poniedziałek, 23 maja 2011

Sekrety (Tajnosti)

Swego czasu na fali fascynacji Czechami zakupiłam pakiet 3 filmów o nazwie "Czeskie popołudnie" ale jakoś się nie złożyło, żebym obejrzała którykolwiek z nich :) Aż do dzisiaj. Postanowiłam rozpocząć od "Sekretów".

Opis z tej strony:

Julie ma wszystko. Dorosłą córkę, młodego kochanka, bogatego męża. Meblując swój wymarzony dom, pewnego ranka uświadamia sobie, że brakuje w nim... pianina! Spontaniczne pragnienie powoduje, że Julie postanawia porzucić bezpieczną codzienność, aby odnaleźć to, co w życiu najważniejsze. Po drodze musi zmierzyć się z przeszłością i przyszłością, zrozumieć swoje uczucia i odkryć prawdziwe wartości. Okazuje się, że wystarczy jeden dzień, by zmienić wszystko. Przemierzając samochodem praskie dzielnice w rytmie muzyki Niny Simon, Julie krok po kroku zrywa krępujące ją więzy i realizuje swoje najskrytsze pragnienia. Zostawia młodego kochanka, odkrywa na nowo swoją nastoletnią córkę, poznaje prawdziwe oblicze swojego męża i nawiązuje niezwykłą relację z młodym muzykiem poznanym w sklepie z instrumentami.


Film ten nie jest może szalenie dobry, ale na pewno bardzo nastrojowy. Pogodny, klimatyczny, ukazuje typowo słowiańską wrażliwość, której ze świecą szukać w produkcjach , które otaczają mnie na codzień i już za samo przyznaję jeden punkcik w mojej całkowicie subiektywnej ocenie ;) Generalnie fabuła jest dość banalna jednak świetnie przełożona na realia czeskie, a to sprawia, że film jest bardzo autentyczny, a co za tym idzie przyjemny w odbiorze. Za to kolejny punkcik. Trzeci punkt zostaje przyznany za kreację aktorską Ivy Bittovej, która wprost fantastycznie odegrała rolę Julii, pełnej stłumionych emocji introwertyczki, która to nie do końca wie, a jak już wie, to nie potrafi w żaden sposób wyrazić tego czego pragnie, o czym myśli i przez to w pewnym moemenci gubi się do końca. Czwarty i ostatni już
punkt przyznaję za tło muzyczne - Nina Simone jest dla mnie postacią całkowicie nową, ale na pewno wartą zaznajomienia się z jej twórczością.

Moja ocena:4/6


Teraz do obejrzenia pozostał jeszcze "Niedźwiadek" oraz "Pupendo" :)




niedziela, 15 maja 2011

"Książę Mgły" Carlos Ruiz Zafón

Szczerze? Jak dla mnie bez szału. Naczytałam się sporo recenzji, że książka rewelacyjna, a że autor zrobił już na mnie dobre wrażenie "Cieniem wiatru" i "Grą Anioła", to postanowiłam nabyć wyżej wspomnianą pozycję i niestety rozczarowałam się. Sam pomysł na powieść bardzo fajny, jednak dość kiepsko rozwinięty - naiwna i uproszczona fabuła, banalne zakończenie... szkoda. Mogło być na prawdę pięknie!
Generalnie książka ta okazała się być (jak dla mnie) miłym, ale absolutnie przeciętnym czytadełkiem o którym zapomina się w chwilę po odłożeniu na półkę.

Nota wydawcy:

Rodzina Carverów (trójka dzieci, Max, Alicja, Irina, i ich rodzice) przeprowadza się w roku 1943 do małej osady rybackiej, na wybrzeżu Atlantyku, by zamieszkać w domu, który niegdyś należał do rodziny Fleishmanów. Ich dziewięcioletni syn Jacob utonął w morzu. Od pierwszych dni dzieją się tutaj dziwne rzeczy (Max widzi nocą w ogrodzie clowna i dziwne posągi artystów cyrkowych), ale ważniejsze, że dzieci poznają kilkunastoletniego Rolanda, dzięki któremu mogą to i owo dowiedzieć się o miasteczku (np. historię zatopionego w wodach przybrzeżnych, pod koniec pierwszej wojny, okrętu "Orfeusz") i poznać dziadka Rolanda, latarnika Victora Kraya, który opowie im o złym czarowniku znanym jako Cain lub Książę Mgły, chętnie wyświadczającym usługi, ale nigdy za darmo. Coś, co dzieciom wydaje się jeszcze jedną miejscową legendą, szybko okazuje się zatrważającą prawdą.

Musiało upłynąć wiele lat, by Max zdołał wreszcie zapomnieć owe letnie dni, podczas których odkrył, niemal przypadkiem, istnienie magii.

Moja ocena: 3/6