poniedziałek, 30 stycznia 2012

Resztki włóczek - koszyki

Wspominałam już o nich ostatnio, jednak niestety nie miałam ani czasu ani serca do ich sfotografowania. Po 12 latach od zrobienia "prawka" i niejeżdżenia  w końcu zmobilizowałam się i wykupiłam kilka godzin z instruktorem, w związku z czym moją głowę obecnie zaprzątają głównie jazdy i przepisy ruchu drogowego. Średnio pasjonujące, ale przebrnąć trzeba :)

Koszyki powstały trzy: duży, mały i średni. Są w stałym użyciu - genialna sprawa! Wykonałam je ze "spadkowej" bawełny, a więc nazwy nie podam (brak banderolek), kolory to biel i beż, a szydełko nr 4. Konstrukcja prosta, jak budowa cepa :) W sieci masa podpowiedzi.

Pierwszy i największy koszyk służy do przechowywania bieżących robótek (to, co się w nim obecnie znajduje, to kolejne resztkowce, a więc melanżowy kocyk dla Malucha i wiosenny szaliczek z ostatniego motka zielonej Luny)




W średnim koszyku przechowuję różne karteluszki, spinacze, post it'y, długopisy itd. Moje małe zboczenie z okresu studiów - uwielbiam notować, zaznaczać, a im bardziej kolorowo tym lepiej :)




Najmniejszy koszyczek jest już zrobiony dla zasady i na oparach włóczki, więc wiele się w nim nie zmieści, ale zawsze coś!




Całość wygląda na ogół tak i  radośnie wędruje ze mną po domu, najczęściej od kanapy w salonie, gdzie robótkuję i wyszukuję pomysły w gazetkach, po sypialnię, gdzie czytam i zaznaczam najciekawsze fragmenty z książek. Bez tego zestawu ani rusz! 





Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

czwartek, 19 stycznia 2012

Resztki włóczek - pomysły na wykorzystanie

Zaczyna przerażać mnie ilość pojedynczych, nieprzerobionych motków zalegających w szafie! Co roku sobie obiecuję, że się z nimi rozprawię, ale zawsze jest coś "ważniejszego" do wykonania i w efekcie końcowym tylko ich przybywa... Tym razem się zaparłam i postanowiłam, że jak ich nie ruszę, to powędrują na śmietnik, więc trzeba się było rozejrzeć za jakąś inspiracją.

Ja zaliczam się raczej do osób praktycznych, więc zaczęłam od koszyków na drobiazgi, które są bardzo przyjemną, choć dość monotonną robótką. Jak skończę i wypiorę, to zaprezentuję, a póki co dzielę się pomysłami znalezionymi w sieci. Może komuś jeszcze się przyda  :)


Torby, futerały, sakiewki, pojemniki








Zabawki, zawieszki, dekoracje







Pledy, kocyki, pudła z elementów, np. GRANNY SQUARE






Łapki do garnków

 dla miłośniczek stylu rustykalnego :)



 dla Mam, których dzieciaczki koniecznie chcą pomagać w pichceniu


klasyczne


Freeform, czyli coś dla odważnych.
Wszystkie chwyty dozwolone:)





środa, 18 stycznia 2012

"Dziewczyna z tatuażem" David Fincher

Łącząc przyjemne z pożytecznym, porwałam wczoraj Małżona na kinową randkę :) Przyjemne, bo strasznie miło było spędzić trochę czasu poza domem, tylko we dwoje, a pożyteczne,bo niesamowicie chciałam zobaczyć ekranizację książki, która swego czasu wywarła na mnie wielkie wrażenie i porównać ją z moimi wyobrażeniami.

O czym książka opowiada chyba większość z Was już wie, daruję więc sobie szczegółowy opis i wrzucę jedynie, to co na ten temat mówi  filmweb:

"Film zrealizowany na podstawie bestsellerowej książki. Mikael Blomkvist, znany dziennikarz oskarżony o zniesławienie, otrzymuje nietypowe zlecenie od właściciela koncernu przemysłowego, Henrika Vangera. Ma zbadać sprawę tajemniczego zaginięcia 16-letniej Harriet Vanger, które miało miejsce w latach 60-tych. Blomkvist nie wie, że każdy jego krok jest śledzony przez niezwykle inteligentną hakerkę, Lisbeth Salander, która wykonuje to na prośbę Vangera. Śledztwo z czasem zaczyna odkrywać krwawą i niebezpieczną historię rodziny Vanger."

