piątek, 30 września 2011

"Córka czarownic" Dorota Terakowska

Z twórczością Pani Terakowskiej chciałam zapoznać się od dawna, jednak nie miałam pojęcia od której książki zacząć. Po przeczytaniu kilkunastu recenzji i nagłej chęci na coś "innego" mój wybór padł na "Córkę czarownic" i ogromnie się cieszę, że tak się stało, ponieważ książka ta okazała się rewelacyjna - otrzymujemy w niej absolutnie wszystko, czego należy wymagać od dobrej baśni: ciekawą fabułę, nietuzinkową postać, magię, uniwersalność i ponadczasowość, a wszystko to okraszone odrobiną naszych ludzkich przywar ukazanych w krzywym zwierciadle.

Tytułową bohaterkę poznajemy jako małą dziewczynkę, wychowywaną w głebi lasu przez pewną kobietę, która ani nie jest jej matką, ani nawet bliższą lub dalszą krewną. Nie wiemy jak ta dziewczynka ma na imię (bo i ona sama tego nie wie) ani kim jest tajemnicza kobieta, która się nią zajmuje. Wiemy natomiast, że ukrywają się one przed ludźmi i, że mają ku temu powody. Z czasem dowiadujemy się więcej - śledzimy losy dorastającej bohaterki, poznajemy stopniowo jej historię i przeznaczenie, wyjaśnia się rola tajemniczej opiekunki i powody ciągłej ucieczki, jednak informacje te są tak subtelnie dawkowane, że historia trzyma do samego końca w napięciu i tak na prawdę ciężko przewidzieć jak potoczą sie losy młodej bohaterki, tym bardziej, że jest ona niesamowicie krnąbrna i charakterna, co na pewno nie ułatwi misji z którą przyjdzie się jej zmierzyć... Czy pokona ona swoje słabości i podoła zadaniu? Przekonajcie się sami.

To co mnie w tej książce najbardziej ujęło, to niesamowicie barwny i przekonujący język jakim operuje autorka. Dzięki niemu nie sposób się od tej książki oderwać i nie sposób o niej zapomnieć... Choćby z tego względu na pewno sięgnę po kolejne pozycje Pani Terakowskiej.


Moja ocena: 5/6



Opis z portalu lubimy czytać:

W lesie, z dala od ludzi, pod mądrą opieką czarownic dorasta złotowłosa dziewczynka. Choć pochłania magiczne księgi, uczy się czytać w myślach i rozmawiać z gwiazdami, nie przypuszcza nawet, jaki cel ma jej nauka i pełna niebezpieczeństw wędrówka po czterech stronach Wielkiego Królestwa. Przed wiekami jej kraj najechali okrutni barbarzyńcy.

Według słów tajemniczej Pieśni, teraz po siedmiuset siedemdziesięciu latach zbliża się koniec ich panowania. Czy na tronie zasiądzie wreszcie sprawiedliwy władca. Czy Luelle dorośnie, by spełnić przeznaczenie?

środa, 28 września 2011

Baktus

Nie jest to co prawda mój typ szalika, jednak postanowiłam wydziergać go z dwóch powodów: 1. wykańczanie resztek 2. robota na tyle prosta, że można ją "bezmyślnie" dziergać podczas przeziębienia i przy marudzącym dziecku :)

Szaliczek wędruje teraz do kosza "prezentowego", a więc miejsca gdzie powoli składuję ręcznie robione różności z myślą o świętach.



