sobota, 26 listopada 2011

"Dziewczyny wojenne. Prawdziwe historie" Łukasz Modelski

"Nie pozwoliły aby wojna zniszczyła ich marzenia.
Wojna to z pozoru męska sprawa. Zmienia jednak kobiece losy tak samo mocno, jak męskie. Jak żyć w czasach, gdy własne wesele kończy się aresztowaniem przez gestapo, gdy tylko bliski poród wstrzymuje wykonanie wyroku śmierci, gdy powodzenie zadania wymaga nawiązania romansu z wrogiem? Jak zachować kobiecą wrażliwość, gdy wokół panuje okrucieństwo, przemoc i niesprawiedliwość? Gdy najmodniejszym dodatkiem staje się biało-czerwona opaska, a w torebce, obok szminki i lusterka, trzeba schować pistolet?
Łukasz Modelski wysłuchał jedenastu niezwykłych historii kobiet, których młodość upłynęła pod znakiem drugiej wojny światowej. Są wśród nich córka marszałka Piłsudskiego i wnuczka księcia Lwowa, premiera rewolucyjnego rządu rosyjskiego, która pokochała legendę polskiego podziemia - majora Łupaszkę).
Nie chcą, by nazywać je bohaterkami, ale ich historie zapierają dech w piersiach - akces do oddziału żywych torped, udział w akcjach egzekucyjnych AK, ratowanie żydowskich dzieci. Pozostają zarazem młodymi, pięknym kobietami, które chcą kochać w tych nieludzkich okolicznościach, a do Powstania Warszawskiego idą w najlepszych sukienkach, aby być gotowymi na paradę zwycięstwa.
Wzruszająca i fascynująca lektura. Książka inna niż wszystkie."
(Opis z okładki)


Książka inna niż wszystkie... tak, to bardzo celne określenie. Już dawno nie zdarzyło mi się czytać książki w tak wielkim skupieniu i z takimi wypiekami na twarzy, a emocje temu towarzyszące, porównywalne z tymi po przeczytaniu "Kamieni na szaniec" po raz pierwszy, a więc niedowierzanie, duma i wzruszenie bez końca. Jedenaście niesamowitych kobiet, jedenaście niesamowitych opowieści:

1. Halina "Dzidzia" Witting z domu Rajewska: sześciogodzinna mężatka
2. Magdalena Grodzka-Gużkowska z domu Rusinek: po poręczy
3. Halina "Hala" Chlistunow: w tej letniej sukience
4. Zenobia "Zenia" Klepacka z domu Żurawska: trochę z boku
5. Barbara Matys-Wysiadecka: schowałam się, bo co ja powiem
6. Jadwiga "Jagoda" Piłsudska-Jaraczewska: jedyna Polka w rodzinie
7. Irena "Irka" Tyman z domu Baranowska: znaliśmy się od zawsze
8. Wanda Kiałka z domu Cejkówna: chciałaby Pani należeć gdzieś?
9. Lidia "Lala" Lwow-Eberle: jakoś samo przyszło
10. Alicja "Ala" Wnorowska: żadna wielka miłość
11.Zofia "Zosia" Wysocka z domu Wikarska: ja Ci dam wojnę


