środa, 27 lipca 2011

"Łowcy wielorybów" Edyta Szałek

Piękna i poruszająca opowieść o losach trzech kobiet i ich zmaganiach z prozą życia u boku mężczyzn niełatwych, pijących i skłonnych do podnoszenia ręki. Z jednej strony pogodziły się one ze swoim losem, bo przecież poświęcały się w ten sposób przez długie lata, a jednak z drugiej nie poddały się tak całkiem do końca i ciągle próbują znaleźć odpowiedź na pytanie czy ich życie mogłoby się potoczyć inaczej? Czy coś takiego jak szczęście w ogóle im się jeszcze należy?

Miłośnik wartkiej akcji nie znajdzie w tej książce nic dla siebie, za to wielbiciel niespiesznej, czułej narracji jak najbardziej. Literatura zdecydowanie kobieca, bo i na kobiecej psychice bazująca. Porusza czułe struny i skłania do refleksji.

Moja ocena: 4/6

Opis z okładki:

Flora traci ojca. Jego śmierć działa niczym katalizator wyzwalający zmiany w całej wielopokoleniowej rodzinie. Bo los Flory jest nierozerwalnie związany z losami trzech starszych od niej kobiet - babci Stefanii, matki Anny i ciotki Matyldy. Dla Stefanii małżeństwo było udręką, ale opuszczenie domu oznaczałoby dla niej społeczne napiętnowanie. Anna trwała przy mężu alkoholiku z poczucia obowiązku, ze strachu, ze współczucia. Małżeństwo Flory również nie okazało się szczęśliwe, dopiero teraz zaczyna ją pochłaniać, wielka zmysłowa miłość.Wszystkie kobiety wiedzą, że mogłyby żyć inaczej. Jednak by to się udało, muszą zmierzyć się z dręczącą je przeszłością, przestać czuć się ubezwłasnowolnione, zacząć myśleć o sobie, a nie wyłącznie o odrabianiu na piątkę codziennych zadań. Płynąc tropem tytułu powieści, poznajemy atmosferę polowań na wieloryby, która stanowi tło do prawdziwego przesłania. Każdy z nas jest na swój sposób wielorybnikiem i każdy zmaga się z wyzwaniami, które wydają się go przerastać. Gdzie jest taki kraj w którym strome fiordy i chłodne skały łączą się z polską rzeczywistością? Czy mężczyzna, którego pokochała Flora istnieje naprawdę? Czy Anna ułoży sobie życie po śmierci Teodora? A Stefanii uda się zapomnieć o przeszłości? Czy Matylda odejdzie od męża? Czy Lene przełamie fatum wiszące nad kobietami w tej rodzinie? Kim są Ojciec Wyspy i Birmańczyk?

Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w poetyckich, przesyconych skandynawskim klimatem Łowcach wielorybów - opowieści, która przywodzi na myśl skojarzenia z dobrze znanymi Kronikami portowymi.

środa, 20 lipca 2011

Niedźwiadek

Po opisie "Niedźwiadka" Jana Hrebejki spodziewałam się pociesznej, wręcz lekko banalnej komedii, a otrzymałam czeskie kino w najlepszym wydaniu!

W filmie tym nic nie jest jednowymiarowe - ani postacie, ani sytuacje, a już na pewno nie podejście głównych bohaterów do nękających ich problemów.
Na samym początku filmu poznajemy rodziny trzech przyjaciół z dzieciństwa: Jirki, Romana i Ivana. Na pozór wszystkie są szczęśliwe, ale jak to zwykle w życiu bywa wraz z kolejnymi minutami filmu okazuje się, że prawda jest zgoła inna i, że każda z tych rodzin boryka się z jakże częstymi problemami - brak zrozumienia, oddalenie, zdrada, chęć posiadania dzieci, problem z posiadaniem dzieci... Każda z par radzi sobie z tymi problemami w inny sposób, ale myliłby się ten, kto myśli, że dzieje się to w sposób melodramatyczny, tudzież przygnębiający. Nikt nie zamyka się w czterech ścianach, nie wylewa morza łez, nie urządza dzikich awantur, a jedynie z dużą dawką humoru pełnego sarkazmu i ironii stara się odnaleźć w zaistniałej sytuacji najlepiej jak potrafi i właśnie ta mieszanka słodyczy z goryczką sprawia, że po prostu nie sposób przejść obok tego filmu obojętnie!