W całości prezentuje się tak:




Dane techniczne:

Wzór: zaczerpnięty tutaj
Włóczka: Austermann (Mayfair Color)
Druty: 3,5
Wymiary: 165cm x 40cm

sobota, 24 września 2011

Top 10: Ulubione lektury szkolne

Kreatywa po raz kolejny zaprasza do zabawy :) Tym razem tematem są lektury szkolne, które najbardziej nam się podobały i muszę przyznać, że przypomnienie sobie tych tytułów sprawiło mi wielką przyjemność! Ja akurat zaliczałam się do grona uczniów czytających dosyć chętnie, więc poza kilkoma wyjątkami lektury szkolne nie były dla mnie problemem, choć jak teraz patrzę na spis lektur obowiązkowych to nadziwić się sobie nie mogę, że przez to wszystko przebrnęłam :)



Oto moje Top 10:

1. „W pustyni i w puszczy" Henryk Sienkiewicz

W domu posiadaliśmy fantastyczne wydanie tej książki z przepięknymi obrazkami, które zachwyciły mnie na tyle, że chciałam tę książkę przeczytać jako jedną z pierwszych, a więc w wieku 6-7 lat. Rodzice mi ten pomysł odradzili i zaproponowali coś innego, ale sentyment pozostał i przeczytałam ją 2 lata późńiej z wypiekami na twarzy.

2. "Kamienie na szaniec" Aleksander Kamiński

Jedna z pierwszych książek, które wbiły mnie w krzesło. Czytałam, płakałam i nie mogłam dojść do siebie przez kilka dni. Do tej pory trzymam tamten wymiętolony i zaplamiony egzemplarz :)

3. „Mały Książę" Antoine de Saint Exupéry

Zachwycałam się tą książką w podstawówce, później w liceum, czytałam kilka razy na studiach i do tej pory jestem pod jej urokiem.

4. "Noce i dnie" Maria Dąbrowska

Z Bogumiłem i Barbarą zaprzyjaźniłam się na dobre. Nie wiem czemu, ale książka niesamowicie mnie wciągnęła i choć obowiązkowe byly tylko 2 tomy, ja zakupiłam za swoje marne kieszonkowego wszystkie 4 i zaczytywałam się w nich po nocach. Chętnie przeczytam raz jeszcze!

5. "Chłopi" Reymonta

Uwielbam wiejske klimaty, fascynują mnie te wszystkie zabobony, tradycje i życie zgodnie z naturą, nic więc dziwnego, że i "Chłopów" polubiłam :) Obecnie na mojej półeczce znajduje się "Boski porządek" Kankowskiego i mam nadzieję, że książka ta spodoba mi się równie mocno!

6. "Tango" Sławomir Mrożek

Jedna z moich ulubionych książek Mrożka i do tej pory pamiętam pierwsze zdanie: "Cztery byki, skurczybyki..." (chodziło o grę w karty)

7. "Świętoszek" Molier

Książka ta rozbawiła mnie do łez, a ponad to skojarzyła się z pewną osobą z mojej rodziny, dzięki czemu zapdała już na zawsze w pamięć :)

8. "Inny świat" Gustaw Herling - Grudziński

Ojej, to były emocje podczas czytania! Pierwsza na prawdę poważna lektura i również do niej mam zamiar powrócić.

9. "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanna Krall

Uwielbiałam, uwielbiam i uwielbiać będę lekturę obozową! Elaborat mogłabym o tej mojej miłości napisać, ale może jednak nie teraz ;)

10. Poezja Tuwima, Leśmiana, Staffa, Baczyńskiego, Pawilkowskiej - Jasnorzewskiej, Gałczyńskiego....

Młodość rządzi się swoimi prawami :) Inna jest wrażliwość, inne postrzeganie świata... Zdarza mi się teraz powrócić do wybranych wierszy wyżej wspomnianych autorów, jednak nie równa się to z tym jakie emocje wzbudzały one te kilkanaście lat temu...

czwartek, 22 września 2011

Torba

Z myślą o wiecznie zabieganej przyjaciółce powstała taka o to torba (po kliknięciu zdjęcie się powiększy):



Przyjaciółka jest bardzo zwariowaną osobą, więc postawiłam na kolorowy materiał w modne ostatnimi czasy matrioszki - myślę, że się spodoba :)

Torba jest dosyć mocna, ponieważ wykonana z dwóch solidnych materiałów- płótna i bawełny, sklejonych specjalną flizeliną, a żeby była bardziej praktyczna, dorobiłam w środku małą kieszonkę na portfel czy klucze.