Odkąd sięgam pamięcią, wojna faktycznie kojarzy mi się tylko z mężczyznami. Opowieści o pradziadku wracającym z frontu (I wojna światowa), o dziadku (II wojna światowa), historie Taty, który zmuszony był brać udział w najeździe na Czechosłowację i który otarł się o wojnę w Iraku... Wszystko to znam jedynie z męskiego punktu widzenia. Kobiety miały w tym czasie inną rolę - opiekowały się dziećmi oraz schorowanymi rodzicami/teściami, a ponadto próbowały wiązać koniec z końcem w tych nieludzkich i ciężkich czasach, modląc się o szczęśliwy powrót swoich małżonków. Siłą rzeczy przekonana byłam, że takie właśnie są reguły gry i, że taki porządek tego świata, więc tym większym zaskoczeniem były dla mnie "Dziewczyny wojenne". Być może zabrzmi to nieco patetycznie, ale po części runął mój światopogląd. Runął, jednak w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo i owszem, zdaję sobie sprawę, że płeć piękna miała w wojnie swój udział, jednak zawsze myślałam o takich Paniach w kontekście pojedynczych przypadków, takich które to podporządkowują całe życie innym, poświęcając się bez końca, kosztem własnego szczęścia czy rodziny. Okazuje się, że byłam błędzie, w bardzo dużym błędzie! Bohaterki tej książki, to nie tylko "żołnierze", ale młode kobiety z krwi i kości - rozśpiewane, malujące usta pomadką i noszące sukienki, mające swoje małe i duże  marzenia odnośnie studiów, mężów, dzieci, kokietujące, zadziorne, a jednak niesamowicie odważne, waleczne i zdolne do poświęceń, których nie powstydziłby się żaden mężczyzna. Mieszanka wybuchowa, sprawiająca, że nie sposób się od tych historii oderwać!

To co mnie w tej książce najbardziej urzekło, to sposób w jaki bohaterki opisują swoje przeżycia. Opowiadają wszystko bez cienia samouwielbienia, patosu czy też dramatyzmu, choć temat bardzo bolesny. Czasem z humorem, czasem z rezerwą, za każdym razem niesamowicie ciekawie. Nie wybielają się, często śmieją się ze swoich typowo "babskich" reakcji, sprawiają wrażenie, jakby takie rzeczy jak aresztowanie na własnym ślubie, zesłanie na 20 lat na roboty przymusowe do Rosji, poród i wychowywanie dziecka w więzieniu, latanie szybowcami pod ostrzałem czy też wieloletnia tułaczka po lasach z partyzanką, były czymś najnormalniejszym pod słońcem! Zapewne w tamtych czasach tak właśnie było, gdyż bardzo częto pojawia się stwierdzenie, że każdy chciał gdzieś przynależeć, działać, a więc szukał kontaktów do "podziemia", aby jak najlepiej służyć ojczyźnie, jednak z perspektywy czasu brzmi to tak niesamowicie, że czyta się to nie tyle jak historie prawdziwe, a jak powieść sensacyjną i najlepszy thriller zarazem. Gdyby nie liczne fotografie, można by się nie raz zapomnieć...

Tysiące myśli, tysiące pytań przelatuje przez głowę po przeczytaniu tej książki. Wbija ona w fotel i nie pozwala o sobie zapomnieć. Z czystym sumieniem POLECAM i to nie tylko miłośnikom historii, bo każdy, choć odrobinę wrażliwy człowiek znajdzie w niej coś dla siebie.

Moja ocena: 6/6


Książkę dopisuję do wyzwania "Reporterskim okiem"




wtorek, 22 listopada 2011

Być kobietą, być kobietą...

Czy ktoś jeszcze pamięta słowa piosenki Alicji Majewskiej o wyżej wspomnianym tytule?

Być kobietą, być kobietą - marzę ciągle będąc dzieckiem,
być kobietą, bo kobiety są występne i zdradzieckie...
Być kobietą, być kobietą - oszukiwać, dręczyć, zdradzać
nawet, gdyby komuś miało to przeszkadzać.

Mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże
i od stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże.
Na bankietach, wernisażach pokazywać się codziennie...
Być kobietą - ta tęsknota się niekiedy budzi we mnie...


Ja, osobiście bardzo ją lubię i właśnie przy akompaniamencie tejże piosenki powstało kilka nowych drobiazgów biżuteryjnych. Miało być delikatnie, kobieco i subtelnie - myślę, że się udało :)

Kolczyki wykonane z małych i dużych perełek Swarovskiego oraz srebrnych bigli i szpileczek:



Mniej szlachetne materiały (szklane koraliki oraz posrebrzane półfabrykaty), za to kolorki cudne!