Odrazu uprzedzam, że szwedzkiej adaptacji nie widziałam, więc porównań nie będzie. Mogę jedynie napisać o wersji amerykańskiej, która okazała się zadziwiająco dobra, a to z kilku powodów.

Po pierwsze, wierne oddany scenariusz. Wiadomo, że nie sposób objąć wszystkich wątków, jednak te, które w moim mniemaniu były najbardziej istotne, zostały zaprezentowane tak, że nie pozostawiły niedosytu czy też jakichkolwiek niejasności. Opinię tę potwierdza również fakt, że moja Druga Połowa, która książki jeszcze nie czytała, nie miała najmniejszego problemu z odnalezieniem się w akcji czy też dużej ilości bohaterów. Wszystko było wyraziste i stworzyło bardzo spójną całość.

Po drugie, bohaterowie. Zarówno Daniel Craig jak i Rooney Mara zagrali wprost rewelacyjnie. Jeśli chodzi o Daniela, to nie miałam nawet cienia wątpliwości, że będzie dobrze, natomiast w przypadku Roonay wątpliwości było sporo, bo jakby nie patrzeć postać Lisbeth jest niesamowicie specyficzna i wymagająca, a ta delikatna dziewczyna na zdjęciu obok (źródło) nie kojarzy się chyba nikomu z taką agresją i determinacją o jakiej czytamy w książce? A jednak dała radę! Tutaj postawiono jednak bardziej na aspekt psychologiczny, mimikę i tę niewypowiedzianą skrytość i nieśmiałość oraz siłę wewnętrzną, aniżeli na sam wyraz twarzy, mówiący całemu światu "Fuck you". Brawo Roonay! Brawa również dla Stellana Skarsgard grającego Martina Vangera, który moim zdaniem wprost został stworzony do tej roli!  Dokładnie tak go sobie wyobrażałam i z wielką przyjemnością obserwowałam rozwój tej postaci na ekranie. Generalnie nie było chyba aktorów, którzy rozczarowali...

Po trzecie, ujęcia. David Fincher po raz kolejny pokazał, że jest po prostu mistrzem w tej dziedzinie. Było niesamowicie klimatycznie i mimo tego, że film jest bardzo długi -158 minut, nie zdążył znudzić czy wymęczć, więc obyło się bez nerwowego zerkania na zegarek z westchniem "ileee jeszcze?", a to chyba największy komplement dla reżysera ;)

Reasumując, film uważam za szalenie dobry. Jest to moja całkowicie subiektywna opinia, wynikająca w dużej mierze z bardzo pozytywnego nastawienia zarówno do książki, jak i reżysera, nie mniej jednak pozostali ludzie w kinie również wyglądali na baaardzo zadowolonych, więc coś w tym musi być. Dla niezdecydowanych polecam obejrzenie zwiastuna:





                                                                                                                             

wtorek, 17 stycznia 2012

Top 10: ulubione cytaty z literatury

 Zacznę tym najbardziej aktualnym ;)


„Bo fakt, że to nie sztuka mieć dzieci, ale trzeba jeszcze mieć czas, żeby je wychować.” 

Eric Ammanuel Schmitt "Oskar i Pani Róża"


Ze względu na mojego - ostatnio baaaardzo absorbującego - Szkraba, czasu wolnego mam obecnie jak na lekarstwo, niemniej jednak zawsze staram się znaleźć choćby krótka chwilkę na kilka stron książki, pare machnięć szydełkiem... czy też zabawę z Futbolową :)


Cytaty... tyle się ich przewinęło w ciągu mojego życia. Niektóre spisane, niektóre jedynie zapamiętane, część z nich powtarzana po dzień dzisiejszy, a część zachowana jedynie z sentymentu. Które wybrać? Te zabawne czy może te, które najmocniej poruszyły? Ciężka decyzja. Będzie mieszanka :)


Z dedykacją dla synka :)
Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem.
Gabriel Garcia Marquez 

Z dedykacją dla męża :D

Armia, małżeństwo, kościół i bank: oto czterech Jeźdźców Apokalipsy
            
Carlos Ruíz Zafón "Cień wiatru"  


Małżeństwo zawsze jest związkiem dwojga ludzi gotowych przysiąc, że tylko to drugie chrapie.
                                                          Terry Pratchett "Piąty elefant"
Inne:

Nienawidzę uczucia, że ktoś mną kieruje, nawet jeśli to dla mojego dobra; a może zwłaszcza wtedy.
William Wharton "Niezawinione śmierci"
  
Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim.