Kolor jest na tym zdjęciu mocno przekłamany, ponieważ fotka została zrobiona w sztucznym domowym świetle, ale przynajmniej dobrze widać wzorek :)

Wymiart torby: 35 x 40 cm, długość rączek: 60cm. W zamyśle ma ona służyć bardziej jako torba na wrzucenie książki i drobiazgów, aniżeli na zakupy, stąd takie właśnie wymiary.

Teraz pozostaje jedynie torbę spakować, dorzucić trochę słodkości i posłać w świat :)

piątek, 16 września 2011

Efekt motyla

Prosta, ciepła, kolorowa - właśnie taka chusta mi się zamarzyła.

Kolor miał być fioletowy, ewentualnie szary lub niebieski, nic więc dziwnego, że jak tylko zobaczyłam włóczkę łączącą ze sobą te wszytkie 3 kolory oszalałam na jej punkcie z miejsca :)



Jako, że włóczka poprzez cieniowanie jest efektowna sama w sobie, postanowiłam wykorzystać wzór najprostszy z możliwych i myślę, że była to bardzo dobra decyzja. W innym przypadku przejścia między kolorkami mogłyby się zgubić, a nie o o to mi przecież chodziło.



Pierwsze ochłodzenia już za nami, a więc miałam możliwość przetestowania mojego nowego wyrobu i nieskromnie powiem, że jestem nim zachwycona! Chusta jest lekka, bardzo miła w dotyku, cieszy oko, a co najważniejsze - wspaniale grzeje!

W związku z tym, że pozostało mi jeszcze trochę tej włóczki zastanawiam się nad czapką i mitenkami do kompletu :)

Dane techniczne:

Druty: nr. 9
Włóczka: " Big Ball soft" Schoeller und Stahl (200g w motku)
Zużycie włóczki: ok 100g
Skład: 67% akryl, 14% wełna, 10% poliester, 9% moher


poniedziałek, 12 września 2011

Smaki i zapachy lata

Obdarowana przez pewną miłą osóbkę sporą ilością przepysznych owoców i warzyw z jej przydomowego ogródka, postanowiłam po raz pierwszy spróbować swoich sił w przetworach.



Zabawa była przednia i oprócz tego co widać na zdjęciu (powidła śliwkowe, gruszka z imbirem i kardamonem, jabłka na szarlotkę, przecier dyniowy, sałatka z cukinii, pomidorki koktajlowe na ostro) powstała jeszcze cała masa deserków dla mojego Malucha (prażone jabłuszka, przetarte gruszki, zmiksowana dynia i marchew), które mam nadzieję i jemu umilą zimowe popołudnia :)

Moim osobistym faworytem w tym roku są powidła śliwkowe z czekoladą. Z resztą nie tylko moim, bo niejedna już osoba prosiła o przepis :) Nie dość, że niebiańsko one smakują, to są na tyle niestandardowe, że wprost fantastycznie nadają się jako świąteczny upominek. Gwarantuję, że obdarowany będzie domagał się więcej!


Śliwki w czekoladzie (przepis autorstwa bei)

400 g suszonych śliwek (waga po wypestkowaniu)
50 ml rumu + 50 ml gorącej wody
900 g śliwek
250 g cukru (u mnie jasny trzcinowy)
1,5 łyżeczki cynamonu
0,5 łyżeczki imbiru w proszku
szczypta zmielonych goździków
2 łyżki kakao
50 g gorzkiej czekolady (o zawartości 70% kakao)

Suszone śliwki pokroiłam w małą kostkę i namoczyłam w rumie z wodą (przykryte folią i pozostawione na noc). Następnego dnia umyłam, wypestkowałam i pokroiłam śliwki, dodałam namoczone suszone śliwki i gotowałam na wolnym ogniu aż masa była dobrze rozgotowana i gęsta. Wtedy zmiksowałam wszystko ‘żyrafą’, jeszcze chwilę podgotowałam, dodałam cukier i przyprawy i pozostawiłam na wolnym ogniu regularnie mieszając, aż masa dobrze zgęstniała. Dodałam kakao i czekoladę, dokładnie wymieszałam, przełożyłam do wyparzonych słoików i zapasteryzowałam.