A na koniec taka typowo babska zakładeczka do książki:


Tym razem będę egoistką i nic nie powędruje na prezenty. Wszytko zachowam dla siebie, a co! :)

poniedziałek, 21 listopada 2011

"Cukiernia pod Amorem. Hryciowie" Małgorzata Gutowska - Adamczyk

Nareszcie moja ciekawość została zaspokojona! Po kilku miesiącach męczarni związanej z wyczekiwaniem na kolejną część tej przepięknej rodzinnej sagi, mogłam się nareszcie zatopić w lekturze tomu trzeciego i w żadnym wypadku nie zgodzę się z opiniami, iż autorka każdym kolejnym tomem zaniżała poziom! Owszem, są one zróżnicowane, jednak moim zdaniem właśnie to działa na ich korzyść, ponieważ tym samym zaskakują i jeszcze bardziej wciągają.

Choć każdy z tomów opowiada o losach innej rodziny, to wspólnym mianownikiem wszystkich części jest tytułowa cukiernia oraz tajemnica pewnego pierścienia, odnalezionego po latach w podziemich Gutowskiego rynku. Historie wszystkich trzech rodzin subtelnie się przeplatają, a opowiadane są dwutorowo - z jednej strony śledzimy czasy dawno minione, z drugiej zaś współczesne, kiedy to potomkowie wspomnianych już rodów odkrywają kolejne tajemnice rodzinne, a równocześnie próbują odnaleźć się w otaczającej ich rzeczywistości. W książkach tych znajdziemy więc praktycznie wszystko, czego należy wymagać od porządnej, rodzimej sagi - wielowątkowość, ciekawych bohaterów, życie w czasach prosperity w pięknych, polskich dworach, wielkie miłości, niesamowite intrygi, czasy zawieruchy wojennej, masę emocji z nutką patriotyzmu, smutną Polskę w czasach PRLu oraz rzeczywistość, która nas obecnie otacza. To samo tyczy się bohaterów - wyraziści, sugestywni, pełnokrwiści! Każda postać, nawet ta drugo- czy też trzecioplanowa, jest tak wyraźnie zarysowana, że nawet przez moment nie ma się tego (jakże często spotykanego) wrażenia sztuczności i czy to czytając o hrabiach Zajezierskich, drobnych złodziejaszkach Cieślakach czy też o walczących o przetrwanie Hryciach , czyta się o ludziach z krwi i kości, ze wszystkimi ich słabościami, co akurat moim zdaniem ma o tyle duże znaczenie, że dzięki temu przestają być one postaciami "papierowymi", a stają się w pewien sposób kimś bliskim i tym mocniej przeżywa się ich losy.

Hryciowie są ostatnią częścią tej znakomitej sagi i znajdujemy tu rozwiązanie większości zagadek. Rozwiązanie zaskakujące i pozostawiające leciutki niedosyt. Zabieg autorki, aby czytelnik sam sobie dopowiedział niektóre kwestie jest według mnie strzałem w dziesiątkę, gdyż to, że nie ma tu wszystkiego podanego na tacy sprawia, że jeszcze długo po zakończeniu lektury snuje się własne domysły, a w ten sposób niełatwo o książce zapomnieć...

Jak i przy poprzednich częściach, tak i tym razem nie mogę wyjść z podziwu nad kunsztem Pani Gutowskiej - Adamczyk. Tyle wątków, tylu bohaterów, kawał polskiej historii, a wszystko połączone w tak spójną całość! Brawo. Z całego serca życzyłabym sobie, aby w polskiej literaturze pojawiało się jak najwięcej tak ciepłych, wciągających i wartościowych lektur.