G. Orwell "Folwark zwierzęcy"
 
Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi.
Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli"


Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać.

Andrzej Sapkowski "Wieża Jaskółki"


– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...) – Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.
M. Bulhakov "Mistrz i Małgorzata"
 
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Jonathan Carroll "Szklana Zupa"


A na koniec motyw przewodni mojego bloga :)


Aby nuda była przyjemna, musi istnieć coś, z czym można ją porównać.

T. Pratchett "Eryk"



niedziela, 15 stycznia 2012

Na włoską nutę

Kochani, tym razem nie będzie ani o książkach, ani o robótkach, za to o czymś niesamowicie pysznym, czym uraczyła nas dzisiaj nasza włoska przyjaciółka.
Poczułam się przez chwilkę jak bohaterka powieści Pani de Blasi, kiedy to stojąc z F. w kuchni wdychałam te wszystkie fantastyczne zapachy, tarłam parmezan i słuchałam opowieści o regionie z którego te potrawy pochodzą (południe Włoch), że o kosztowaniu tych dobrodziejstw nie wspomnę :) Przepisy oczywiście spisałam i wrzucam je tutaj ku pamięci i ku inspiracji.

Nasze menu składało się z 3 dań:

1. Vitello tonnato (przystawka)
2. Risotto gorgonzola (danie główne)
3. Torta paesana (deser - banalnie prosty do wykonania, a w smaku rewelacyjny!!!)
oraz włoskiego, białego wina Chardonnay


VITELLO TONNATO

600 gram cielęciny gotujemy przez 1,5h w wywarze składającym się z: 1 litra białego wina, 0,5-1 litra bulionu, 5 listków laurowych, 4 goździków, kilku ziarenek pieprzu i gałązki rozmarynu. Polewamy sosem na który miksujemy: 3 ugotowane jajka, 6 szt. anchovis (małe sardynki), 100gram tuńczyka w oleju, 10gram kaparów, soli i pieprzu.




RISOTTO GORGONZOLA

Składniki:
- 1litr bulionu
- 1 szklanka białego wina
- 1 średniej wielkości cebula
- 100 gram serka gorgonzola (im bardziej pikantny, tym lepszy)
- 100 gram parmezanu
- 300 gram ryżu do risotto*
- 2 gruszki (my pominęliśmy ten punkt)
- garść włoskich orzechów do dekoracji
- odrobina oliwy z oliwek i ok 50 gram masła

*dobór odpowiedniego ryżu jest podstawą dobrego risotto! Ziarna powinny być sporawe, lekko transparentne i w żadnym razie pachnące jaśminem czy innym takim :) Polecane firmy włoskie: carnaroli, scotti, flora.


Przygotowanie:

1.  W garnku rozgrzać oliwę z oliwek z połową przygotowanego masła, wrzucić celbulę, podsmażyć, dodać ryż, lekko go sprażyć.
2. Dolać wino, a jak nieco już odparuje, podlewać całość bulionem, dolewając po chochelce i ciągle mieszając.
3. Kiedy ryż jest już al dente, a więc dobry, choć odrobinę twardawy, dodajemy ser gorgonzola, a po jego rozpuszczenie (ok 3 min.) dorzucamy parmezan i resztę masła, która ma za zadanie całość ładnie związać.
4. Przekładamy na talerz, posypując orzechami.




TORTA PAESANA
("chłopskie ciasto") 

Składniki:
- 300 gram starego, suchego chleba
- 1 litr mleka
- 2 jajka
- 120 gram cukru
- 6 łyżek kako
- kilka kropel amaretto
- orzechy, rodzynki, jabłko - według uznania
Przygotowanie: Chleb kruszymy lub kroimy w kosteczkę i namaczamy w gorącym mleku. Odstawiamy na kilka godzin, najlepiej na noc. Dodajemy kolejno wszystkie składniki i dokładnie mieszamy. Pieczemy przez godzinę w temperaturze 190 stopni.


poniedziałek, 9 stycznia 2012

Rymowanki polskie

Zaczyna się :) Nie sądziłam, że tak szybko do tego dojdzie, ale czas na pierwszą książeczkę z biblioteki Juniora, którą niezmiennie "czytamy" od Bożego Narodzenia, kiedy to znaleźliśmy ją pod choinką.