piątek, 9 września 2011

Top 10: Książki, które powinny mieć swoje adaptacje filmowe

Jak co wieczór o tej porze zrobiłam rundkę po ulubionych blogach i widzę, że u kreatywy kolejne TOP 10. W pierwszym momencie zwątpiłam, że jak to? Już? Teraz? Znowu? Jednak po szybkim rzucie oka na kalendarz okazało się, że nie ma się co łudzić - kolejny tydzień za nami :)


Temat tego tygodnia brzmi: Książki, które powinny mieć swoje adaptacje filmowe.
Jeżeli chodzi o mnie, to dość mam na codzień informacji w wiadomościach o katastrofach, złych ludziach czy przestępstwach i jeśli ja bym miała decydować co zostanie nakręcone, to darowałabym sobie wszelkie psychozy i kryminały (które de facto w książkach bardzo lubię) i stawiałabym na coś bardziej optymistycznego - tak dla równowagi :) Moja dzisiejsza dziesiątka wygląda więc raczej spokojnie/relaksująco i co mnie samą zadziwiło,a zarazem bardzo ucieszyło - znalazło się na niej aż 5 polskich autorów!

O to moje typy (kolejność jak zawsze przypadkowa):

1. "Córka Czarownic" Dorota Terakowska
Przepiękna baśń, która aż się prosi o sfilmowanie! Jako ciekawostkę dodam, że figuruje ona na Liście Honorowej Hansa Christiana Andersena, a więc należy do grona najbardziej cenionych polskich książek dla dzieci i młodzieży.

2. "Tysiąc wpaniałych słońc" Khaled Hosseini
O ile książki traktujące o kulturze arabskiej wybitnie działają mi już na nerwy, o tyle "Tysiąc wspaniałych słońc" zasługuje na wielkie wyróżnienie i myślę, że sfilmowanie jej jest jedynie kwestią czasu.

3. "Złodziejka książek" Markus Zusak
Pierwszy raz od wieków popłakałam się podczas czytania i bardzo chętnie obejrzałabym tę historię na dużym ekranie. Pięknie opisała ją Makowa z portalu lubimy czytać:

Nie jest to książka o wojnie. Ale z wojną w tle.
Nie jest to książka o romansach. Ale miłość zerka na czytelnika niemal z każdej strony.
Nie jest to książka o Aniołach. Ale życzliwości dla drugiego człowieka tam opisanej niejeden Anioł mógłby bohaterom pozazdrościć.
Więc o czym to książka? O tym, że trzeba być człowiekiem, bez względu na okoliczności.

4. "Prawiek i inne czasy" Olga Tokarczuk
Fantastyczna, bardzo klimatyczna lektura. Jeśli kiedyś nie zrobią z tego filmu, będę szczerze zdziwiona :)

5. "Marianna i róże" Janina Fedorowicz, Joanna Konopińska
Do książki tej dotarłam przypadkiem dzięki "Frywolitkom" Pani Musierowicz i pochłonęła mnie ona całkowicie! Historia opowiedziana w tej książce jest prawdziwa i bazuje na pamiętniku, który do tej pory krąży wśród rodziny Malinowskich, a autorką tego pamiętnika jest niejaka Marianna Jasiecka (z domu Malinowska), która opisuje w nim dzieje swojej rodziny, ówczesne obyczaje i życie w Wielkopolsce na przełomie XIX i XX wieku, a przede wszystkim rolę kobiety - jako matki, żony, córki oraz patriotki w dobie panowania pruskiego. Innymi słowy - gotowy scenariusz na film!

