czwartek, 10 listopada 2011

"Niemiecki taniec" Maria Nurowska

Nie wiem co takiego ma w sobie proza Nurowskiej, że nie potrafię przejść obok niej obojętnie. Choć w planie były inne książki do przeczytania, a ponad to obiecałam sobie nic nowego nie kupować (kilka zamówień czekało już na mnie w Polsce), to jak tylko zobaczyłam wyżej wspomnianą pozycję na ebayu, nie potrafiłam się powstrzymać przed licytacją. Tak więc kupiłam, przeczytałam i choć bez rozczarowań się nie obyło, to mimo wszystko nie żałuję.

Opis z okładki:

"Ulice Monachium w Sylwestra 2000 roku. Pośród tłumu witającego nowe stulecie Eliza von Saarow, jedna z bohaterek powieści, wraca myślami do czasów młodości spędzonej na Pomorzu. Pozostawiła tam ruiny rodowej siedziby, groby przodków i wielką miłość swojego życia.Druga z bohaterek, misjonarka Marianna von Saarow, umiera w Afryce zarażona AIDS.Od czasów wojny i tułaczki te dwie kobiety dzieli rodzinna tajemnica. Czy znajdą w sobie odwagę, aby u schyłku życia się z nią zmierzyć?"

Po pierwsze: Monachium kocham miłością wielką i dozgonną. To tutaj żyję od kilku lat i fakt jest taki, że już choćby z tego względu, iż akcja po części toczy się w tym właśnie mieście, moja opinia o tej książce jest dużo bardziej pozytywna niż być powinna. Po drugie: jak już wspominałam we wstępie bardzo lubię styl pisania Nurowskiej, więc i tutaj ciężko o obiektywizm. Prawda jest jednak taka, że pomijając powyższe stwierdzenia "Niemiecki taniec" jest książką dość przeciętną.

Historia opowiada o losach dwóch kobiet, które tak na prawdę nigdy nie odnalazły swego miejsca ani tożsamości. Po części Polki, po części Niemki, wszędzie były traktowane po macoszemu. Wychowane w bogactwie na Pomorzu nagle tracą wszystko. Wojna zabiera rodzinę, rezydencje rodowe, pieniądze, a one same muszą poradzić sobie z brutalną rzeczywistością, co wcale nie jest takie proste, biorąc pod uwagę fakt, iż Eliza właśnie została matką. Wyjeżdżają więc z Polski i w tym właśnie miejscu zaczynają się pojawiać problemy, intrygi i nieporozumienia, które rozrzucą kobiety po świecie i sprawią, że ponowny kontakt zostanie nawiązany dopiero po latach. Myli się jednak ten kto myśli, że sprawy się wyjaśnią, a Marianna i Eliza odzyskają spokój ducha. Ich powojenne przejścia odcisnęły tak wielkie piętno na ich wzajemnych relacjach, że nawet po latach nie potrafią sobie do końca wyjaśnić pewnych spraw, a już tym bardziej przebaczyć błędów młodości.

Książkę czyta się jednym tchem. Choć w pewnych momentach autorkę nieco poniosło i pojawiają się wątki, hmmm...nazwijmy je dość dyskusyjne, to na dłuższą metę nie zakłóca to przyjemności czytania. Nie jest to na pewno książka, która zmieniła moje życie, jednak z całą pewnością sięgnę po kolejne pozycje tej autorki.

Moja ocena: 3/6

2 komentarze:

  1. Rzeczywiście opis z okładki brzmi intrygująco. Osobiście bardzo lubię historie kobiece, których relacje zwykle są mocno pokomplikowane. Doświadczenia wojenne zaś, przyprawione na dodatek nie do końca określoną tożsamością narodową, zwiastowały naprawdę ciekawy temat dla powieści.

    Szkoda, że całość nie spełniła oczekiwań... Choć jeśli pomimo to czyta się jednym tchem, to chyba warto jednak po tę pozycję sięgnąć?

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie na ten opis dałam się nabrać :) Lektura owszem, bardzo przyjemna, jednak z ręką na sercu muszę przyznać, że czytywałam dużo lepsze o podobnej tematyce. Gorąco polecam za to "Dziewczyny wojenne", które czytam obecnie. REWELACYJNA książka, która momentami dosłownie wbija w fotel.

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.