środa, 18 stycznia 2012

"Dziewczyna z tatuażem" David Fincher

Łącząc przyjemne z pożytecznym, porwałam wczoraj Małżona na kinową randkę :) Przyjemne, bo strasznie miło było spędzić trochę czasu poza domem, tylko we dwoje, a pożyteczne,bo niesamowicie chciałam zobaczyć ekranizację książki, która swego czasu wywarła na mnie wielkie wrażenie i porównać ją z moimi wyobrażeniami.

O czym książka opowiada chyba większość z Was już wie, daruję więc sobie szczegółowy opis i wrzucę jedynie, to co na ten temat mówi  filmweb:

"Film zrealizowany na podstawie bestsellerowej książki. Mikael Blomkvist, znany dziennikarz oskarżony o zniesławienie, otrzymuje nietypowe zlecenie od właściciela koncernu przemysłowego, Henrika Vangera. Ma zbadać sprawę tajemniczego zaginięcia 16-letniej Harriet Vanger, które miało miejsce w latach 60-tych. Blomkvist nie wie, że każdy jego krok jest śledzony przez niezwykle inteligentną hakerkę, Lisbeth Salander, która wykonuje to na prośbę Vangera. Śledztwo z czasem zaczyna odkrywać krwawą i niebezpieczną historię rodziny Vanger."

Odrazu uprzedzam, że szwedzkiej adaptacji nie widziałam, więc porównań nie będzie. Mogę jedynie napisać o wersji amerykańskiej, która okazała się zadziwiająco dobra, a to z kilku powodów.

Po pierwsze, wierne oddany scenariusz. Wiadomo, że nie sposób objąć wszystkich wątków, jednak te, które w moim mniemaniu były najbardziej istotne, zostały zaprezentowane tak, że nie pozostawiły niedosytu czy też jakichkolwiek niejasności. Opinię tę potwierdza również fakt, że moja Druga Połowa, która książki jeszcze nie czytała, nie miała najmniejszego problemu z odnalezieniem się w akcji czy też dużej ilości bohaterów. Wszystko było wyraziste i stworzyło bardzo spójną całość.

Po drugie, bohaterowie. Zarówno Daniel Craig jak i Rooney Mara zagrali wprost rewelacyjnie. Jeśli chodzi o Daniela, to nie miałam nawet cienia wątpliwości, że będzie dobrze, natomiast w przypadku Roonay wątpliwości było sporo, bo jakby nie patrzeć postać Lisbeth jest niesamowicie specyficzna i wymagająca, a ta delikatna dziewczyna na zdjęciu obok (źródło) nie kojarzy się chyba nikomu z taką agresją i determinacją o jakiej czytamy w książce? A jednak dała radę! Tutaj postawiono jednak bardziej na aspekt psychologiczny, mimikę i tę niewypowiedzianą skrytość i nieśmiałość oraz siłę wewnętrzną, aniżeli na sam wyraz twarzy, mówiący całemu światu "Fuck you". Brawo Roonay! Brawa również dla Stellana Skarsgard grającego Martina Vangera, który moim zdaniem wprost został stworzony do tej roli!  Dokładnie tak go sobie wyobrażałam i z wielką przyjemnością obserwowałam rozwój tej postaci na ekranie. Generalnie nie było chyba aktorów, którzy rozczarowali...

Po trzecie, ujęcia. David Fincher po raz kolejny pokazał, że jest po prostu mistrzem w tej dziedzinie. Było niesamowicie klimatycznie i mimo tego, że film jest bardzo długi -158 minut, nie zdążył znudzić czy wymęczć, więc obyło się bez nerwowego zerkania na zegarek z westchniem "ileee jeszcze?", a to chyba największy komplement dla reżysera ;)

Reasumując, film uważam za szalenie dobry. Jest to moja całkowicie subiektywna opinia, wynikająca w dużej mierze z bardzo pozytywnego nastawienia zarówno do książki, jak i reżysera, nie mniej jednak pozostali ludzie w kinie również wyglądali na baaardzo zadowolonych, więc coś w tym musi być. Dla niezdecydowanych polecam obejrzenie zwiastuna:





                                                                                                                             

2 komentarze:

  1. Łał! Aż mi się oczy zaświeciły do Twojego wpisu, bo właśnie strasznie chciałam obejrzeć ten film. Nawet planowałam wyjazd do kina, tylko, że pogoda trochę mnie zniechęca do jazdy samochodem... ale teraz, po Twojej recenzji, chyba się jednak skuszę:)
    (Tym bardziej, że i mąż jest chętny, i nawet moja mama - fanka książkowej trylogii!)

    OdpowiedzUsuń
  2. Renya, bardzo się cieszę, że mogłam Cię troszkę zmobilizować i jestem pewna, że będziecie się dobrze bawić! Ja również nie mogłam się doczekać wyjścia na ten film, a jak już tam dotarliśmy i film się zaczął, to mąż się śmiał, że wyglądam jak dziecko w sklepie z zabawkami, taki miałam uśmiech na twarzy :))
    Daj koniecznie znać jak Twoje wrażenia! Buziaki.

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.