Moja ocena: 6/6

Opis pochodzący stąd:

"Podczas wykopalisk na rynku w Gutowie archeolodzy dokonują niezwykłego odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod Amorem. Iga próbuje rozwikłać dawną rodzinną tajemnicę. W poszukiwaniu odpowiedzi prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z najświetniejszych mazowieckich rodów.
W ostatnim tomie tej bestsellerowej sagi poznamy burzliwe losy Giny Weylen w czasie drugiej wojny światowej. Wyruszymy wraz z nią w pełną dramatyzmu podróż po okupowanej Europie, z rodziną Zajezierskich zaś pochylimy się nad tymi, którzy zostali w kraju.
Bliżej poznamy historię Celiny i jej małżeństwa, a także dowiemy się, w jakich okolicznościach Hryciowie stali się właścicielami cukierni Pod Amorem. Czy Idze uda się rozwiązać zagadkę tajemniczego pierścienia? Czy Celina wróci do zdrowia i spotka się z miłością swego życia? Czy spełnią się ambitne plany Igi, a jej ojciec zazna wreszcie szczęścia w życiu osobistym?
Autorka przeplata przeszłość z teraźniejszością, tworząc niepowtarzalną opowieść o silnych kobietach, ich marzeniach i namiętnościach oraz wytrwałym dążeniu do wyznaczonych celów."

czwartek, 17 listopada 2011

Mydełka domowej roboty

Jakiś czas temu buszując po wizażu przypadkiem zawędrowałam na ten wątek. Temat ręcznie robionych mydełek zafasynował mnie na tyle, że sukcesywnie zaczęłam zbierać materiały i testować, aż w końcu uzyskałam efekt, który mnie zadowolił. Moja mała kolekcja stopniowo się rozrastała, a w dniu dzisiejszym prezentuje się tak:



Nie muszę chyba dodawać ile zalet ma takie mydełko, pozbawione wszelkich konserwantów :)

Z tego co piszą forumowiczki, to mydełka takie można uzyskać, przetapiając najzywklejsze mydło typu "Biały jeleń" Polleny, jednak ja nie znalazłam tutaj dobrego odpowiednika, w związku z czym zamówiłam gotową bazę w kolorze białym i transparentnym. Cenowo wyszło porównywalnie, a zachodu przy topieniu dużo mniej :) Jeżeli chodzi o dodatki, to ja wykorzystałam naturalne olejki eteryczne, olejek jojoba oraz czystą witaminę E (zakupione w aptece), a do tego lawendę oraz zaparzoną kawę do celów peelingujących. Kupiłam również naturalne barwniki, aby mydełka były nieco bardziej zróżnicowane, bo jak można się domyślić, powędrują one na prezenty :)


Pierwsza seria, to mydełka lawendowe. Pięknie pachną, a dzięki ususzonej lawendzie, która mi pozostała po uszyciu woreczków zapachowych, mają również właściwości delikatnie złuszczające.


Kolejne mydełka są moimi faworytami. Kawa oraz czekolada, to zapachy, które sprawiają, że chce się je bardziej zjeść, aniżeli używać w celach pielęgnacyjnych :)



Ostatnia seria, to edycja świąteczna. Za sprawą olejku pomarańczowego oraz cynamonowego również pachną obłędnie! Co prawda koloro miał być dużo bardziej intensywny (czerwień wpadająca w bordo), ale niestety barwnik się nie wykazał i nie wyszło jak powinno. Myślę, że mimo wszystko jest ok :)



Jeżeli chodzi o dekorację, to wykorzystałam ogólnodostępne przyprawy świąteczne: laski cynamonu, gwiazdki anyżowe oraz goździki w całości, a do tego ususzoną jakiś czas temu pomarańczę. Wszystko po prostu podkleiłam mydełkiem transparentym.


Muszę przyznać, że świetnie się bawiłam przy wyrobie tych mydełek i aż troszkę żal mi się z nimi rozstawać, bo niesamowicie cieszą one oko i zmysły w te zimowe, szare wieczory...

poniedziałek, 14 listopada 2011

Filcowe aniołki

Często zdarza się tak, że podczas świątecznej wizyty w Polsce wypada spotkać się nie tylko z rodziną, ale również ze znajomymi. O ile spotkania z najbliższymi przyjaciółmi są już wcześniej umówione, a więc i drobne prezenty przygotowane, o tyle spontaniczne wizyty bywają czasem nieco kłopotliwe i zaczyna się latanie po sklepach, aby w ostatniej chwili nabyć "coś", choćby symbolicznego, bo z pustymi rękami przecież nie wypada... W tym roku postanowiłam się zabezpieczyć i przygotować kilka "rezerwowych" drobiazgów, w związku z czym poswstał taki oto zestaw z filcem w roli głównej. Anielska zakładka do książki...



