesne aranżacje tychże utworów, oszalałam na ich punkcie i cały czas sobie podśpiewuję. Posłuchajcie z resztą sami!


7. Buena Vista Social Club

Klasyk do którego chętnie wracam. Zazwyczaj leci jako tło muzyczne podczas wizyt znajomych, kiedy to przy lampce wina wymieniamy sobie nowinki :)


8. Maciek Maleńczuk

Kiedyś nie mogłam nawet na niego patrzeć, tak mnie drażnił swoim sposobem bycia, jednak z czasem bardzo zaprzyjaźniłam się z jego muzyką. Ma ona w sobie coś, co mnie bardzo przyciąga. Nie wiem jak to określić... jest taka słodko-gorzka, często ironiczna, czasem bezczelna... Zmusza do myślenia. Ostatnio zasłuchuję się w duecie Waglewski - Maleńczuk i mam wielką nadzieję, że ci dwaj panowie na tych kilku utworach współpracy nie skończą!

9. Rammstein

Nieco cięższy kaliber :) Za co lubię? Głównie za teksty - z jednej strony proste, z drugiej często z podwójnym dnem. Ich muzyka daje mi na prawdę dobrego kopa, kiedy nic się nie chce, a robić trzeba :)

2 lata temu gościli w Monachium, więc udało nam się załapać na ich koncert. Rewelacja przez duże R!


10.  Fatboy slim
I znowóż całkiem inny gatunek muzyczny :) Fatboya po raz pierwszy usłyszałam 10 lat temu i od tej pory nie ma party bez jego muzyki. Potrafi ruszyć każdego, o czym przekonałam się na koncercie w 2005 roku. Był to Heineken Opener Festival (zdjęcie pochodzi ze strony organizatora) i popis jaki tam dał sprawia, że do tej pory uśmiecham się pod nosem na samo wspomnienie. Wspaniały kontakt z publiką, świetne mixy i szaleństwo do białego rana. Snoop Dogg wypadł przy nim bardzo blado :)




Co nie zmieściło się na liście?

Z polskich: T.love, Elektryczne Gitary, Myslovitz, Kaliber 44, Grechuta, E. Geppert, Mozil...
Z niemieckich: Die fantastischen Vier, die Ärzte, Wir sind Helden, Xavier Naidoo...
Z innych: Queen, Leonard Cohen, Ray Charles, The Beatles, Lilly Alen, Gogol Bordello,, ..

piątek, 17 lutego 2012

Ekspresowy prezent, czyli opaska dla niemowlaka

Małżon wybywając dziś na męski wieczór dowiedział się w ostatniej chwili, że będzie tam również świeżo upieczony tatuś pewnej małej damy. Nie wypadało iść z pustymi rękami, poprosił mnie więc, abym na szybko zorganizowała jakiś drobiazg dla nowej obywatelki. Chwyciłam szybko za szydełko i wydziergałam taką oto prostą, ale uroczą opaskę (na zdjęciu nasza nowa, winylowa modelka - Matylda)


 


Całość, a więc wykonanie, sfotografowanie i spakowanie, zajęła mi jakieś 30 minut, koszt równy zeru, a mina męża - bezcenna :)


W wolnych chwilach powstają póki co dziecięce czapeczki oraz takie oto drobiazgi:



Więcej o nich napiszę na dniach, a tymczasem życzę miłego wieczorku!

poniedziałek, 13 lutego 2012

Dostawa i stosik

Czekałam, czekałam i w końcu się doczekałam :) Dzisiaj doszły moje nowe, kolorowe moteczki, więc powoli mogę ruszać z pomysłami, o których pisałam w poście poniżej. Hurra!

Tym razem zamówiłam piękną bawełnę, której jakość zaskoczyła mnie na całej linii! Jest ona mięciutka w dotyku, a zarazem bardzo solidna i do tego pięknie połyskuje. Włóczka nazywa się "Camilla" (firma Woll Butt) i jeśli sprawdzi się w robocie, to na pewno się zaprzyjaźnimy na dłużej.





Oprócz włóczki, zamówiłam również trochę guzików w pięknych, pastelowych kolorach, idealnie pasujących do wyżej pokazanych moteczków.




Cieszę się z tych zakupów jak dziecko, tym bardziej, że jestem już na lekkim robótkowym głodzie... Najpierw rozchorował się Maluch, później ja, więc ostatnie dni były dosyć ciężkie, a o warunkach do szydełkowania mogłam zapomnieć. Teraz jednak wychodzimy już na prostą, a z takimi materiałami motywacja do roboty podwójna :)
 



A skoro już przy nowościach jesteśmy, to pochwalę się jeszcze nowym stosikiem, za który mam się zamiar zabrać zaraz po skończeniu "Marii i Magdaleny" M. Samozwaniec, którą to obecnie podczytuję.