Kiedy wzięłam do rąk "Rymowanki" w pierwszej chwili pomyślałam, że prezent choć piękny, to jednak będzie musiał swoje odczekać, bo przecież dziecię jeszcze za małe na przygodę z literaturą (9 miesięcy). Nic bardziej mylnego! Synka wprost zauroczyły te melodyjne wierszyki, a jeszcze jak Mama do tego robi z siebie  wariata i dodaje efekty specjalne w postaci śpiewania (na mój antytalent w tej kwestii zsuwamy grzecznościowo zasłonę milczenia) , machania wszelkimi dostępnymi kończynami - swoimi bądź dziecinnymi, tudzież sczypania,głaskania czy drapania, to chichotowi Malucha nie ma końca, a o to przecież  chodzi!

Książka wydawnictwa Martel zawiera (oprócz kilku mniej znanych) praktycznie wszystkie wierszyki i rymowanki, które większość z nas pamięta ze swoich lat dziecinnych: Siała baba mak, Warzyła sroczka kaszkę, Fiku miku na patyku, My jesteśmy krasnoludki, W murowanej piwnicy, Krakowiaczek jeden, W pokoiku na stoliku, Idzie rak nieborak, Chodzi lisek, Uciekaj myszko do dziury, Idzie kominiarz itd. Jest ich całkiem sporo, bo ponad setka, więc zabawa na kilka godzin murowana, a dodatkowym atutem tego wydania są wspaniałe ilustracje autorstwa Pani Krystyny Michałowskiej, która była również ilustratorkę serii "Poczytaj mi mamo".

Książkę z całą pewnością warto mieć w swoich zasobach, gdyż jestem bardziej niż pewna, że posłuży ona przez długie lata. Z czystym sumieniem polecam każdemu rodzicowi oraz cioci/wujkowi, którzy nie mają pomysłu na prezent dla dziecka - jest to bardzo miła odmiana po tych wszystkich pstrokaciznach, dziwnych stworach i pozostawiających wiele do życzenia tekstach, które na ogół można znaleźć, przeglądając dział z książkami dla najmłodszych (niedalej jak 2  tygodnie temu wybrałam się z moim 5-letnim chrześniakiem do Empiku i miałam przyjemność poprzeglądać nowości w tej dziedzinie... momentami nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać i do tej pory zadaję sobie pytanie kto to kupuje?)


Na koniec mało poprawny politycznie, aczkolwiek wesoły wierszyk, który darzę ogromnym sentymentem  a którego absolutnie nie spodziewałam się znaleźć w tej książeczce. A jednak był :)

Wyszedł żuczek przed chałupkę,
Zdjął majteczki, zrobił kupkę.
- Żuczku, żuczku coś ty zrobił ?
- Jam chałupkę przyozdobił !
Bo chałupka cała biała,
Czarna plamka się przydała

Przed oczami staje mi natychmiast gospodarstwo dziadków, roześmiany Tato, palący fajkę, ja siedząca na jego kolanach i nasz konspiracyjny szept, kiedy to uczyłam się tych - w moim ówczesnym wyobrażeniu - niecenzuralnych słów na pamięć :)
Jestem strasznie ciekawa, którą rymowankę moje dziecko upodoba sobie za jakiś czas najbardziej i jakie wpsomnienia będą z tym związane...

Wyzwanie czytelnicze "Z półki"

Skoro już w temacie wyzwań jesteśmy... Co prawda miałam już nie brać udziału w żadnym z nich,  jednak w związku z tym, że postanowiłam w tym roku czytać głównie to, co znajduje się już w mojej bibliotece, nie zaszkodzi chyba jak dołączę do kolejnej zabawy, która bardzo do tego motywuje :)

Wyzwanie nosi nazwę "Z półki" i polega właśnie na czytaniu książek z własnych zasobów. Do wyboru są 4 poziomy:

Poziom 1 – liczba przeczytanych książek “z półki” – od 1 do 5
Poziom 2 – liczba przeczytanych książek “z półki” –  6-10
Poziom 3 – liczba przeczytanych książek “z półki” – 11-15
Poziom 4 – liczba przeczytanych książek “z półki” – 16 lub więcej

Ja zdecydowałam się na poziom 3 :)

Więcej szczegółów tutaj



niedziela, 8 stycznia 2012

Wyzwanie "Reporterskim okiem" - PODSUMOWANIE 2011

Choć wszelkie statystyki lubię i kilka nawet prowadzę, postanowiłam w tym roku dać sobie spokój z upublicznianiem swoich przemyśleń, gdyż nie sądzę, aby poza mną kogoś one szczególnie zainteresowały :) Wyjątkiem jest kwestia wyzwania, którego się podjęłam, bo z tym rozliczyć się wypada, zwłaszcza, że i w tym roku postanowiłam kontynuować swoją przygodę literaturą non - fiction.




