niedziela, 10 kwietnia 2011

Już za parę dni, za dni parę...

Mało piszę, dużo robię :) Termin porodu tuż tuż, więc wydłużam ostatnie wolne chwile jak tylko się da i robię tysiąc rzeczy na raz. Po pierwsze porządki - układam, przekładam, sortuję co się tylko da, szoruję, pucuję i prasuję to o czym wcześniej nawet bym nie pomyślała, snuję się za Małżem i gnębię coby zrobił te tysiące rzeczy, które "absolutnie nie cierpią zwłoki" choć od lat nikomu nie przeszkadzały... czyżby sławetny "syndrom wicia gniazda"? ;) To samo tyczy się robótek. Oprócz tego, że dziergam kocyk dla synka, to walczę z maszyną do szycia (obecnie powstają pierwsze twory w postaci woreczków i podusi z lawendą), wyszywam, oglądam zaległe filmy, czytam 3 książki równocześnie... I ciągle tysiąc pomysłów i planów w głowie, a tu jednak trzeba się przestawić na myślenie, że już w każdej chwili może się pojawić osobnik, który zawładnie całym światem i czasem wolnym. Póki co... abstrakcja :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pięknie dziękuję za każde pozostawione tu słówko.