wtorek, 12 kwietnia 2011

Woreczków ciąg dalszy

Z uporem maniaka siedzę w temacie lawendy :) Dzisiaj powstały woreczki o których wspominałam w poprzednim poście, a więc przeznaczone na prezent dla Mamy. Sypialnię ma w kolorach biało-różowo-fioletowym, więc myślę, że będą pasowały.



Lawendy pozostało mi jeszcze na jakieś 3-4 woreczki, więc jak dobrze pójdzie, to jutro będę mogła uznać temat za zamknięty :)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Lawendowe woreczki

Sponsorem dzisiejszego wpisu jest literka L jak Lawenda ;)



Jej zapach unosi się w całym mieszkaniu, a to za sprawą pierwszych ukończonych woreczków i poduszek:


Jest to moje pierwsze szyciowe "dzieło", a więc jak łatwo przewidzieć pełne niedociągnięć i błedów ale przyznam szczerze, że wcale mi to nie przeszkadza w cieszeniu się efektem końcowym :) Starałam się jak mogłam, a co najważniejsze mimo wielokrotnego prucia ukończyłam, tak więc już za samo to klepię się po ramieniu w ramach samopochwałki :)

Jak widać każdy woreczek wykonany jest inaczej, a to dlatego, że w ramach ćwiczeń korzystałam za każdym razem z innego opisu plus własnej logiki (co akurat nie zawsze wychodziło na dobre, hihi). Przykładowe opisy można znaleźć tu, tu i tu.



Te woreczki jako, że testowe nie nadają się na "uzewnętrznianie" i powędrują zaraz do mojej szafy, a ja pomna popełnionych błedów biorę się za wykrój kolejnych, gdyż chciałam obdarować nimi Mamę, która przyjedzie do mnie na kilka dni, aby pomóc w opiece nad Maluszkiem. Mam tylko nadzieję, że jeszcze zdążę je uszyć przed jej przyjazdem :)

niedziela, 10 kwietnia 2011

Już za parę dni, za dni parę...

Mało piszę, dużo robię :) Termin porodu tuż tuż, więc wydłużam ostatnie wolne chwile jak tylko się da i robię tysiąc rzeczy na raz. Po pierwsze porządki - układam, przekładam, sortuję co się tylko da, szoruję, pucuję i prasuję to o czym wcześniej nawet bym nie pomyślała, snuję się za Małżem i gnębię coby zrobił te tysiące rzeczy, które "absolutnie nie cierpią zwłoki" choć od lat nikomu nie przeszkadzały... czyżby sławetny "syndrom wicia gniazda"? ;) To samo tyczy się robótek. Oprócz tego, że dziergam kocyk dla synka, to walczę z maszyną do szycia (obecnie powstają pierwsze twory w postaci woreczków i podusi z lawendą), wyszywam, oglądam zaległe filmy, czytam 3 książki równocześnie... I ciągle tysiąc pomysłów i planów w głowie, a tu jednak trzeba się przestawić na myślenie, że już w każdej chwili może się pojawić osobnik, który zawładnie całym światem i czasem wolnym. Póki co... abstrakcja :)

niedziela, 3 kwietnia 2011

Bękarty wojny (Inglourious Basterds)

"Akcja filmu rozpoczyna się w okupowanej Francji podczas egzekucji rodziny Shosanny Dreyfus, której dziewczyna jest świadkiem. Egzekucji dokonuje nazistowski pułkownik Hans Landa. Shosannie udaje się uciec i wyjechać do Paryża, gdzie, jako właścicielka kina, przyjmuje nową tożsamość. W innym miejscu w Europie, porucznik Aldo Raine organizuje grupę żydowskich żołnierzy, którzy mają dokonywać aktów zemsty. Do oddziału Raine'a dołącza niemiecka aktorka i agentka Bridget Von Hammersmark, której misją jest pozbawienie władzy przywódców Trzeciej Rzeszy. Losy tych ludzi zbiegają się pod kinowym afiszem, gdzie Shosanna przygotowuje własny plan zemsty..." (opis stąd)

Choć filmy Q. Tarantino bardzo lubię i oglądam zawsze z wielką ciekawością, to do obejrzenia akurat tego zbierałam się baaaardzo długo... Sama nie wiem dlaczego. Może odstraszał mnie tytuł? Może opis? Jakoś tak odkąd jestem w ciąży automatycznie omijam szerokim łukiem książki i filmy o ciężkiej tematyce, bo świat ma być przecież piękny i kolorowy ;). W każdym bądź razie dziś Moja Druga Połowa jakoś mnie do obejrzenia tego filmu przekonała i bardzo się z tego powodu cieszę, bo gdyby nie to, ominęłaby mnie niezła filmowa uczta!
Generalnie film ten dość mocno różni się od pozostałych typu "Kill Bill" czy też "Od zmierzchu do świtu". Owszem, i tutaj polało się sporo krwi, znakomita większość bohaterów w ten czy inny sposób ginie, jednak tym razem dużo większy nacisk położono na aspekt psychologiczny niż na walkę samą w sobie co mi osobiście akurat bardzo się spodobało. Tak samo z resztą jak i ujęcia - niesamowicie dopieszczone, bardzo szczegółowe, genialnie budujące atmosferę pełną napięcia i niedomówień. Minusy? Jeden za to spory. Aż nadto groteskowe zakończenie, jeżeli jednak od samego początku nastawimy się na to, że reżyser buduje własny świat, absolutnie nie opierając się na faktach, to i takie zakończenie potraktujemy z przymróżeniem oka :)

Moja ocena: 4/6