Głównym założeniem wyzwania było przeczytanie 6 książek w roku z zakresu liteteratury faktu, a ja w 2011 roku przeczytałam ich 7. Myślałam co prawda, że będzie ich nieco więcej, ale niestety nie wyszło, co wcale nie jest takie złe, gdyż dzięki temu pozostało mi kilka perełek na rok obecny :)


Z przeczytanych przeze mnie książek największe wrażenie wywarły na mnie 3 pozycje:

1. "Dziewczyny wojenne" Łukasz Modelski - recenzja
2. "Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł - recenzja
3. "Samsara. Na drogach, których nie ma" Tomek Michniewicz - recenzja

Całkiem sympatyczne, choć nie aż tak poruszające były:

4. "Zapiski (pod)różne" Martyna Wojciechowska - recenzja
5. "Z Miśkiem w Norwegii" Aldona Urbankiewicz - recenzja

Dobra, aczkolwiek z pewnym zastrzeżeniem okazała się książka Cejrowskiego:

6. "Podróżnik WC" Wojciech Cejrowski - recenzja

A najsłabszą i bardzo irytującą  pozycją było kieszonkowe wydanie Pawlikowskiej:

7. "Blondynka w Tybecie" Beata Pawlikowska - recenzji brak.

Tyle odnośnie roku 2011. Co chciałabym przeczytać w 2012? Z całą pewnością sięgnę po "Gottland" Szczygła, "Gorączkę" Michniewicza oraz "Kobietę na krańcu świata 2" Wojciechowskiej, być możę spróbuję się przekonać do Pawlikowskiej (ale tylko w wersji normalnej!), ciekawi mnie nieco "Gaumardżos" Mellerów, a co do reszty, to pozostawiam sobie wolny wybór, bo wszyscy wiemy jak to bywa z planami ;)


Na koniec chciałabym jeszcze bardzo serdecznie podziękować organizatorce - Mooly za świetną zabawę, masę inspiracji i możliwość przystąpienia do kolejnej części wyzwania!!! Pozdrawiam Cię Marzenko :)

sobota, 7 stycznia 2012

"Amandine" Marlena de Blasi

Pierwszą przeczytaną przeze mnie w tym roku książką jest (znaleziona pod choinką) "Amandine" Marleny de Blasi. Jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale na pewno nie ostatnie.

Historia Amandine rozpoczyna się w 1931 roku w Krakowie, gdzie przychodzi na świat jako nieślubne dziecko Andżeliki, nastoletniej córki harbiny Czartoryskiej. Hrabina w obawie przed skandalem oraz z pewnych  pobudek osobistych pragnie ukryć fakt pojawienia się dziewczynki, w związku z czym kłamiąc, że dziecko zmarło, wywozi je potajemnie do klasztoru Montpellier we Francji i tam pozostawia pod opieką zakonnic oraz starannie dobranej opiekunki Solange. Wszystko odbywa się bardzo dyskretnie i nikt nie poznaje prawdziwej tożsamości dziecka, w związku z czym otrzymuje ono nowe dokumenty oraz imię Amandine. Biała karta. Dziewczynka wbrew rokowaniom (urodziła się z poważną wadą serca) rozwija się wspaniale, jednak co rusz musi się zmagać z niechęcią otoczenia - szykany siostry przełożonej, niechęć rówieśniczek oraz surowa atmosfera klasztoru, wszystko to sprawia, że gdy tylko nadaża się okazja, troskliwa Solange postanawia wywieźć Amandine do swojej rodzinnej posiadłości na północy Francji. Niestety w tym momencie wybucha wojna i podróż ta staje się koszmarem. Amandine, która ciągle marzy o odnalezieniu biologicznej matki z całych sił próbuje się w tym wszystkim odnaleźć, jednak życie szykuje kolejne niespodzianki i sprawy mocno się komplikują, również w rodzinie Czartoryskich. Czy historia zakończy się szczęśliwie? Nie zdradzę. 