Stosik skromny za to wielce obiecujący! "Studnia przodków" Chmielewskiej oraz "Przelot bocianów" Kowalewskiej", to prezent - niespodzianka w paczce od rodziców. Prezent niesamowicie trafiony, ponieważ Chmielewską uwielbiam (choć już od wieków nie czytałam), natomiast serię o  Zaworciu pochłonęłam swego czasu z wielką przyjemnością i jest to ostatni, brakujący mi tom. Ostatnia pozycja, a więc "Lód i woda, woda i lód"Axelsons to zakup ebayowy, a udało mi się ją wylicytować za całe 1,50€. Takie zakupy to ja bym mogła robić codziennie :)))


Pozdrawiam cieplutko!!!

środa, 8 lutego 2012

Inspiracje, czyli chwalę się nowymi nabytkami :)

Sroga zima za oknem ma jednak swoje plusy. Człowiek zaczyna niecierpliwie wyczekiwać wiosny, tęskni do słoneczka i kolorów, a dzięki temu dochodzi do interesujących wniosków :) Ja na przykład stwierdziłam, że muszę coś zmienić w swoim robótkowym świecie, bo mam chwilowy przesyt chust, szali, szaliczków, w szaro burych, wiecznie stonowanych i praktycznych kolorach, za to niesamowicie tęsknię za żywszymi barwami i odrobiną szaleństwa. Zaczęłam więc przeglądać swoje zasoby książkowo - włóczkowe, robić remament, zbierać i notować pomysły, rozglądać się po zagranicznych blogach i efet jest następujący:

- poznałam 3 nowe, baaardzo energetyczne blogi: 1 KLIK, 2 KLIK, 3 KLIK
- włóczki, których nie tknęłam od 2-3 lat, plus resztki włóczek na które absolutnie nie miałam pomysłu - sprzedane
- książki robótkowe, które już nic nowego nie wnosiły do mojego życia - sprzedane
- otrzymane z tego pieniążki zainwestowane w nowe, bardzo fajne i ciekawe książki. Oto one:





Pierwsze dwie książki zamówiłam na stronie amazon.de, z myślą o moim dzieciaczku, bo patrząc na niego już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie temat dzieci i ręcznie robionych drobiazgów dla nich - zabawek, aplikacji na ciuszki, akcesoriów do pokoju dziecięcego itd.  




1. Granny Squars - co to takiego, chyba tłumaczyć nikomu nie trzeba :) Śmieszna sprawa, bo zawsze uważałam je za staromodne i trochę obciachowe, a teraz kocham je bezgranicznie i z głowy nie chcą mi wylecieć. Kobieta zmienną jest ;) W książeczce znajdują się zarówno schematy różnych motywów, jak i ciekawe, nowe inspiracje.

2. Szydełkowe aplikacje - masa wzorów i pomysłów. Od owoców i warzyw, przez zwierzątka, po autka, stateczki itd. Mała rzecz, a cieszy :)

Kolejne książki pochodzą natomiast z amazon.com.uk. Zamawiałam tam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni! Dostawa ekspresowa, a wybrane pozycje nawet o połowę tańsze niż na stronie niemieckiej!



3 i 4) 75 pomysłów na ptaszki, zwierzątka, motylki itd. oraz 100 motywów kwiatowych, to prawdziwa kopalnia wiedzy na temat dzianinowych dodatków! Przepiękne wzory i kolory. Oczu oderwać nie można i wszystkiego chciałoby się spróbować już, teraz, natychmiast :)

5. Cute & easy crochet - nazwa mówi sama za siebie. Kupa prostych, a zarazem pięknych pomysłów wraz z wzorami na dodatki do domu i nie tylko.

6. Szydełowe stworki i potworki. Rewelacyjna i przezabawna pozycja oraz idealna przeciwwaga dla słodkich kwiatków i misiów, bo mamy tu zombiaki, nietoperze, mumie itd. Synek na pewno będzie się za jakiś czas z nich cieszył :)

I to by było na tyle. Teraz tylko czekać na nowe, kolorowe włóczki oraz pierwsze efekty :)

Pozdrawiam cieplutko!

Dopisek:

Serdecznie witam nowego obserwatora - GAZYNIĘ! Moje góru szyciowe, kobieta, która tworzy z materiału prawdziwe cudeńka, a do tego chętnie dzieli się doświadczeniem. Powiem jedynie, że jestem zaszczycona i mocno zmotywowana, do dalszej walki z moją maszyną :)))

wtorek, 7 lutego 2012

Nasze ulubione seriale

Ren-ya wywoła mnie do tablicy i zaprosiła do udziału w zabawie pt." Nasze ulubione seriale". Dziękuję!
Wpis miał się co prawda pojawić nieco wcześniej, ale choróbsko Młodego pokrzyżowało nieco plany...