P.S. Jak można nie pokochać filmu, którego podsumowaniem jest maksyma: „Dobrze jest znać prawdę i śpiewać o niej, ale jeszcze lepiej znać ją i śpiewać o śliwkach.” ?! ;)

Moja ocena: 5/6

Opis z filmwebu:

Jirka, Roman i Ivan to przyjaciele ze szkolnej ławki. Dziś mają po 35 lat i choć ich drogi życiowe są odmienne, szkolna przyjaźń pozostała taka sama. Wszyscy trzej są żonaci i każdy z nich robi karierę zawodową w zupełnie innej dziedzinie. Jirka jest właścicielem galerii, Roman – lekarzem, a Ivan dyplomatą. Niby wszyscy żyją podobnie, ale Ivanowi zawsze powodzi się jakby odrobinę lepiej. Ma lepszą posadę, szczęśliwsze małżeństwo, więcej potomstwa. Jirka i Roman wciąż zadają sobie pytanie: jaka jest recepta Ivana na szczęście?
Film tworzą trzy przeplatające się małżeńskie etiudy. Kiedy jedna się rozwija, zaczyna się kolejna, która nawiązuje do pytań pojawiających się w poprzedniej lub zmienia je. Tak jak torty niedźwiadki pieczone przez Annę, które składają się z wielu warstw kremu i ciasta, film Niedźwiadek to wielowarstwowa historia o trzech mężczyznach i pięciu kobietach wplątanych w absurdalne sytuacje. Historia opowiedziana w Niedźwiadku to mozaika ułożona z rozmaitych życiowych doświadczeń twórców, którzy inspirowali się własnym życiem i losem swoich przyjaciół. "Zastanawialiśmy się, dlaczego wtedy nie byliśmy w stanie przewidzieć pewnych rzeczy, skoro byliśmy tak blisko nich", mówi reżyser Jan Hřebejk. "I oczywiście zastanawialiśmy się sami nad sobą, nad swoimi wątpliwościami. Niedźwiadek to bardzo osobista historia, która może wydać się zabawna dla tych, których opowieść nie dotknie emocjonalnie, ale ci, którzy będą nią dotknięci, od razu utożsamią się z naszymi bohaterami".

niedziela, 17 lipca 2011

"Z Miśkiem w Norwegii: Jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem po świecie" Aldona Urbankiewicz

Książka ta kusiła mnie z dwóch powodów. Po pierwsze sama mam małego synka z którym planujemy w przyszłym roku podróż w nieznane, a po drugie uważam Skandynawię za krainę równie ciekawą co tajemniczą, a więc staram się wykorzystać każdą okazję, aby dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Z przyjemnością sięgnęłam więc po książkę Urbankiewicz, ale przyznam szczerze, że nie porwała mnie ona do tego stopnia, żebym nie mogła się od niej oderwać. Wręcz przeciwnie, niejednokrotnie potrzebowałam przerwy po zbyt długich i "suchych" opisach trasy, a już brak jakiejkolwiek mapki, aby móc tą trasę prześledzić, uważam za niewybaczlany błąd wydawcy! Owszem, czytając w domu mogę zasięgnąć rady wujka googla, ale co zrobić w metrze czy też na ławce w parku?