6. "Cukiernia pod Amorem" Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Obydwie części bardzo mnie wciągnęły i niecierpliwie czekam na wyjaśnienie zagadki, czyli tom trzeci, który powinien się ukazać w okolicy listopada. A potem jak dla mnie mogą zacząć kręcić film :D

7. Seria o Zawrociu Hanny Kowalewskiej ("Tego lata w Zawrociu", "Góra śpiących węży", "Inna wersja życia")
Bardzo dobry materiał na ciekawy i wciągający serial, o ile oczywiście do produkcji nie dopuszczono by tych, którzy pracowali przy "Ranczu" czy innym "Domu nad rozlewiskiem" ;)

8. "Życie Pi" Yan Martel
Jestem bardzo ciekawa jak wyglądałaby adaptacja tej książki... Pewnie coś pomiędzy "W pustyni i w puszczy", a "Wyspą Robinsona Crusoe" :)

9. "Cień wiatru" i "Gra anioła" Carlos Ruiz Zafon
I w tym przypadku wydaje mi się, że to jedynie kwestia czasu, aż taki film powstanie...

10. "Ziele na kraterze" Melchior Wańkowicz
Książka fantastyczna, a materiału starczyłoby pewnie na trzy, jak nie cztery porządne filmy! W szkole katowano nas fragmentami z których nic nie wyniosłam, natomiast w zeszłym roku przeczytałam całość już dla siebie i do tej pory sobie wyrzucam, że czekałam z tym tak długo!

wtorek, 6 września 2011

"Wystarczy być" Jerzy Kosiński

O Kosińskim słyszałam już dość dużo , jednak jakoś nie było okazji, aby zapoznać się z jego twórczością bliżej. Ale od początku...

Na gwiazdkę dostałam książkę traktującą o Kosińskim ("Good night, Dżerzi" Głowackiego), więc postanowiłam dowiedzieć się nieco więcej na jego temat, gdyż w wielu recenzjach wyczytałam, że bez tego czytanie książki Głowackiego nie ma najmniejszego sensu. Przeszukałam internet, prześledziłam biografię i stwierdziłam, że jednak zanim sięgnę po "Good night, Dżerzi", zapoznam się z choćby jedną książką, którą wyżej wspomniany autor napisał. W końcu nadarzyła się okazja i do wyboru miałam "Malowanego ptaka" oraz "Wystarczy być". Biorąc pod uwagę fakt, że "Malowany ptak" jest dość kontrowersyjną lekturą, postanowiłam zacząć od czegoś lżejszego, a więc wybór padł na "Wystarczy być". W ten o to sposób rozpoczęłam moją przygodę z Panem Kosińskim, która na pewno na tej jednej książce się nie skończy!

"Wystarczy być" jest książką krótką, jednak bardzo treściwą. Opowiada ona o losach prostego człowieka z nikąd, Losa Ogrodnika, który zupełnie przypadkowo wpada w świat wielkiej finansjery i w przeciągu kilku dni staje się sławny, ceniony i lubiany, a wszystko to dzieje się jakby obok niego i wbrew jego woli. Brzmi znajomo? Niejednemu już czytelnikowi po przeczytaniu "Wystarczy być" przyszła na myśl "Kariera Nikodema Dyzmy". Z resztą z tego co się orientuję, to nadal trwają spory kto był pierwszy - Tadeusz Dołęga-Mostowicz czy Kosiński? :)
Jakkolwiek by nie było, książka Kosińskiego bardzo mi się podobała. Było tak jak lubię - zabawnie, inteligentnie, a smaczku wszystkiemu dodawały liczne dwuznaczności które sprawiły, że jeszcze długo po zakończeniu lektury zastanawiałam się nad niektórymi fragmentami, zwłaszcza tymi, które opisują jak bardzo nasze społeczeństwo było, jest i będzie ogłupione przez wszechobecne massmedia. Ogłupione na tyle, że nie potrafi samodzielnie myśleć, oceniać, wyciągać wniosków. Smutne, a jednak jakże prawdziwe...