Przyznam szczerze, że zawsze z pewnym zakłopotaniem sięgam po książki zagranicznych autorów, które jakkolwiek dotykają historii Polski. Nie wiedzieć czemu, obawiam się niezbyt dobrego zrozumienia tematu czy też naszej nieco specyficznej mentalności, jednak tym razem zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Autorka nad wyraz celnie zobrazowała Polskę, co widać na poniższym przykładzie:

"Był szósty stycznia trzydziestego dziewiątego roku. Pięć szalonych dni po tym, jak blisko dwa miliony żołnierzy zaatakowało granice Polski (...) by zniszczyć polską armię i polską duszę. Ale tego próbowano już wcześniej. Historyczne rozbiory i przesuwanie granic. Każdy naród, który dotykał polskiej ziemi, pragnął ją przerobić na swoją modłę, kroił ją, puszczał krew, próbował stłumić jej polskość, nazywał ją Prusami, Niemcami, Rosją lub Austrią. Inwazje, dominacje, państwa policyjne, prześladowani, marionetkowe rządy, zmiana nazwy, a "my nadal jesteśmy Polską".  To nie polska machina militarna - słaba, zniszczona - przerażała Niemców w trzydziestym dziewiątym roku ani szaleńcza odwaga bohaterów - jedynej armii w Europie, która walczyła od pierwszego do ostatniego dnia wojny. Nie, chodziło o machinę moralną. Polska lojalność kwitła nie w obliczu ohydnego rzeźnika, lecz w obliczu człowieczeństwa Polaków. Tak, to ich polskość, ta nieugięta polskość najbardziej gnębiła chłopców Führera". str.163


Zastanawia mnie skąd w autorce taka znajomość tematu? Czyżby ją coś z naszym krajem łączyło? I nie mam tu na myśli tylko powyższego cytatu, ale całokształt tego co na temat Polski i Polaków w tej książce znalazłam.

Mnie, osobiście, książka bardzo wciągnęła, a styl pisania Pani de Blasi po prostu zauroczył. Krótkie, bardzo wyważone zdania, gdzie żadne słowo nie wydaje się zbędne, tworzą niesamowity klimat. Czasem wbijają fotel swoją surowością, a czasem wprawiają w tak nostalgiczny nastrój, że aż chciałoby się tą biedną, kochaną Amandine wyrwać z kart książki i przytulić :) Być może sama fabuła nie jest nad wyraz oryginalna, jednak książka jako całość ma w sobie to "coś", co sprawia, że czyta się ją jednym tchem, a to co po jej przeczytaniu nasuwa się na myśl, to stwierdzenie równie banalne, co prawdziwe: tam nasz dom, gdzie serce nasze...

" - Czy kiedyś tu wrócimy?
- Chyba tak. Kiedyś. Ale wtedy nie będziemy już takie same i mieszkający tu ludzie, a nawet dom i ziemia, też nie będą tacy sami. Dobrze jet wracać do dawnych miejsc, pod warunkiem, że się to rozumie." str. 233

Moja ocena: 4,5/6

czwartek, 5 stycznia 2012

Top 10: Dziesięć książek do przeczytania w 2012 roku

Skoro już wróciłam, to czas na kolejną część zabawy z Kreatywą :)




Temat na ten tydzień brzmi: Dziesięć książek do przeczytania w 2012 roku i choć kolejka książek czekających na przeczytanie w tym roku jest przynajmniej dziesięciokrotnie dłuższa, to w gruncie rzeczy bez większego problemu udało mi się wybrać te do przeczytania w pierwszej kolejności. Sprawę znacznie  ułatwiło mi jedno z moich noworocznych postanowień, które brzmi "Zapasy książkowe zmniejszać, a nie powiększać!", w związku z czym wszystkie niżej przedstawione pozycje wybrałam z mojej domowej biblioteczki. Pierwsze pięć pozycji, to książki polskie, natomiast kolejne pięć, zagraniczne.



 1. "Lala" Jacej Dehnal
2. "Bieguni" Olga Tokarczuk
3. "Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski
4. "Monopol na zbawienie" Szymon Hołownia
5. "Złote żniwa" Tomsz Gross


 6. "Opętanie" A. S. Byatt
7. "Norwegian Wood" H. Murakami
8. "Dom duchów" I. Allende
9. "Chłopiec z latwcem" K. Hosseini
10. "Połówka żółtego słońca" Chimamanda Ngozi Adichie


O każdej z tych książek naczytałam się lub nasłuchałam wiele dobrego, tak więc mam wielką nadzieję, że się nimi nie rozczaruję, a przede wszystkim, że uda mi się je wszystkie w nadchodzących 12 miesiącach przeczytać! :)