Przejdźmy jednak do plusów, których jest nieco więcej. To co najbardziej mi się w tej książce spodobało, to bardzo sympatyczne, a przede wszystkim zdrowe podejście Państwa Urbankiewiczów do tematu rodzicielstwa, bo choć ich miłość do małego Mikołaja jest wielka, to jednak nie przysłania im całego świata i kierując się słowami Monteskiusza, że "Rodzice zaszczepiają swoim dzieciom nie swą inteligencję, lecz swe namiętności" postanawiają oni nadal realizować swoje podróżnicze marzenia, co moim zdaniem jest godne podziwu i sprawia, że dziecko od małego uczy się, że świat to nie tylko zabawki w jego pokoju, a jedna wielka przygoda gdziekolwiek się nie spojrzy. Książka pani Aldony jest tego najlepszym przykładem, bo mały Misiek z dziką radością szaleje na skandynawskich bezdrożach, zaprzyjaźnia się z reniferami, zachwyca Św. Mikołajem, zbiera kamienie, pluska się w strumykach, podbija serca współpasażerów na promie, tańczy przy kempingowym ognisku, a mógłby przecież w tym czasie siedzieć w przytulnym domku i oglądać bajkę w telewizorze... Chociaż opisów Miśkowych wyczynów w książce nie brakuje, to trzeba przyznać, że są one na tyle wyważone, że nawet bezdzietny czytelnik nie powinien czuć przesytu, a to już nie lada sztuka. Być może dzieje się tak za sprawą tego, że autorka nie skupia się jedynie na tej podróży, a na swojej miłości do Norwegii w ogóle i bardzo często przeplata opowieści z dnia minionego ze wspomnieniami ze swojej pierwszej podróży do kraju wikingów, jeszcze za czasów "bezdzietnych", co tworzy w sumie bardzo ciekawą całość i niejako uzupełnia wiedzę o pewnych zakątkach wartych uwagi, a z powodu ograniczeń czasowych pominiętych tym razem.

Z całej Skandynawii autorka ukochała sobie najbardziej Norwegię i to jej poświęca najwięcej uwagi. Dzień po dniu opowiada nam o pokonanej trasie, magicznych krajobrazach mijanych po drodze, miejscach wartych zobaczenia, lokalnych ciekawostkach i wszystko to jest bardzo interesujące, ale zabrakło mi tu tego, co czyni, że dany region staje się bliski Twojemu sercu i zapada na długo w pamięć, a nie jest tylko kolejnym punktem na mapie. Mam tu na myśli takie rzeczy jak na przykład opowiastki o mentalności skandynawów, tego jak oni żyją na codzień, tudzież opisu smaku regionalnych potraw, których byłam bardzo ciekawa. Owszem, dowiedziałam się, że skandynawowie jedzą dużo ryb, ale nic ponad to. Jak dla mnie trochę mało, jednak niedosyt ten został po części zrekomensowany pięknymi i licznymi fotografiami odwiedzanych miejsc. To one są największym atutem tej książki i do nich na pewno wrócę jeszcze nie raz.

Reasumując: książkę tę przeczytałam z zainteresowaniem, w dużej mierze spełniła ona moje oczekiwania, jednak pozostawiła pewien niedosyt, a co za tym idzie, zmusiła do dalszych poszukiwań lektur na temat Skandynawii. Mimo wszystko z ciekawością sięgnę po kolejne tytuły tej autorki, bo z tego co wiem ukazała się już kolejna pozycja, tym razem o Portugalii.

Moja ocena: 4/6

Opis z portalu lubimy czytać:

„Z MIŚKIEM W NORWEGII" to pierwsza z cyklu książek o podróżach z małym dzieckiem. Autorka zjeździła ze swoim 14-miesięcznym synem Mikołajem całą Norwegię. I postanowiła o tym napisać. Nie jest to jednak poradnik, jak dopasować tempo podróży do małego dziecka. Jest to książka o tym, jak włączyć dziecko - bez strat dla niego - w tryb życia miłośników podróży - czyli o tym, jak nie zostawiać dziecka w domu.
Małżeństwu zakochanemu w podróżach rodzi się dziecko. Według większości - to koniec ich wojaży po świecie. Jednak oni, wbrew panującym opiniom udowadniają, że z dzieckiem też można podróżować, że świat młodych rodziców nie kończy się na pieluchach i piaskownicy, że pieniądze nie są jedynym kluczem do wrót świata i wybierają się w wielką podróż po Skandynawii. Autorka w dowcipny sposób łączy opisy konkretnych miejsc (zobrazowanych w taki sposób, że można się wybrać tropem autorki) z opisami metod i sposobów, jak zrobić to w tani sposób i do tego jeszcze z małym dzieckiem. Misiek ma 14 miesięcy i wszystkie związane z tym wiekiem przywary (nagłe temperatury, niestrawności, kaprysy, płacze, niecierpliwość, zasypianie w najmniej odpowiednich momentach i niezasypianie, kiedy wszyscy pragną, aby spał). Młodzi rodzice podpowiadają, jak

piątek, 8 lipca 2011

"Reporterskim okiem"

Od jakiegoś już czasu przyglądam się z wielkim zaciekawieniem zabawie prowadzonej na różnych blogach w tzw. "wyzwania literackie" i w końcu odważyłam się na jedno z nich zapisać. Na jakie? Moim zdaniem najlepsze z najlepszych i absolutnie bezkonkurencyjne, czyli to pt.: "Reporterskim okiem". W tym przypadku jestem bardziej niż pewna, że podołam, ponieważ literaturę tego typu wprost uwielbiam i mam nawet specjalną "podróżniczą" półkę w domowej biblioteczce, która to pełna jest książek, które tylko czekają na chwilkę uwagi :)

W tym roku przeczytałam już co prawda Pawlikowską, Cejrowskiego i Michniewicza, więc nie powinno być problemu z dobiciem do "zadanych" sześciu pozycji.

W związku z tym, że wszystkie wpomnienia takich podróżniczych klasyków jak Cejrowski czy Halik mam już za sobą, wybierać będę sporód tytułów i autorów nieco mniej znanych (poza Szczygłem i Fiedlerem, oczywiście), aczkolwiek równie dobrych, a więc:

1. "Z miśkiem w Norwegii" Aldona Urbankiewicz
2. "Zrób sobie raj" Mariusz Szczygieł
3. "Duchy dżungli" Janusz Kasza
4. " Nowa przygoda: Gwinea" Arkady Fiedler
5. "Łososie w krainie niedźwiedzi. Alaskańska opowieść" Andrzej Grzyb
6. "W ciemno. Zabawne przypadki z podróży" praca zbiorowa
7. "Tajemnicza Wyspa Wielkanocna" Cieslar Artur
8. "Notatki myliwskie z Afryki" Józef hr. Potocki
9. "Wspomnienia" Eugeniusz Wędzicha
10. "Zew dżungli" Sabine Kuegler

W domowej polskiej bibliteczce czeka na mnie również sporo książek Beaty Pawlikowskiej, a więc problemu z doborem lektur raczej nie będę miała...

Już się cieszę na to wyzwanie! Może ktoś jeszcze się skusi? :)


"Projekt szczęście" Gretchen Rubin


Książka ta pojawia się coraz częściej na książkowych blogach i zbiera bardzo pozytywne recenzje, a więc i ja postanowiłam się z nią zaznajomić. No cóż... nie powiem aby odmieniła ona moje życie, ale czytało się ją bardzo sympatycznie :)