Moja ocena: 4/6

Opis:

Prostaczek, który całe życie spędził w zamknięciu, zajmując się pielęgnowaniem ogrodu, a rzeczywistość zna tylko z telewizji, przez przypadek wkracza w wielki świat amerykańskiej finansjery. Otwiera się przed nim oszałamiająca kariera. Mężczyźni widzą w nim genialnego polityka, kobiety - doskonałego kochanka. W każdej jego wypowiedzi, które de facto dotyczą jedynie ogrodu, doszukują się ukrytych znaczeń i głębokich myśli.

poniedziałek, 5 września 2011

"Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł

"Zrób sobie raj" zrobiło na mnie ogromne wrażenie i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek jakie w tym roku udało mi się przeczytać.

Mariusz Szczygieł określa siebie we wstępie jako "niechlujnego czechofila" i ewidentnie potwierdza to na kartach tej książki. Jednak wcale nie działa to na jej niekorzyść, a wręcz przeciwnie, gdyż dzięki temu, że autor tak lekko lawiruje pomiędzy tematami zbawnymi ("Po obu stronach okna", "Wytwórnia śmiechu", "Kraj raj"), a tymi cięższego kalibru ("Naród z kodem do domofonu", "Czy mógłbym nie wierzyć?", "Tu nikt nie lubi cierpieć") otrzymujemy słodko - gorzką prawdę o naszych południowych sąsiadach w najlepszym wydaniu!

Motywem przewodnim całej książki jest Bóg i wiara. Choć autor przyłożył się do tematu i bardzo rzeczowo opisuje skąd w Czechach tyle niechęci do kościoła , to jednak daleko mu do tonu pouczająco - moralizatorskiego, dzięki czemu czytelnik otrzymuje pełny obraz czeskiego ateizmu, jednak bez zbędnego patosu czy też dramatyzmu, jak to często w książkach tego typu bywa.

Oprócz tematu samego kościoła poruszane są też kwestie raczej luźno związane z wiarą. Zawsze jest jakiś punkt zaczepienie z religią, jednak niejednokrotnie temat zaczyna żyć własnym życiem i dzięki temu obraz Czechów staje się jeszcze pełniejszy, bo o to dowiadujemy się kto jest "u Pepiczków" ceniony, np. Egon Bondy (filozof i pisarz, przyjaciel Hrabala), Jan Saudek (genialny fotograf) , David Cerny ( bardzo kontrowersyjny rzeźbiarz) lub też co Czesi mają do powiedzenia na temat swojego państwa, czy też szeroko pojętej dumy narodowej (rozdział "Kraj raj" jest tego świetną kwintesencją. Szczygieł przytacza w nim przykłady 20 krajów i ich hymnów narodowych, po czym puentuje: "W hymnach świata idzie się, kroczy, maszeruje, zdobywa i niesie sztandar. W czeskim - prawdopodobnie się leży" (str. 253) ).

Mnie osobiście najbardziej poruszyły dwa rozdziały. Pierwszym z nich jest: "Chcesz rozśmieszyć Boga?" w którym to autor przytacza fragmenty rozmowy z czeskimi dzinnikarzami, którzy zgłosili się do niego po katastrofie smoleńskiej. Moim zdaniem Pan Szczygieł bardzo celnie opisuje w nim nasze narodowe zamiłowanie do martyrologii i ja podpisuję się pod jego słowami obiema rękami:

"(...) nasz naród do życia nie potrzebuje autostrad i dlatego prawie ich nie mamy. Nasz naród do życia potrzebuje nieszczęścia. Dopiero kiedy pojawia się nieszczęście - nieudane powstanie warszawskie czy inna klęska - jesteśmy kimś. Krzywda nas wywyższa ponad inne narody. Polska kultura jest kulturą nekrofilską. Śmierć powoduje uszlachcenie człowieka. Wiele lat w historii Polski walczyliśmy o swoją niepodległość i ciągle umieraliśmy za ojczyznę. Polacy są więc lepsi w celebrowaniu pogrzebów i klęsk niż sukcesów (...). Polacy umieją się jednoczyć, ale wokół nieszczęścia. A ponieważ wiemy, że świat nie docenia naszego cierpienia, pokażemy: w celebrowaniu śmierci i tragedii jesteśmy mistrzami świata!" (str.195)