ZASADY ZABAWY:
1. Opublikuj u siebie na blogu logo taga.
2. Napisz, kto Cię otagował.
3. Zaproś co najmniej 5 innych blogów.
4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali.


Teraz ze względu na ograniczenia czasowe oglądam ich coraz mniej, jednak swego czasu byłam ich prawdziwą maniaczką! Te, które kocham bezgranicznie, znalazły się w pierwszej czwórce i do nich z resztą często wracam. Są dla mnie kultowe, niesamowite i stawiają poprzeczkę na tyle wysoko, że ciężko przebić się czemuś nowemu :) Pozycje 5, 6 i 7, to już czasy liceum i fascynacja pierwszymi "amerykanami". Teraz, kiedy zdarzy się jakaś powtórka, oglądam i nadziwić się nie mogę czym to ja się tak wtedy zachwycałam, ale wielki sentyment pozostał, więc  nie może ich tutaj zabraknąć. Ostatnie trzy, to już nowsze produkcje i według mnie każda ma w sobie to "coś". Nie śledzę ich może już z tak zapartym tchem, jak śledziłam np. "Przystanek Alaska", jednak kiedy już leci, to nie pogardzę :)

Na liście nie zmieściły się już niestety inne fascynacje, a były też czasy, kiedy uwielbiałam np. stare, polskie seriale typu "Wojna domowa" czy "Alternatywy 4", w okresie studiów całymi nocami oglądaliśmy 24 godziny, a i teraz poza niżej wspomnianymi lubię też zerknąć na Prawo i Porządek, Kości czy Monka. No, ale jak 10, to 10 :)

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony www.filmweb.pl
1. Przystanek Alaska



2. Miasteczko Twin Peaks



3.  Mash



4.  'Allo ' Allo!

5. Beverly Hills 90210

6. Przyjaciele

7. Ally Mc Beal

8. Rodzina Soprano

9. Dr. House

10. Mentalista

Do zabawy zapraszam każdego, kto ma na to ochotę, gdyż straciłam już orientację kto brał w niej udział, a kto jeszcze nie :)


Pozdrawiam!

poniedziałek, 6 lutego 2012

SZARAńcza

Wspominałam niedawno tutaj, że do wykonania mam dwie chusty. Ostatecznie stanęło na jednej, gdyż drugi projekt został przełożony na jesień, a ta, którą wykonałam, prezentuje się tak (dla przypomnienia: miało być młodzieżowo, a więc żadne koronki, za to koniecznie z długimi frędzlami)




Chusta, jak widać na poniższym zdjęciu jest ogromna - jej szerokość wynoci aż 240cm! Na szczęście nie jest zbyt ciężka i nosi się bardzo przyjemnie :)




Kolory i wzorek w detalu:




Chustę wykonałam z melanżowej mikrofazy, na szydełku nr 4, a zużyłam jakieś 350 gram. Bardzo przyjemna robótka!


~~~~~~~~~

Teraz, natomiast, tworzę coś jak dla mnie całkiem nietypowego, a to "coś" w fazie początkowej wygląda tak :) 


Są to zaczątki różnych dziewczyńskich drobiazgów, typu wiosenne chusty i czapeczki, a więc różu, kwiatków i motylków zabraknąć nie może. Słodko, że aż mdli, ale nasz klient, nasz pan  :)))

czwartek, 2 lutego 2012

Szydełkowy koszyk - wskazówki

Na prośbę Florentyny w poprzednim poście, wklejam kilka wskazówek odnośnie wykonania szydełkowego koszyka.

Jak już wspominałam, w sieci można znaleźć mnóstwo informacji na tem temat, ale wkleję tutaj opisy, które mi pomogły najbardziej:

1. Genialny i bardzo klarowny opis Pomarańczowego Kota - klik!
2. Schemat Porannej znaleziony na forum u Maranty (Florentyno, jeśli jeszcze tam nie byłaś, koniecznie zajrzyj! Cudowne kobiety i masa pomysłów na różności) klik!
3. Dla tych, którzy sobie słabo radzą z opisami - filmik

Od siebie mogę dodać, że koszyki najlepiej robić podwójną, lub potrójną nitką, z solidnej włóczki, aby trzymały formę. U mnie najlepiej sprawdziła się bawełna, choć wiem, że i z akrylu niektórzy potrafią zdziałać cuda :) Ja, osobiście koszyków nie usztywniałam, bo na moje potrzeby zupełnie wystarczyły takie jakie są, więc w tej kwestii się nie wypowiadam :)

Życzę miłego dziergania!