... oraz anielskie kolczyki


Wystarczy tylko elegancko zapakować i jeden prezencik z głowy :)

Czesanki mam jeszcze sporo i to w przeróżnych kolorach, jednak takie "kulanie" na mokro jest dość czasochłonne, więc nie wiem czy dalej pójdę w tym kierunku, czy jednak wymyślę coś innego. Na pewno pozostanę w temacie zakładek, bo moli książkowych w najbliższym gronie nie brakuje, a co cieszy bardziej niż długo wyczekiwana książka plus zakładka wykonana z sercem?

niedziela, 13 listopada 2011

Top 10: Ulubione książki, w których widać Polskę

U kreatywy zabawa Top 10 trwa w najlepsze :)


Tematem na ten tydzień są "Ulubione książki, w których widać Polskę" i moim zdaniem jest to strzał w dziesiątkę, biorąc pod uwagę ostatnie Święto i związane z nim wydarzenia. Pytanie tylko pod jakim kątem rozpatrywać tę "widoczność"? Sielskie widoczki? Polska obecna, czyli nieco zagubiona i pełna sprzeczności? A może Polska sprzed lat, pełna dumy narodowej i patriotyzmu? Ja postanowiłam podejść do temtu dość luźno, mieszając wszystkie te aspekty i moje Top 10 prezentuje się następująco (kolejność jak zawsze przypadkowa):

1. Ryszard Kapuściński "Busz po polsku"
Brawa dla autora za pochylenie się nad każdym człowiekem, nawet z największego z marginesu i wysłuchanie jego historii bez moralnego nadymania się.

2. Mariusz Szczygieł "Zrób sobie raj"
Co prawda książka ta traktuje głównie o Czechach, jednak nie brak w niej przyrównań do Polski i to przyrównań niezwykle celnych. Bardzo szanuję autora za to w jaki sposób komentuje tematy wzbudzające w Polsce największe emocje i mam nadzieję, że bez względu na wszelkie krytyki pozostanie sobie wierny.

3. "Dziewczyny wojenne" Łukasz Modelski
Książka, która czaruje, a świat w niej przedstawiony, choć wcale nie tak odległy, zdaje się być nierealny. Patriotyzm? Poświęcenie? Bezinteresowność? Przyjaźń/miłość na śmierć i życie (dosłownie!)? Co te pojęcia oznaczają w dzisiejszej Polsce najlepiej było widać 11 listopada...

4. Jerzy Pilch
Tutaj nie wymienię konkretnej pozycji, gdyż praktycznie w każdej jego książce mamy klimat typowej Polski, co w połączeniu z dużą dawką ironii daje efekt jak dla mnie bezbłędny.

5. Anna Dymna "Warto mimo wszystko"
Niesamowita kobieta i niesamowita książka. Obraz Polski, który wyłania się z tej książki nie jest może piękny czy kolorowy, jednak mimo wszystko jakiś taki ciepły i swojski.

6. "Pamięć i tożsamość" Karol Wojtyła
Książka może nie tyle o Polsce, co o korzeniach, tudzież miejscu człowieka w świecie czy też miejscu Polski w UE. Ciekawa, mądra, warta przeczytania.

7. Magdalena Samozwaniec
Polska w jej wydaniu jest urocza i zabawna. W każdej swojej książce bezbłędnie opisuje nasze typowo polskie przywary, ale czyni to w sposób tak sympatyczny, że nie sposób się obrazić czy zaprzeczyć.