Gretchen Rubin uświadamia sobie pewnego szarego popołudnia, że choć ma wszystko, to jednak czegoś w jej życiu brakuje. Niby jest szczęśliwa, ale jednak nie do końca, postanawia więc przyjrzeć się kwestii szeroko pojętego szczęścia bliżej i rozpocząć nowy rok od wyzwania, które nazywa właśnie "Projekt szczęście". Na każdy miesiąc wynacza sobie kolejne zadania, które mają ją zbliżyć do osiągnięcia celu, a więc szczęścia absolutgo. W jednym miesiącu stawia na rozwój duchowy, w innym na pielęgnację związku itd. Wszystko to spisuje dzień po dniu na swoim blogu, a później wydaje w postaci książki. Na całość składają się jednak nie tylko jej osobiste przeżycia, ale również cytaty z ulubionych lektur, wyniki badań naukowych czy też różne nurty filozoficzne. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się z wielkim zaciekawieniem i choć można znaleźć w niej całą masę pomysłów na ulepszenie swojego życia, to jednak "Poradnikiem" jako takim bym tej książki nie nazwała. Dużo bardziej pasuje tu słowo "Inspiracyjnik" ;D

Co do moich odczuć, to jak już wspomniałam lekturę tę czytało mi się bardzo przyjemnie, aczkolwiek nie wniosła ona wiele nowego do mojego życia. Myślę, że to dlatego, że ja już jestem szalenie szczęśliwa i na miarę możliwości cały czas doceniam ile dał mi los , a dał mi na prawdę wiele! Mam wspaniałą rodzinę - zarówno tą z której pochodzę, jak i tą, którą sama założyłam, moi bliscy są zdrowi, nie muszę się zamartwiać o dach nad głową czy też kromkę chleba, mam swoje pasje, kilkoro cudownych przyjaciół, więc czego chcieć więcej?

Choć autorka (wbrew temu co się jej wydaje ;)) Ameryki nie odkryła, to znalazłam w tej książce kilka fascynujących ciekawostek, które sobie "ku pamięci" spisałam, a książeczkę pakuję i przesyłam dalej mojej kochanej przyjaciółce, aby i jej sprawiła odrobinę przyjemności :)

Moja ocena: 4,5/6

Opis z okładki:

Szczęście jest znaczeniem i sednem życia.
Arystoteles

Wszyscy ludzie poszukują szczęścia. Bez wyjątków.
Blaise Pascal

Projekt Szczęście zmienił życie Gretchen Rubin, pozwól, aby zmienił i Twoje!

Książka Gretchen Rubin plasuje się pomiędzy „Sztuką szczęścia” Dalajlamy a „Jedz, módl się, kochaj” Elizabeth Gilbert. Wypełniona została różnorodnymi spostrzeżeniami psychologów, pisarzy, poetów i filozofów. Należy do lektur, do których wracamy bez końca w poszukiwaniu spełnienia marzenia o szczęściu.
Sonja Lyubomirsky, autorka poradnika „Wybierz szczęście”

poniedziałek, 4 lipca 2011

Sielankowo

Nareszcie wróciła piękna pogoda, a więc z samego rana porwałam Młodego, zapas mleczka i udaliśmy się na dłuuugi spacer, po którym to zalegliśmy na kocyku - ja z książką, Mały z błogim uśmiechem na twarzy :) Już dawno się tak nie odprężyłam jak dzisiaj! Synek chyba też, bo przespał 3 godziny, obudził się na jedzonko i znowu odpłynął :)

Nastrój jak najbardziej adekwatny do czytanej właśnie lektury ("Projekt szczęście" Gretchen Rubin) :)







Oby jak najwięcej takich błogich chwil!