Drugim, według mnie najbardziej poruszającym rozdziałem jest: "Tu nikt nie lubi cierpieć". O ile w przypadku poprzednich tematów autor z wrodzonym sobie poczuciem humoru i przymróżeniem oka opisuje życie Czechów na luzie i niejednokrotnie wtrąca swoje przemyślenia, o tyle pisząc o śmierci i pogrzebach (ze względów oszczędnościowych obrządek ten u Czechów zanika) nie dodaje od siebi ani słowa, pozwalając osobie trzeciej na prowadzenie narracji. Całość robi wręcz piorunujące wrażenie.

Reasumując, książka wartościowa i godna polecenia. Sympatia do Czechów wskazana, jednak na pewno nie trzeba być zapalonym czechofilem, aby lekturę tę pochłonąć z największą przyjemnością!


Moja ocena: 6/6



Ze wstępu autora:

Marzyła mi się książka o moim ulubionym kraju bez napinania się. Żeby nie musiała odzwierciedlać, obiektywizować, syntetyzować.
Jestem niechlujnym czechofilem, ta książka nie jest ani kompetentnym przewodnikiem po kulturze czeskiej, ani po Czechach.
Nie jest obiektywna.
Nie rości sobie pretensji do niczego.
Jest wyłącznie o tym, co mnie zafascynowało przez ostatnich 10 lat, od kiedy pierwszy raz przyjechałem do tego kraju. Jest wielką notatką z lektur i ze spotkań z ludźmi, których chciałem
tam spotkać.
Słowem, jest o miłości przedstawiciela jednego kraju do innego kraju.
Może jest jeszcze o czymś, ale to już zostawiam Państwu.


Książkę tę dopisuję do wyzwania "Reporterskim okiem" :)

sobota, 3 września 2011

Top 10: Bohaterowie książkowi, z którymi chcielibyśmy się zaprzyjaźnić

Kolejny piątek za nami, a więc i ciąg dalszy zabawy z Futbolową :)


Tym razem pytanie brzmi: z jakimi książkowymi bohaterami chcielibyśmy się zaprzyjaźnić? Pytanie wbrew pozorom wcale nie takie łatwe, gdyż w ostatnich latach czytałam lektury dość specyficzne, stąd też w dużej mierze cofam się do czasów dziecięco - młodzieńczych i moje typy wyglądają tak (kolejność przypadkowa):

1. Miss Marple (Agatha Christie)
Sympatyczna, dociekliwa, z wielkim poczuciem humoru. Siedziałybyśmy sobie przy kominku z drutami w ręku i roztrząsały ostatnio przeczytane kryminały :D

2. Grażyna Toroszyn ("Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie")
Niezależna, mająca w nosie opinię innych, czerpiąca z życia pełną garścią. To lubię!

3. Oskar ("Oskar i Pani Róża")
Co mnie w nim najbardziej ujęło, to rozbrajająca szczerość jaką posiadają jedynie dzieci.
Biorąc pod uwagę fakt, że Oskar jest do tego bardzo mądrym dzieckiem, to nie miałabym nic przeciwko bliższemu się poznaniu.

4. Mała Mi (Muminki)
No cóż..dużo między nami podobieństw, więc tematów do rozmów i zgryźliwości pewnie by nie zabrakło :)

5. Ania z Zielonego Wzgórza
We wcześniejszych latach życia marzyłam o takiej przyjaciółce jak ona. Czy teraz znalazłybyśmy wspólny język? Szczerze wątpię, ale sentyment pozostał.

6. Scarlett O'Hara ("Przeminęło z wiatrem")
Jej słynne zdanie: "Pomyślę o tym jutro" stało się i moim mottem " :) Wielka z niej egoistka i potrafi mocno zirytować, a jednak ma w sobie to "coś" co przyciąga.