8. Krystyna Janda "Różowe tabletki na uspokojenie"
Lubię panią Jandę za sposób w jaki postrzega świat. Owszem, jako osoba (zwłaszcza poprzez swoją emocjonalność) wzbudza sporo kontrowersji, jednak jako autorka felietonów potrafi skupić się na tym co z pozoru błahe, a jednak w efekcie końcowym okazuje się ważne. Oprócz tego z wdziękiem przedziera się przez meandry polskiej codzienności, co jak wszyscy wiemy, wcale nie jest takie proste :)

9. Melchior Wańkowicz "Ziele na kraterze"
Patriotyzm w pięknym wydaniu. Polska widziana jego oczami nabiera innego wymiaru, a wspaniała polszczyzna jaką się posługuje jest wprost onieśmielająca. Nikt już tak dzisiaj nie pisze/nie mówi, a szkoda...

10. Małgorzata Musierowicz
Jeżycjada oraz Frywolitki, to serie książek do których niejednokrotnie wracam. Polska w nich ukazana, to jest właśnie TA Polska, którą znam i kocham. Być może biedna, być może niedoskonała, ale za to ciepła i rodzinna.

sobota, 12 listopada 2011

Tęczowe paputki

Korzystając z uprzejmości autorki tego bloga, która zamieściła schemat do wykonania ciepłych i uroczych kapci, wykonałam kolejny świąteczny prezent, który mam nadzieję ucieszy moją kochaną bratową :) Swoją drogą gorąco zachęcam do odwiedzania wyżej wspomnianego bloga, gdyż jest to prawdziwa kopalnia wiedzy i inspiracji!



Kapcie wykonałam ze skarpetkowej włóczki zakupionej w Lidlu, ale robiłam podwóją nitką. W składzie przede wszystkim wełna, więc funkcja grzewcza zapewniona, a i kolorki cieszą oko :)

piątek, 11 listopada 2011

Nalewka śliwkowa z cynamonem i wanilią

Swego czasu wspominałam, że zostałam obdarowana wspaniałymi owocami na przetwory, w tym pięknymi śliwkami, które wykorzystałam m.in, na ten przepis. Śliwek tych było jednak na tyle dużo, że oprócz powideł swobodnie mogłam zrobić coś, co chodziło za mną już od dłuższego czasu, mianowicie przepyszną naleweczkę, która będzie nas rozgrzewała w mroźne, zimowe wieczory.



Przepis na nalewkę znalazłam na tej stronie i po wczorajszej degustacji muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę! Oto on:

Nalewka śliwkowa

  • 1 kg świeżych węgierek
  • 10 dag suszonych śliwek bez pestek
  • 3 dag rodzynków
  • laska wanilii
  • 50 dag cukru
  • po pół litra spirytusu i wódki

Owoce umyć, osuszyć, wypestkować (1/10 zostawić) i wraz z umytymi rodzynkami, suszonymi śliwkami i odłożonymi pestkami włożyć do słoja. Zasypać owoce cukrem, a gdy puszczą sok, zalać spirytusem i odstawić na 3 tygodnie. Od czasu do czasu potrząsać słojem. Zlać alkohol do pustego słoja, zamknąć i odstawić. Do naczynia z owocami wlać wódkę, włożyć wanilię, zamknąć go i odstawić. Po 2 tygodniach zlać nalew, osączając owoce. Wymieszać oba nalewy, starannie przefiltrować, rozlać do butelek, zakorkować i odstawić na 6 miesięcy w zaciemnione chłodne miejsce.


Nalewka swoje już przeleżała, więc można ją było zlać do mniejszych buteleczek, które w grudniu zmienią właściciela, gdyż staną się dodatkiem so świątecznych prezentów. Wyszło 5 butelek po 270ml.



Odrazu mówię, że to nie koniec nalewkowej przygody, gdyż kolejne smaki właśnie dojrzewają. W planie są jeszcze 4 rodzaje, ale o tym w swoim czasie :)

czwartek, 10 listopada 2011

"Niemiecki taniec" Maria Nurowska

Nie wiem co takiego ma w sobie proza Nurowskiej, że nie potrafię przejść obok niej obojętnie. Choć w planie były inne książki do przeczytania, a ponad to obiecałam sobie nic nowego nie kupować (kilka zamówień czekało już na mnie w Polsce), to jak tylko zobaczyłam wyżej wspomnianą pozycję na ebayu, nie potrafiłam się powstrzymać przed licytacją. Tak więc kupiłam, przeczytałam i choć bez rozczarowań się nie obyło, to mimo wszystko nie żałuję.