niedziela, 3 lipca 2011

"Samsara. Na drogach, których nie ma" Tomek Michniewicz

Zaskoczenie roku. Spodziewałam się kolejnego dziennika typu "dzisiaj wstałem, zjadłem mango, a słońce pięknie świeciło" jak to było na przykład w "Afryce" Kingi Choszcz, a dostałam książkę na poziomie Halika! Autor natychmiast wzbudził moją sympatię, a z każdą kolejną przeczytaną stroną zwiększał się również mój szacunek do niego. Widać, że autor tej książki jest wręcz stworzony do podróży - niezaspokojona ciekawość świata, pełen szacunek i tolerancja w stosunku do obcych krajów, kultur i tradycji jakkolwiek dziwne by one nie były, wyśmienite poczucie humoru, a do tego brak jakiegokolwiek zadufania w sobie a la Pan Cejrowski , tudzież lansowania się jak to robi Pani Wojciechowska, to tylko nieliczne z cech, które mnie u Michniewicza urzekły. Oprócz tego, że książka ta jest fantastycznie napisana, to cieszy również oko niesamowitą oprawą graficzną i całą masą zapierających dech w piersiach fotografii. Całość po prostu szalenie wciągająca. Jak najbardziej polecam!


Moja ocena: 6/6

Sam autor o tej książce pisze tak:

Bardzo chciałem, żeby to była „backpackerska” książka. Wesoła, przygodowa, o miejscach niedostępnych, ale i o tych, które wielu dobrze zna. A jednocześnie – żeby odkrywała je na nowo, żeby trzeba się było nad nią pochylić, żeby zmuszała do myślenia i konfrontacji z własnymi uprzedzeniami. I chyba się udało.

Znajdziecie tu więc zapis podróży przez Bangkok, Kalkutę czy Hanoi, ale i zamknięty przed turystami obóz maoistów w Nepalu, partyzanckie wiece, łapanie jadowitych węży, krwawe obrzędy w wioskach Akha w Laosie, ludzi którzy przełamują prawa fizyki siłą swojego umysłu i rzeki pełne krokodyli.

I sami musicie ocenić, co jest dla Was ciekawsze.

Tomek Michniewicz

piątek, 1 lipca 2011

"Arabska perła" Maha Gargash

"Arabska perła" jest dokładnie tym, czego można się spodziewać po książce tego typu, a więc miłą powiastką, która nie wnosi absolutnie nic nowego w nasze życie, poza tą odrobiną rozrywki podczas czytania. Kolejna opowiesć o tym, że kobieta w islamie nie ma nic do powiedzenia, a o jej życiu decydują tylko i wyłącznie mężczyźni, dla których honor rodziny jest najważniejszy... Za dużo już tego na naszym rynku i przyznam szczerze, że do mnie generalnie tego typu historie nie przemawiają (jedynym wyjątkiem było "Tysiąc wspaniałych słońc" Hosseiniego). Gdyby nie to, że książkę tę otrzymałam swego czasu w prezencie, to pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła i co tu kryć - dużo bym nie straciła :) Niemniej jednak czytało się ją szybko i dosc sympatycznie, a wiec czasu nie uważam za stracony.

Moja ocena: 3/6

Opis stąd:

Akcja książki "Arabska perła" rozgrywa się w regionie otaczającym dzisiejszy Dubaj. To historia młodej kobiety z gór, dzikiej, niepokornej i kochającej swobodę, sprzedanej jako trzecia żona bogatemu i o wiele od niej starszemu handlarzowi pereł. Siedemnastoletnia Noora dzieli los wielu arabskich kobiet, tak jak one znosi biedę i dominację mężczyzn, lecz drzemie w niej ogień niezależności. Po śmierci matki jej ojciec popada w szaleństwo, a jego obowiązki przejmuje brat, który postanawia wydać Noorę za mąż. Zbuntowana dziewczyna ucieka do wioski wysoko w górach i tam się zakochuje. Gdy wraca do domu okazuje się, że jej ojciec zaginął, a brat zaaranżował jej małżeństwo z dużo starszym mężczyzną. Zaczyna nowe życie w wiosce w domu męża nad morzem. W nocy "spełnia swój obowiązek", a za dnia musi znosić dominację pierwszej żony i zazdrość drugiej. Jej serce przepełnia lęk, ponieważ nie może zajść w ciążę. Jest nieszczęśliwa do czasu nawiązania namiętnego romansu z mężczyzną terminującym u jej męża. Od tej pory jej życie się zmienia, musi też strzec słodkiej tajemnicy....