7. Lisbeth Salander ( Trylogia Millenium, Stieg Larsson)
Tak, wiem - ambitnie chcieć zaprzyjaźnić się z kimś kto nienawidzi ludzi i przyjaźni nie uznaje, a jednak jej tajemniczość i lojalność mocno mnie intrygują i bardzo bym chciała dowiedzieć się o niej czegoś więcej.

8. Moist von Lipwig ("Piekło pocztowe" Terry Pratchett)
Niczym Pomysłowy Dobromir wybrnie z każdej sytuacji i choć czasem niechętnie, to jednak zawsze ruszy na pomoc przyjaciołom i nigdy nie zostawi ich w potrzebie, a to w przyjaźni niesamowicie cenię.

9. Mary Lennox ("Tajemniczy ogród")
Nie straszny jej niesympatyczny wuj- ma cel i uparcie do niego dąży, a ja bardzo lubię ludzi, którzy potrafią postawić na swoim :)

10. Kłapouchy
Taaaak mi go szkoda! Myślę, że kto jak kto, ale on najbardziej ze wszystkich znanych mi postaci literackich potrzebowałby przyjaciela, więc służę pomocą ;)

czwartek, 1 września 2011

Top 10 - Miejsca znane z literatury, które chcielibyśmy odwiedzić

I ja postanowiłam dołączyć do zabawy "Top 10", która organizowana jest przez kreatywę.

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.





Praktycznie w ostatniej chwili załapałam się na temat: " Miejsca znane z literatury, które chcielibyśmy odwiedzić", a moje Top 10 wygląda następująco:


1. Czechy (widziane oczami Mariusza Szczygła, Milana Kundery czy Bohumila Hrabala)

W Czechach byłam kilkukrotnie, ale niestety zazwyczaj jedynie przejazdem. Chętnie spędziłabym kilka dni w Pradze i poszwędała się po tych mniej turystycznych miejscach o których wyżej wspomniani Panowie piszą w swoich książkach.


2. Toskania ("Wzgórza Toskanii", "Winnica w Toskanii" Ferenc Mate)

Moje wielkie marzenie od lat!!! Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam wybrać...

3. Barcelona Zafona

Sądząc po innych wpisach nie jestem osamotniona w mym zachwycie nad tym miejscem ;)

4. Indie ("Samsara" Tomek Michniewicz)

Indie fascynują mnie od lat. Nie wiem czy kiedyś tam dotrę, jednakże dzięki Panu Michniewiczowi mam wrażenie, że już po części tam byłam :)

5. Skanynawia

Niesamowita kraina, która również znajduje się w czołówce moich celów podróżniczych, a ostatnio przeczytaną przeze mnie książką w tym temacie był poradnik Pani Aldony Urbankiewicz "Z Miśkiem w Norwegii. Jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem po świecie". Tutaj więcej na ten temat.

6. Tajemniczy ogród ("Tajemniczy ogród" Frances Hodgson Burnett)

Książka przeczytana kilkukrotnie, a za każdym razem fascynuje na nowo.

7. Wyspa Księcia Edwarda ("Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery)

Podobnie jak jakieś 80% żeńskiej części populacji zaczytywałam się w książkach Pani Mongomery z wypiekami na twarzy i marzyłam o tym, aby choć na chwilę móc przenieść się w świat Ani.

8. Stumilowy las ("Kubuś Puchatek", "Chatka Puchatka" A. Milne)

Tutaj komentarz jest zbędny :D

9. Dolina Muminków (seria Tove Jansson)

Echhh, ileż pięknych godzin spędziłam w tejże dolinie.... Mała Mi jest nadal jedną z moich ulubionych postaci literackich i ciągle twierdzę, że mamy ze sobą wiele wspólnego ;)

10. Ankh-Morpork (Terry Pratchett)

Świata Dysku chyba nie trzeba nikomu przedstawiać :) Uwielbiam powieści Pratchetta i nie miałabym nic przeciwko, aby na parę chwil przenieść się w świat przez niego opisywany.