Opis z okładki:

"Ulice Monachium w Sylwestra 2000 roku. Pośród tłumu witającego nowe stulecie Eliza von Saarow, jedna z bohaterek powieści, wraca myślami do czasów młodości spędzonej na Pomorzu. Pozostawiła tam ruiny rodowej siedziby, groby przodków i wielką miłość swojego życia.Druga z bohaterek, misjonarka Marianna von Saarow, umiera w Afryce zarażona AIDS.Od czasów wojny i tułaczki te dwie kobiety dzieli rodzinna tajemnica. Czy znajdą w sobie odwagę, aby u schyłku życia się z nią zmierzyć?"

Po pierwsze: Monachium kocham miłością wielką i dozgonną. To tutaj żyję od kilku lat i fakt jest taki, że już choćby z tego względu, iż akcja po części toczy się w tym właśnie mieście, moja opinia o tej książce jest dużo bardziej pozytywna niż być powinna. Po drugie: jak już wspominałam we wstępie bardzo lubię styl pisania Nurowskiej, więc i tutaj ciężko o obiektywizm. Prawda jest jednak taka, że pomijając powyższe stwierdzenia "Niemiecki taniec" jest książką dość przeciętną.

Historia opowiada o losach dwóch kobiet, które tak na prawdę nigdy nie odnalazły swego miejsca ani tożsamości. Po części Polki, po części Niemki, wszędzie były traktowane po macoszemu. Wychowane w bogactwie na Pomorzu nagle tracą wszystko. Wojna zabiera rodzinę, rezydencje rodowe, pieniądze, a one same muszą poradzić sobie z brutalną rzeczywistością, co wcale nie jest takie proste, biorąc pod uwagę fakt, iż Eliza właśnie została matką. Wyjeżdżają więc z Polski i w tym właśnie miejscu zaczynają się pojawiać problemy, intrygi i nieporozumienia, które rozrzucą kobiety po świecie i sprawią, że ponowny kontakt zostanie nawiązany dopiero po latach. Myli się jednak ten kto myśli, że sprawy się wyjaśnią, a Marianna i Eliza odzyskają spokój ducha. Ich powojenne przejścia odcisnęły tak wielkie piętno na ich wzajemnych relacjach, że nawet po latach nie potrafią sobie do końca wyjaśnić pewnych spraw, a już tym bardziej przebaczyć błędów młodości.

Książkę czyta się jednym tchem. Choć w pewnych momentach autorkę nieco poniosło i pojawiają się wątki, hmmm...nazwijmy je dość dyskusyjne, to na dłuższą metę nie zakłóca to przyjemności czytania. Nie jest to na pewno książka, która zmieniła moje życie, jednak z całą pewnością sięgnę po kolejne pozycje tej autorki.

Moja ocena: 3/6

środa, 9 listopada 2011

Stosikowo

Oczywiście nie samymi włóczkami człowiek żyje i oprócz skarbów z poprzedniego posta przytargałam jeszcze kilka książek :)



Murakami, bo czas najwyższy się z tym panem zapoznać, Nurowska z sentymentu, "Cukiernia...", bo poprzednie dwa tomy niesamowicie mi się podobały, Krajewski uzależnił, Michniewicz, bo od "Samsary" nie mogłam się doczekać kolejnej pozycji, "Złote żniwa"ze względu na tematykę (żydzi gnębiebieni i rabowani przez polaków tuż po wojnie), Allende z ciekawości, "Jeździeć miedziany" z polecenia Renyi, a "Dziewczyny" zaintrygowały mnie już jakiś czas temu.

Oprócz książek są też gazetki, które z myślą o mnie zakupiła moja kochana Mama.



No to się pochwaliłam :) Czas zabrać się za wertowanie.